Kącik ciachczytelniczej twórczości pod znakiem Davida Villi

Ale, przekornie, z ilustracja przedstawiajacą Stevena Gerrarda w roli głównej.

 

 

 

Ten a nie inny rysunek pojawił się w centralnym miejscu na tej stronie nie tylko dlatego, że zawsze kroczymy pod prąd - he, he - ale także z tego względu, ze jego autorką jest debiutujhąca na Ciachach w tej roli reboursgirl. Gratulujemy wejścia smoka.

 

Zanim jednak przejdziemy do kategorii ''Wszystko o Malym Rycerzu El Guaje'', przyjrzyjmy się tym, którzy nie dali się ponieśc Villowemu prądowi i uderzyli w zupełnie innym kierunku. Na poczatek - Kasia O. z piosenką Wavin' Flag o mundialu. Zgadnijcie, na jaką melodię.

 

 


Oooooo Oooooo Oooooo Oooooo


1.Jesteś wielki mój Robbenie,


Jesteś wielki mój Sneijderze,


Jesteś cudny mój Mullerze,


Jesteś cudny Schweinsteingerze.

 

 



Jesteś boski mój Forlanie,

Jesteś świetny Donovanie,


Jesteś super mój Ozilu,


Jesteś piękny van der Wilu.


Wszyscy świetni są. Na mundialu robią "to coś".


Chcą by inni wiedzieli, że .dla nich tylko futbol liczy się.


MY WIEMY!

 

 

Ref. Dla Was piłkarze, serce me każe,


Oddać Wam życie, oddać Wam swój szczery hołd.


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam


Dla Was piłkarze, co się okaże,


Może być cenne i mówić, że to jest to:


Że mamy zło-to


Że mamy zło-to


Że mamy zło-to -oooo

 

 

Oooooo ooooo ooooo ooooo

 

 

2. Jesteś wielki Suarezie,


Jesteś wielki mój Tevezie,


Jesteś cudny mój Gerrardzie


I Ty także mój Lampardzie.


Jesteś boski mój Podolski,


Jesteś świetny mój Bendtnerze,


Jesteś super mój Godinie,

Jesteś słodki mój Robinie (van Persie)


Wszyscy świetni są. Na mundialu robią ''to coś''.

Chcą by inni wiedzieli, że .dla nich tylko futbol liczy się.


MY WIEMY!

 

 

 

Ref. Dla Was piłkarze, serce me każe,


Oddać Wam życie, oddać Wam swój szczery hołd.


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam


Dla Was piłkarze, co się okaże,


Może być cenne i mówić, że to jest to:


Że mamy zło-to


Że mamy zło-to


Że mamy zło-to -oooo

 

Oooooo ooooo ooooo ooooo

 

MY WIEMY!


Ref. Oranje rządzą, Urusi błądzą, lecz dzielnie walczą i my kochamy ich bo:

 


Przystojni tak są

 


Przystojni tak są

Przystojni tak są


Przystojni tak


Niemcy są świetni i tak zawzięci, że dla Hiszpani skończy się wtem dobry czas


I będą płakać


I będą płakać


I będą płakać


Ref. Dla Was piłkarze, serce me każe,


Oddać Wam życie, oddać Wam swój szczery hołd.


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam tak


I śpiewać Wam

 

Dla Was piłkarze, co się okaże,

Może być cenne i mówić, że to jest to:


Że mamy zło-to


Że mamy zło-to


Że mamy zło-to -oooo


Oooooo ooooo ooooo ooooo

 

Kasia, jak zauważyłyście zapewne, nie pała szalona sympatią do Hiszpanów, ceni za to Oranje. Oto ''Oda do Arjena Robbena'':

 

Robbenie z Bawarii kraju!


W Bayernie sięgnąłeś do raju.


Gdy wszyscy Cię mieli dosyć

TY klubom utarłeś nosy.

 


Choć talent oznaczasz ogromny

To mogłeś być nawet bezdomny!


Bo nie chciał Cię Real ni Chelsea,


Lecz Ty zawsze byłeś zawzięty

 



Podjąłeś wyzwanie srogie,

Do Niemiec wybrałeś drogę.


Tam urok Twój docenili


I wielkie zdobycze  święcili.

 



A wszystko to Twoja sprawka,

Bo sukces to też gratka


Zdobyłeś Puchary, medale,


A każdy na wielką skalę.

 

Dlatego Cię Niemcy kochają,


Jak Boga już wychwalają.


I mówią, że jesteś wybawcą-


Bayernu Monachium Zbawcą.


 

To z Tobą zdobyli Mistrzostwo,


Co raczej nie było błahostką.


To z Tobą po Puchar sięgnęli,


A resztę już diabli wzięli!


 

I cel mógł być tylko jeden-


By popsuć humory w Interze


I wygrać tę Ligę Mistrzów,


A może też wzmocnić sieć zysków.


 

Lecz wynik ten stał się marzeniem


I tylko fantazji złudzeniem,


Bo Jose ze swoim Sneijderem


Uraczył rywali zerem.

 

I wtem się Holender załamał,


Że Inter mu plany złamał


I prysło marzenie wygranej,


A on stał się wielkim przegranym.


 

By zmazać uczucie blamażu,


Chciał w kraju być Mistrzem od razu


I z kadrą na mundial pojechać,


By inne ekipy "rozjechać".


 

I jeszcze przed startem czarował,


Urazu wielkiego nie chował.


Holandię więc dzielnie wspomagał


I miejsca godnego wymagał.

 

Lecz przyszedł ten moment rubaszny,


Dla wielu, jak koszmar straszny.


Bo Arjen z kontuzją się zmagał


I każdy najgorsze zakładał


 

Na szczęście się wszystko skończyło


I tylko strachu nam narobiło,


A Robben do pracy swej wrócił


I losy mundialu odwrócił!

 

Słowację sam szybko pokonał,


Do walki swój zespół przekonał.


Z Brazylią też się rozprawił


I mega sensację tym samym sprawił.

 

 

Więc w złoto już tylko celował


I nową historię malował.


Urugwaj już zdołał pokonać


I mógł znów spokojnie świętować.

 



O ile to jednak cieszyło,

Złych głosów tak nie uciszyło.


Bo finał się zdawał balastem-


Złotego medalu kontrastem


 

Hiszpanie też w złoto mierzyli,

Holendrzy się więc przeliczyli


I bardzo boleśnie przegrali


I w smutku Afrykę żegnali.



 

To Arjen był sprawcą tego,

W finale zawodził każdego.


Casillas mu Puchar odebrał


I w zemście się na nim odegrał.

 

 

Lecz Arjen, pamiętaj jedynie-

Że pamięć o Tobie nie zginie.


A Ciacha Cię strasznie kochają


I ciągle o Tobie czytają!!!

 

Schlierusia tym razem postanowiła przypomniec nam o umiejętnościach Leo Messiego, nie da się zaprzeczyć, jakby zaniedbanego przez ciachowe twórczynie do tej pory...

 

"GENIUSZ FUTBOLU"



Leo Messi-Mistrz futbolu!


Jest genialny w każdym calu!


Biega, kopie i fauluje.


Mistrzowską formę prezentuje!


Mały wzrostem, wielki duchem!


No i nie jest lekkoduchem!


Wielkie serce do piłki ma,


Jak piłkarski geniusz gra!


Z piłką odważnie goni,


I nikogo się nie boi!


Piękne włosy ma na głowie,


Każdy to wie i powie!


Pięknie piłkę prowadzi,


Ze wszystkim sobie radzi.


Trzeba powiedzieć że bardzo jest zdolny!


Nie lubi rozgłosu, bo bardzo jest skromny!


Królem futbolu nazwany,


Leo genialny! Leo kochany!


Prosimy! Zostaw Antonellę!


My ci podziękujemy pieknie!


Gdy się uśmiechasz, jaśniej się staje!


Wtedy i nasza radość nie ustaje!


Jesteś dla nas promykiem nadziei.


Że coś w futbolu naeszcie się zmnieni!


Nie będą tam grały przereklamowane lale,


Tylko zawodnicy którzy naprawdę mają talent!


Ty go m,asz naprawdę wiele!


I staniesz na ich czele!


Bo ty jesteś ten wygrany!


Dla nas niepokonany!


Król futbolu kochany!

 

 

Bożenka D. tym razem zapewniła niezbędny, jak się wydaje, w ciachowym kąciku twórczości element niemiecki - i to podwójna jego porcję:

 

Tragedia w III aktach (z rymem ELI) czyli Rozstanie Schweiskiego

 

Gdy Poldi karnego nie strzeli,

Tylko Bastian nie każe mu wyjechać do Brukseli,

Tylko poczeka do niedzieli,

I wtedy się ośmieli,

Zbić tych, co na niego nakrzyczeli,

W tej ciemnej celi,

Gdzie używa się Cristiano Ronaldo żeli.

 

Oni razem kręcą się na karuzeli,

Razem kaszleli,

razem jęczeli,

A jeżeli,

Zabraknie hoteli,

Bastian mu pozwoli spać w swojej pościeli,

A gdyby rozstać się musieli,

Wtedy na pewno by się poryczeli,

Dając swe zdjęcia do swoich portfeli,

Razem by przesiedzieli,

Obok wiolonczeli

W Wenezueli,

A gdyby zgłodnieli,

To zjedzą miód pszczeli.

 

Myślicie żeście się przesłyszeli,

Że Niemcy mają takich wspaniałych przedstawicieli?

Ale ja kocham tych marzycieli,

Którzy na mundialu błyszczeli.

 

Olśnienie Schweinskiego

 

W ramach dokształcenia,

Schweinski robią ćwiczenia,

Skończył się czas bawienie,

Teraz czas doroślenia,

A ich ciągnie do niezdrowego jedzenia.

Mają marzenia,

Żeby doprowadzać fanki do omdlenia.

Chociaż na ich medalach nie ma złocenia,

To nie jest dla nich powód do zmartwienia,

ani do niepokojenia.

Dla nich sensem istnienia

Jest możliwość widzenia

W gazetach swojego imienia.

Mimo to, nie lubią chwalenia,

Ballacka oraz krzywdzenia,

dążą do nawrócenia

i nie znoszą biadolenia,

Są stworzeni do dobra czynienia.

I do docenienia,

Że ten wiersz nie jest od niechcenia

 

 

Jeżeli przedarłyście się przez pierwszą część kącika, na rozluźnienie proponujemy początek drugiego działu, poświęconego Hiszpanom i w postaci rysunku Ewki:

 

 

Zaraz po tym wspaniałym doznaniu wzrokowym - wiersz darkdot, zachęconej sukcesem ''Sznurków Pique'', która tym razem odmalowuje przed nami historię pewnego stalowookiego Hiszpana. Autorka ostrzega: Jeśli jednak pomyślicie sobie: "nieee, jakie długie, o nieee znów o Hiszpanii" to nie czytajcie, bo można umrzeć z nudów :D, jeśli zaś jesteście ciekawe młodości Jesusa Navasa, zapraszam do lektury.

 

"Hipnotyzer"

 

By odkryć tajemnicę pewną,

by poznać jej głębokie sendo,

cofnąć w czasie się musimy,

w rok 1985 się teraz przenosimy.

W mieście hiszpańskim, Sewillą zwanym,

na pewno wszystkim dobrze znanym,

gdy gwiazdy na niebie jak nigdy błyszczały,

gdy ptaki nawet nocą radośnie śpiewały,

na świat przyszedł chłopiec wyjątkowy,

a wyglądał jak syn cherubinkowy.

 

 

Mimo zimnej, listopadowej pory,

zakorkowane były wszystkie otwory,

okna szpitalne, drzwi boczne i wejściowe,

ledwo w murach stały ściany betonowe,

każdy chciał spojrzeć na tego chłopczyka,

wyciągnąłby z grobu nawet nieboszczyka!

Kto się pochylił nad łóżeczkiem dziecięcia,

ten był pod wypływem magicznego zaklęcia.

 

 

A wszystko za sprawą tych oczu zachwycających,

na pewno o właściwościach hipnotyzujących.

Przepełnione błękitem Morza Kaspijskiego,

z niemałym dodatkiem pyłu anielskiego.

Spojrzenie malca każdego porażało,

niejednemu życie całkowicie odmieniało.

A malec niczego nieświadomy,

leżał pod kołderką, wielce rozbawiony.

 

 

Czemu tak skaczą i krzyczą wokół niego?

"Czyżbym coś zrobił bardzo niedobrego?

Może czekają na prezent pieluszkowy?

Może robią z tego nawóz doniczkowy?

Proszę bardzo, róbcie sobie te wycieczki,

zerkajcie, zaglądajcie w moje majteczki.

Tyle radości z powodu siku małego?

Co by było gdybym zrobił coś większego?

 

 

Ale chwila, moment, co ja widzę, nie do wiary!

Mrugam lewym oczkiem, a tu miś koala szary!

Z ciekawością niemałą mrugam prawym okiem,

już mnie poją marchewkowym sokiem.

Mrugam lewym, smoczek z różowym kotem,

Mrugam prawym, pędzą z pluszowym samolotem.

W wózku ciągle mnie bujają,

ciepłe mleczko mi podają,

a ja leżę sobie zadowolony,

mrugam ciągle jak szalony!"

 

 

I tak poznał źródło swego powodzenia,

był właścicielem hipnotyzującego spojrzenia!

A że dar od samego Boga dany,

Jesusem został przez rodziców nazwany.

Wyrósł z niego chłopiec skromny i nieśmiały,

ale jego zdolności zawsze mu pomagały.

 

 

Gdy spojrzał głęboko w oczy sąsiadki,

nie było za zbicie szyby żadnej odsiadki.

Mama w ogóle nie była zagniewana,

gdy kopał piłkę z kolegami od samego rana.

I pani w sklepie cukierka za darmo mu dała,

gdy tak w jego oczy raz po raz spoglądała.

Każda dziewczynka gdy patrzyła w jego oczy,

marzyła: pociągnij mnie za jeden z warkoczy!

 

 

Ale nie w głowie Jesusowi było randkowanie,

interesowało go tylko futbolówki kopanie.

Mimo że piłka przecież oczu nie posiadała,

chyba pod wpływem jego hipnozy też bywała.

Na szkolnym boisku najlepszym był piłkarzem,

i wcale nie dogadywał się z żadnym bramkarzem.

Futbol miał w głowie, sercu i nogach,

po prostu kolejny dar od Boga.

 

 

Każdy pewnie wyciąga teraz sobie wnioski,

farciarz, dzieciństwo pełne beztroski.

Jednak nastąpiło w jego życiu pewnie zdarzenie,

które położyło na jego los smutku cienie.

 

 

Zacznę historię od początku samego,

by była ona przestrogą dla czytelnika każdego.

Pewnego letniego, słonecznego poranka,

wpadła do Jesusa szkolna koleżanka.

Przekazała wiadomość od ich kolegi wspólnego:

"Idziemy dziś na wzgórze Cienia Ciemnego."

 

 

Na tym wzgórzu Sewilli owianym tajemnicą,

mieszkała kobieta, nazywana Ciemną Czarownicą.

Ludzie rzadko na wzgórzu bywali,

więc z ową kobietą się nie kontaktowali.

A i ona ze wzgórza często nie schodziła,

tylko wiecznie kawę na swym ganku piła.

Ale na wzgórzu jakie łąki się rozpościerały!

Gładkie, zielone, każdego mieszkańca zachwycały.

Czasem dzieci w przypływie nudy i odwagi,

chodziły ram rozgrywać mecze dużej wagi.

 

 

I właśnie tego dnia mecz był nie byle jaki,

był to mecz dziewczyny kontra chłopaki.

Choć wielu przypisałoby zwycięstwo grupie męskiej,

dziewczyny nie były wcale takie cienkie.

Przy piłce był chłopców bramkarz właśnie,

jak nie huknie, jak nie trzaśnie!

Piłka tak z całej siły uderzona,

leci, leci, leci jak szalona!

Całe boisko, całą łąkę przeleciała,

w ogródku Ciemnej Czarownicy wylądowała...

 

 

Najpierw dzieci brawo bramkarzowi biją,

bo kopnął piłkę tak daleko, z taką siłą!

Jednak po chwili się zreflektowały,

w jakie to tarapaty się wpakowały.

Każdy z nogi na nogę przestępuje,

patrzy się w niebo, ptaków wypatruje.

Nikt nie chce iść do czarownicy ogrodu,

bo im jeszcze życie miłe za młodu.

 

 

"Tylko Jesus ma szansę wyjść z tego zdrowy,

tylko on jest jak hipnotyzer brawurowy."

Na samą propozycję kolegi jednego,

przeszły dreszcze Jesusa całego.

"A może mają rację moi przyjaciele,

do roboty jest w końcu niewiele.

Pokażę sobie i innym tu stojącym,

że nie jestem owieczką, a lwem ryczącym!"

 

 

I tak przepełniony bohaterską odwagą,

szedł w kierunku ogrodu z pełną powagą.

"Jeszcze cztery kroki, jeszcze ze dwa duże,

i już wejdę na to straszne podwórze!

Jestem już na tym obcym terenie,

co mnie czeka? chwała czy usmażenie?

Gdzie ta cholerna piłka futbolowa?

Jest! Jest! Widzę, tam się chowa!

Droga wolna, Boziu! mogę już uciekać?

Boże! Ktoś za mną zaczyna się wściekać!"

 

 

Jesus spojrzał się za siebie bardzo wolno,

to czarownica przyjechała do ogrodu konno.

Siedząc na rumaku okrakiem, tyłem odwrócona,

Wyglądała jak samochodowa, zużyta opona.

Jesusowi strach sparaliżował nogi,

a przed nim roztaczał się widok złowrogi.

"Jak mam zastosować na niej hipnozę,

kiedy ona ma na koniu taką pozę?

Nie jestem jeszcze na śmierć przygotowany,

przecież ma być ze mnie piłkarz renomowany!"

 

 

"Jak śmiałeś przekroczyć mej posiadłości progi?!"

Zabrzmiał w powietrzu głos wielce srogi.

"Za taki występek czeka cię kara okrutna,

twoja ścieżka życiowa będzie bolesna i smutna!"

Jesus modląc się szybko i żarliwie,

czekał na cios w głowę nader cierpliwie.

 

 

"Od chwili obecnej aż po kres życia długiego,

nie przekroczysz nigdy progu miasta czy kraju obcego!

W przeciwnym razie zaleje Cię fala bólu strasznego,

od głowy, przez serce, do nóg pełzającego!

Tylko siła 22 braci sercem walczących,

zdejmie krwawy urok ból sprawiający.

A teraz wstrętny gościu nieproszony,

opuść mój ogród twymi stopami zbezczeszczony!"

O klątwie chłopiec nie powiedział nikomu,

i jako wielki bohater wrócił do swego domu.

 

 

Od chwili tego spotkania strasznego,

każdy wyjazd był pełen bólu okrutnego.

Chłopiec w końcu przestał gdziekolwiek podróżować,

życie tylko we własnym mieście zaczął akceptować.

Tam spędził swoją młodość całą,

i zrobił nawet piłkarską karierę niemałą.

W FC Sewilli był najpierw graczem rezerwowym,

potem stał się piłkarzem podstawowym.

 

 

Mistrzostwa Europy na niego czekały,

ale trener Aragones miał bagaż obaw niemały.

Wiedział o problemach tego piłkarza utalentowanego,

postanowił oszczędzić mu tego bólu nieskończonego.

Minęły panowania Espanii dwa spokojne lata,

nadeszły wielkie, afrykańskie Mistrzostwa Świata.

Del Bosque, trener Hiszpanii nowy,

postanowił być dla wszystkich graczy jednakowy.

Najlepszym piłkarzom powołania zostały wysłane,

były to dla wszystkich chwile niezapomniane.

 

 

Także Jesus dostał owo zaproszenie,

aż mu się podniosło krwi ciśnienie!

"To spełnienie mojego skrytego marzenia,

ale już słyszę ten głos niepowodzenia...

Nie dam rady opuścić tego miasta,

dzwonię do naszego trenera i basta."

Vincente w ogóle nie chciał go słuchać,

postanowił ten problem wśród piłkarzy rozdmuchać.

 

 

Wszyscy powołani piłkarze w sekrecie się umówili,

i za trzy dni Jesusa w Sewilli odwiedzili.

Stanęło na progu 22 braci futbolowych,

do walki na słowa z Jesusem gotowych.

Jesus był ich wizytą zaskoczony całkowicie,

był nawet gotowy na krwawe bicie.

Jednak oni od progu obietnicami go zaatakowali,

jeden przez drugiego do wyjazdu przekonywali.

 

 

"Będziemy razem ujeżdżać żyrafy!"

"Schowamy Puyola do Twojej szafy!"

"Jesusku kochany nasz i drogi,

wymasuję ci nawet twoje nogi."

obiecał Fabregas wielce zdesperowany,

wsparł go Pique, piłkarz bardzo zaaferowany:

"Ja ci całe plecy wyszoruję balsamami,

Casillas pomoże ci z twoimi zaparciami."

Torres też postanowił go przekonać,

obiecał mu taniec brzucha wykonać.

Villa także włączył się do przekonywania,

"Razem z Reiną upierzemy twoje ubrania!"

Ramos zajął się jego czarnymi włosami,

masowałby je chyba całymi godzinami.

Alonso z miną pełną powagi i zadumy,

obiecał kupić mu markowe perfumy.

Iniesta nie stał bezczynnie pod ścianą,

poczęstował go babeczką z bitą śmietaną.

Marchena, Pedro i Juan Mata,

obiecali kupić mu 125p Fiata.

Albiol razem z Victorem Valdesem,

kusili go nowiuśkim, diamentowym sedesem.

Llorente też się zdobył na wyznanie:

"Będę ci codzienne podawał do łóżka śniadanie."

Xavi z Martinezem w końcu się dogadali,

nagi galop na koniach wokół stadionu obiecali.

i Silva przez Arbeloę szybko przekonany,

postanowił zrywać Jesusowi codziennie banany.

Capdevila nad obietnicą myślał dosyć długo,

postanowił zostać po prostu jego wiernym sługą.

Wszyscy czekali na Sergio Busquetsa słów parę:

"Jak chcesz, mogę założyć Ci mały harem..."

A czy to były obietnice z serca piłkarzy płynące,

czy raczej oczy Navasa hipnotyzujące...

 

 

I tak siła 22 braci sercem walczących,

stała się dla Navasa batem motywującym.

Przezwyciężył strach, ból i wątpliwości wszelakie,

poleciał na Mistrzostwa afrykańskim szlakiem.

Klątwa Ciemnej Czarownicy zdjęta została,

A Jesusa otaczała tylko radość i pochwała.

I tak z Navasem i na boisku i zapleczu kadrowym,

Hiszpania została Mistrzem Świata nowym!

 

 

I dalej w temacie Campeones; Girl uraczyła nas małym mini-erotykiem:


Ciasteczka gorące - w głowie mieszające




Z racji naszej 69 juz strony

zaczne jak zwykle pisac farmazony

Zapewne o moim Torresie

Co to jest pociagajacy nawet w dresie

Juz wiem ze zostanie tatusiem po raz drugi

Zaraz wracam tylko skocze po szlugi

Tyleczek swoj przy barierkach wypina

Az mi sie dziwna zrobila mina

Ostatnio ze smoczkiem biega

Ach szybko, szybko strazaka mi trzeba

Przekroczyl wszelkie limity slodkosci

Az poczulam ja w szpiku swych kosci

Ach i te piego jego urocze

Czemu, czemu, az przez sen mamrocze

Gdy z boiska schodzi

widok klaty jego na umysl szkodzi

Ach te miesnie, ach ta skora

Az sie rozpromienia mina ponura

Moze bys tak chociaz koszulke rzucil ??

Chociaz lepiej nie, bo trybuny bys sklocil

Baby sie poklocily

Barierki przewrocily

Jedno wiem - to nie bylby widok mily

 

Ale co tam, byleby mi sie miesnie Twe snily

Dlatego prosze badz tak mily

Lecz czas przejsc juz do rzeczy

Dlatego lepiej idzcie spac dzieci

Gdy widze Twe usta gorace

Oczy me z rzadzy robia sie plonace

Dawaj klate, dawaj biceps

Bo inaczej zrobi przykro mi sie

Lecz co ja widze Pique biegnie

Nogi uginaja sie bezwiednie

Skora ma blednie

Ach chyba i na niego rzuce sie we dnie

I znow mam dylemat maly

Pique ? Torres? Toz to nie dylemat maly

Ale jeden i drugi moj byc moze caly

Mam nadzieje tylko, ze fanki nie obrzuca mnie siekierami

Z jednej strony usta ponetne

Z drugiej piegi pokretne

Achhh chyba z zalu tego pekne ...

 

No i na reszcie zapowiadany gwóźdź programu - ''David Villa Show''!

 

Pierwszy rysunek zawdzięczamy Gosi P.

 

 

Drugi zaś naszej starej znajomej, Paulinie, która grozi, że to ostatnia z serii jej przesyłanych do Różowej Redakcji prac, za to specjalnie na życzenie Czytelniczek,

cieszcie więc zawczasu oczy swoje talentem Pauli!

 

 

No i na koniec - poemat Doris o El Guaje;

 

3 grudnia 1981 - dzień wspaniały

W hiszpańskiej Tuilli na świat przyszedł David mały

Za młodu piłkę nożną pilnie trenował

Karierę juniorską w UP Langreo kreował

Szbko mu czas dzieciństwa minął

Treningi rozpoczął w Sporting Gijon

W 2003 roku z Realem Sagarossą kontrakt podpisał

W Primiera Division bardzo się popisał

Razem z zespołem Real Madryt pokonali

Kibice "illa, illa, illa, Villa maravilla*" do niego wołali

Był też czas na Valencię, grał tam przez 5 lat

W 166 meczy 108 goli, mówili "dla bramkarzy kat"

W 2008 roku też dobrze się spisał

Euro wygrał i na listę królów strzelców się wpisał

Reprezentacja Hiszpanii z El Guaje w składzie

Mundial 2010 wygrała i długo będzie balowała

Nasz bohater już trenuje w FC Barcelonie

Czekamy na sukcesy, liczymy na gole

Na koniec powiem dwa krótkie zdania

Bo ja nie lubię rozpisywania

Dzisiaj każdy wie jak on się nazywa:

David Villa. Maravilla.

 

*maravilla-wspaniały

 

 

...oraz dzieło Lucrecii:

 

Po boisku biegnie Villa

Panie krzyczą: Mamma mia!


Jaki piękny i uroczy,


Popatrz tylko w jego oczy,


A zakochasz się na pewno


Mówię prawdę, dobrze wiem to.

 



Kopnął piłkę w stronę słupka

I z bramkarza zrobił głupka.


Bramkarz strzału nie obronił,


Bo tej piłki nie dogonił.

 


Fanki wstały, brawo biją,


Z zachwytu prawie się wiją.


Lecz David na laurach nie spocznie,


Nową akcję wnet rozpocznie.


 

I znów biegnie w stronę bramki


Ku uciesze każdej fanki


Przyjął piłkę od Ramosa


Znów nas wzniesie pod niebiosa.


 

No i kopnął, piłka leci,


Bramkarz aż od potu świeci.


Chociaż prawie się rozdwoił


Tego strzału nie obronił.


 

Villa znowu triumfuje,


Przeciwnikom plany psuje.


Cieszy się cała Hiszpania,


Będzie to noc balowania.

 

Ach ten Villa, ach ten Villa


Jego czar nigdy nie mija.


W końcu jest on Mistrzem Świata,


Więc rywalom figle płata.

 

 

 

Się dziewczyny znów postarały. Czas, by zlożyć im hołd: <skladahold>.