Kącik ciachczytelniczej twórczości : pomieszanie z poplątaniem

Rymowanki i poematy, rysunki i piosenki...dziś wszystko na raz, a zaczynamy od rzeźby.



I tak, dobrze zgadujecie, oto zręczne palce KatarzynY ulepiły Diego Forlana w wersji mini. Uroczy i, przede wszystkim, oryginalny pomysł zasługuje na jak najwyższe uznanie, jak najwyżej umieszczamy go więc na stronie (pozostając również w oczekiwaniu na obiecanego Boskiego Ikera w tej samej technice).

 

Nie tylko jednak samym Diego Ciacha dziś stoją. Nea została, dla odmiany, zainspirowana odczuciami z zupełnie przeciwnego bieguna, na bohaterkę swojej twórczości kreując Sarę Carbonaro...Uwaga! Ostre i nie nadaje się do spożycia dla bardziej wrażliwych Czytelniczek.

 

HISTORIA POWSTANIA SARY

 

Za siódmą górą, za siódmą rzeką żyła sobie stara wiedźma ciągle pijąca mleko.

Miała jedną krowę, bardzo mlekodajną, żyła więc szczęśliwie, czasem sprzątając łajno.

Jednak dnia pewnego, ku jej wielkiej trwodze, stanął wielki byk na jej wąskiej drodze.

Wracała właśnie z krową, z pobliskiej polanki, marzyła już o litrach mleka i śmietanki,

a tu byk? Skąd? Jak? Wiedźma przerażona, lecz byka nie interesowała, zbyt stara i

pomarszczona.

Byk chciał dostać krowę, potrzebował żony, więc na drodze wiedźmie stanął niestrudzony.

Zamuczał trzy razy, krowa wniebowzięta, poszła razem z bykiem, będą mieć cielęta.

No a wiedźma? Płacze, biedna załamana, co ona teraz zrobi, bez mleka tak z rana?

Żyła w wielkim płaczu, miesiąc i 3 noce, lamentowała głośno w swej wielkiej zgryzocie.

Cała wieś pobliska żale jej słyszała, każdy tylko myślał, "wiedźma oszalała"?

Słyszała je także pewna wieśniaczka, co żyła z wykopów pewnego rodzaju ziemniaczka.

Wieśniaczka ta wiodła życie radosne, lecz jeden problem zasmucał ją nawet w piękną

wiosnę.

Marzyła ona bowiem o córeczce, dałaby jej nawet z nieba gwiazdeczkę!

Lecz niestety, nie było na męża kandydata, jakże tu mieć córkę bez chłopa? Nie ma bata!

Jednak dnia pewnego wpadła na pomysł śmiały, pójdzie do starej wiedźmy, po ziółka i

czary.

Może dzięki temu szczęście na nią spadnie? Może jakiś chłop na klęczkach przed nią

upadnie?

Następnego dnia, gdy już świtało, przed domem wiedźmy zjawiła się śmiało.

Gdy ją zobaczyła, była przerażona, wiedźma załamana i bardzo zgarbiona

Stratę krowy ciągle opłakiwała obficie "ah bez mleka jakie smutne jest życie"

Jednak wysłuchały o wieśniaczki zmartwieniu i postanowiła pomóc w rozwiązaniu

problemu.

Rzekła stara wiedźma, jeśli dasz mi krowę, ja w poczęciu dziecka tobie dopomogę!

Cóż było robić, uboga wieśniaczka spędzała dni i noce w swoich ziemniaczkach.

Kopała z zapałem by szybko zarobić, by zdobyć pieniądze na zakup tej krowy.

Po 8 miesiącach wielkich bóli stać było ją na zakup Krasuli!

Zaprowadziła krowę starej babie a ona już zagrodę postawiła w trawie.

"Miejsce krowy będzie teraz w zagrodzie a teraz pomówmy o twojej nagrodzie!"

Rzekła wiedźma wieśniaczce a ta aż zamarła, będzie miała córkę, co za radość nagła!

Lecz nie dała jej wiedźma ziółek ani czarów, dała za to czajnik, sznurek i 5 garów.

A do tego jajko, zielone, śmierdzące, i w ciemności dziwnie na żółto błyszczące.

Kazała jajko przez pięć dni z czajnika podlewać a nocami starym spirytusem zalewać.

Po pięciu dniach jak baleron obwiązać je sznurkiem i przeciągnąć trzy razy za starym

murkiem.

Następnie pięć razy włożyć je do pięciu garnków i dać je obsikać grupie wściekłych

punków.

Później, w lesie, pod starym jaworem, przeciąć je na pół zardzewiałym toporem.

Obie połowy zakopać w ziemniakach i czasem podlewać wywarami z krzaka.

Później czekać cierpliwie przez calutką wiosnę a latem będzie słychać dziecięce śmiechy

radosne.

Jak wiedźma kazała tak wieśniaczka zrobiła, podlewała, cięła, punków zamówiła.

I po tych wszystkich zabiegach, w pewien dzień nieśmiały wykluła się z jaja córka

wieśniary.

To właśnie Sara, Sara Carbonara, wyszła z zielonego, śmierdzącego jaja.

Wynurzyła główkę pośród ziemniaków a w ustach miała tuzin ślimaków.

Po sznurku zostały ślady na jej pęcinach, widać to także na górnych kończynach. Dlatego

często z szynką ją mylono, w szkole mówili na nią "Saro balerono"

Napuchnięte usta zostały jej z jajka, wsiąknął w nie spirytus i wydzielina z punka.

Czarną kredką pod okiem siniaki zasłania, to po cięciu toporem została jej szrama.

Taka właśnie historia jest powstania Sary, niech każdy ją pozna, i duży i mały!

 

Ponownie dała o sobie znać również Paulina, która miała już nie rysować, ale która, ku naszemu największemu zadowoleniu, załamała się pod wpływem zauroczenia zeszłotygodniowym rysunkiem Ewy. I tak mamy kolejnego Cesca Fabregasa.

 

 

Oprócz Fabregasa, stałym gościem w naszym kąciku wydaje się tez być David Villa (tu autorstwa Luthien):

 

 

...po raz pierwszy natomiast w roli modela do rysunku (bo przecież nie ubrań) zawitał Leo Messi - brawa dla Małgorzaty P. za pierwszy krok!

 

 

Wiemy również, że o Messim też się pisze - Karolina W, zadedykowała małemu Argentyńczykowi wiersz pt. ''Krasnal Messi''.

 


Może i jest krasnoludkiem,

ale wielką duszę ma.


Nie jest też zwyczajnym ludkiem,


tylko bogiem wielu dam.

 

 

Zręcznie piłką manewruje

i rywali pokonuj.


Włosy jego wiatr rozwiewa,


gdy innych piłkarzy zjada trema.

 

 

Chociaż nie jest idealny,


jednak serca sprytnie łamie.


Niejedna zbrodnię planowała,


bo Antonelle porwać chciała.

 

 

 

Jak na razie pływa z delfinami


i eksperymentuje z ubraniami.


Jednak sezon już nadchodzi,


czas do Barcelony uchodzić.

 

 

I choć musimy cztery lata poczekać,

by nas na brazylijskich boiskach zaczął urzekać.


Nie zamartwiajmy się jednak tym,


tylko kibicujmy mu ze wszystkich sił!

 

Poownie na ciachowych łamach - zapowiadając przerwę - swoje historie opowiada też darkdot - tym razem o tajemnicy powodzenia Fernando Torresa:

 

''Karmelowe mleczko"

 

 

Czy słyszeliście o chłopcu zwanym Mleczko?

Teraz to jest hiszpańskie nie lada ciasteczko.

O tym przydomku nikt nie ma pojęcia,

dlatego dokonam jego publicznego odsłonięcia.

Było to dla mnie nie byle jakie wyzwanie,

trochę niebezpiecznie w jego życiu buszowanie.

Kto chce poznać sekret tego piłkarza,

teraz właśnie ku temu okazja się nadarza.

Może nawet w tą historię nie uwierzycie,

ale naprawdę w Hiszpanii magiczne jest życie!

 

 

Pewnego, dwudziestego dnia marcowego,

1984 roku wtedy trwającego,

przyszedł na świat chłopiec w Madrycie,

podsumowując jego rodziców szczęśliwe pożycie.

Jakież było wszystkich wielkie zdziwienie,

gdy następnego dnia zajrzeli pod jego odzienie.

Dziecko nie prezentowało urody Hiszpana,

chyba zaszła w szpitalu jakaś zamiana!

Jednak badania wszystko szczerze wykazały,

pielegniarki żadnej zamiany nie dokonały.

A powód zamieszania był dość nietypowy,

chłopiec był biały jak mleko od krowy.

O albinizm nie był jednak posądzany,

włosy ciemne jak u taty, oczy jak u mamy.

Wszyscy z jego wyglądem się pogodzili,

"taka wyjątkowa uroda" - tak to tłumaczyli.

 

 

Fernando - takie imię w metrykę zostało wpisane,

jednak dziecko Mleczkiem częściej było nazywane.

Chłopiec był zawsze radosny i rozbrykany,

nieraz przez rodziców mocno rozpieszczany.

Kiedy Nando miał około pięć, może sześć lat,

Luz Juanita zaczęła stanowić cały jego świat.

Wszędzie mu ona towarzyszyła,

nawet w łazience codzienne z nim była.

I mama już denerwować się przestała,

odruchowo dodatkowe nakrycie na stole stawiała.

Myślicie sobie, kim była ta jego królowa?

A to była zwykła piłka futbolowa...

Kawałek gumy pokochał sercem całym,

a sam Mleczko był piłkarzem doskonałym.

I to poniekąd za sprawą gumowej ukochanej,

doszło w jego życiu do zmiany niespodziewanej.

 

 

Zacznę opowieść od początku samego.

Zaplanowana była wycieczka klasowa dnia pewnego.

Celem wyprawy była miejscowa fabryka,

"Fabryka Krówek i Karmelków" Pana Eryka.

Nikt nie mógł doczekać się owej wizyty,

przed drzwiami fabryki każdy stanął jak wryty.

Wszyscy z wrażenia aż zaniemówili,

gęsiego za przewodnikiem grzecznie ruszyli.

Na końcu grupy szedł Nando Mleczko,

nie za bardzo był zainteresowany ową wycieczką.

On wciąż z Luz Juanitą ćwiczył akrobacje,

uzależniony był trochę, przyznajcie mi rację.

 

 

Właśnie zgromadzili się w niewielkim pomieszczeniu,

gdzie trwała produkcja krówek o karmelowym nadzieniu.

Te cukierki były owiane wielką tajemnicą,

Przywracały rozum największym rozpustnicom.

Czasem były jak eliksir miłości,

Innym dodawały piękna i młodości.

Źródłem tych magicznych mocy

był tajemniczy składnik dodawany w nocy.

 

 

Powróćmy teraz do uczestników wycieczki,

stali oni akurat wokół ogromnej beczki,

Mleczko gdzieś z boku piłkę odbijał,

a przewodnik dzieciom o produkcji nawijał:

"Tu jest już gotowa, ostudzona masa na krówki,

wystarczy wylać do formy i wstawić do lodówki."

A tu nagle, całkiem niespodziewanie,

Nando zepsuł jedno piłki podanie.

Luz Juanita zamiast spaść na drugą nogę,

lekko stuknęła w żelazną podłogę,

potem szybko się odbiła,

i w wielkiej beczce zanurzyła...

 

 

Mleczko, przerażony losem Luz Juanity,

wskoczył wprost w ten mus smakowity.

Jedne dzieci krzyczą, wielce przerażone,

inne śmieją się, w ogóle niewzruszone.

Pan Eryk prędko pogotowie wzywa,

a Nando bitwę w karmelu wygrywa.

Ratownicy szybko w fabryce się zjawili,

Mleczko, a raczej Karmelka z masy wyłowili.

Owinęli go w grubej folii metrów parę,

i powieźli takiego naleśnika na sygnale.

 

 

W szpitalu wstępne oględziny wykazały,

że stan zdrowia Nando jest doskonały.

Mleczko poszedł więc do szpitalnej łazienki,

zdjął ostrożnie, bluzkę, buty i spodenki.

Zaczął szorować gąbką swe ciało,

myje godzinę, i ciągle za mało.

Po czterech godzinach ręka mu już wysiadła,

"Boże, wyglądam jak kawał niezłego dziwadła!

Skóra mi lekko zbrązowiała,

a twarz jest teraz jakaś zniewieściała!

Całe ciało mam pokryte piegami,

a może jednak są one tylko obtarciami?!"

 

 

Jednak po kilku dniach kropki nie poznikały,

prawdziwymi piegami się okazały.

To kąpiel w magicznym karmelu,

przyczyniła się do zmian w jego życiu wielu.

Oprócz uroczych piegów na całym ciele,

przyniosła mu po latach adoratorek wiele.

Kobiety jeszcze go nie widziały,

a już się w nim zakochiwały.

A działo się to za sprawą zapachu jego,

bo wydzielał on aromat nadzienia karmelowego.

Ten zapach zniewalał każdego człowieka,

niejednemu zadrżała od niego powieka.

 

 

Kochały się w nim wszystkie kobiety w okolicy,

ten zapach niejednej podwiewał rąbek u spódnicy.

Gdy szedł sobie spokojnie madryckim chodnikiem,

obracał się za nim nawet pan z jamnikiem.

Nie było kobiety co by się za nim nie obejrzała,

znalazła się i odważna, co go napadła i polizała.

I od momentu tego polizania,

zaczęły się do jego ciała pielgrzymowania.

Gdy piłkarz ten wyszedł na spacer osamotniony,

wrócił niestety cały mokry i obśliniony.

 

 

Choć od wypadku minęło lat wiele,

jego skóra wciąż smakuje karmelem.

Jednak odkąd poślubił swą wybrankę Olallę,

zmniejszyły się pielgrzymów fale.

Teraz większość ludzi do telewizora wzdycha,

lub nad plakatem ciężko oddycha.

 

 

A zapytacie, dlaczego na mundialu miał występ słaby?

Bo na granicy zatrzymali hiszpańskich krówek dostawy.

Karmelek był od nich uzależniony,

bez nich czuł się taki roztrzęsiony.

Kiedy Villa podawał do niego Jabulani,

Nando myślał: "brak krówek tak mnie rani!"

Kiedy strzelał w bramki okienko

wołał: "oddam wszystko za krówki ziarenko!"

W szatni, zamiast słuchać trenera del Bosque,

jęczał: "kto rozwiąże moją bolesną troskę?"

Ale nawet brak krówek w brzuchu Torresowym,

nie zabronił Hiszpanii być Mistrzem Świata nowym!

 

 

Na laurach nie spoczęły także nasze pieśniarki, Mar(t)avilla i Torreszczen, które tym razem wzięły się za futurystyczną tematykę.

 

 

A na koniec dzisiejszego odcinka, Realistki podsumowanie w postaci odezwy do tych największych:

 

Oda do Wspaniałych

 

 

Twoja czwórka wymarzona,

Dawno temu już wyśniona.

Patrzysz, wzdychasz, tchu ci brak.

Dla nich wejdziesz i na dach!

Jeden broni, drugi strzela,

Z jeszcze innym Antonella.

Wielka czwórka, wielka paka,

Z marzeń, snów, cudowna taka!

 

 

Muslera niezastąpiony,

W bramce broni jak natchniony.

Urusów często ratuje,

A publiczność wiwatuje.

Wrzeszczą, krzyczą, zdzierają gardło:

"Genialny bramkarz, słodki Fernando"

 

 

A w Oranje na "napadzie",

Robin już obrońców kładzie.

Piękne sztuczki w polu karnym,

Teraz los rywali marny.

Holendrzy znów tryumfują,

Van Persiemu więc dziękują.

 

 

Nie z Interu, nie z Milanu,

Ale właśnie z Arsenalu.

Wszystkie damy kibicują,

Fotki Cesca też całują,

Cesc Fabregas- wielka klasa.

Talent, wygląd no i kasa!

Drogie panie! Wiwatujmy!

Oklasków mu nie żałujmy!

 

 

Kto najlepszy jest na świecie?

Kto Argentynie radość niesie?

Żelu tony na głowie nie ma,

A i tak bajecznie strzela!

Gdzieś w Rosario urodzony,

Leo Messi uwielbiony.

 

 

Kochasz, wielbisz i szanujesz,

Zawsze wiernie kibicujesz.

Każdy ich mecz sto razy widziałaś,

Ani razu na nim nie spałaś.

Trudno spać, gdy takie ciacha,

Słodkie jak cukrowa wata,

Po boisku sobie biegają,

I oklaski chętnie zbierają.

Możesz widzieć ich bez końca,

Z emocji jesteś cała gorąca.

Gdy przegrają, o mój Boże!

Tylko lekarz tu pomoże!

Wytrwaj dziewczyno, oni wygrają!

Chyba, że przeciw sobie zagrają! :)

 

 

Czy już Wam mówiłyśmy, dziewczyny, że jesteście genialne?