Na dobry początek dnia: rygbyści w basenie

Zdajecie sobie sprawę z obietnicy podwójnej przyjemności zawartej w tytule? Nie dość, że rugbyści, to jeszcze w basenie...

 

 

 


Rozbierając to zdanie na czynniki pierwsze otrzymujemy taką oto analizę: nie dość, że góra idealnie wyrzeźbionych, zaprawionych w boju, opalonych mięśni, to jeszcze osłonięta li tylko niebieska taflą wody, mokra, ociekająca i wydana na żer naszych głodnych oczu. Jeśli dodamy do tego klasyczną skłonność rugbystów do rozbieranych sesji (ach, te kalendarze...), jeśli przypomnimy ogólną skłonność Australijczyków do pozbywania się ubrań,  to otrzymamy naprawdę niezły początek dnia... Nie sądzicie?

 

 

 

Trochę konkretów: rugbyści austarlijskiej drużyny narodowej, zwanej pieszczotliwie ''Wallabies'' pogrywają sobie w water polo podczas zgrupowania w hotelu Beverly Hills... stop! Tak, my też widziałyśmy już oczyma wyobraźni złote piaski Kalifornii, okulary pilotki i Luke Perry'ego, ale nic z tego - ten hotel Beverly Hills znajduje się akurat w miejscowości Umhlanga, Republika Południowej Afryki.

 

 

 

A za wyszukanie wilgitnych skarbów tysiączne podziękowania idą w stronę karminki.