Lech przegrywa ze Spartą...

Na szczęście tylko 0:1, co zważywszy na różne przygody naszych zespołów w euroepjskich pucharach nie jest wcale takim złym wynikiem, i przecież w Poznaniu to my im pokażemy, c'nie?

 

 


Lech przegrywa ze Spartą Na szczęście tylko 0:1 Lech przegrał ze Spartą. Mecz należał do klasyki polskiego sportu, czyli: "dobrze grali, ale przegrali". Dlatego tylko lekko zmartwione czekamy na rewanż Mecz należał do klasyki polskiego sportu, czyli: ''dobrze grali, ale przegrali''. No naprawdę - dobrze grali, a na pewno lepiej niż z Interem Baku, lepiej też - paradoksalnie - niż zwycięska Sparta. Dlatego lekko tylko zmartwione Ciacha z nadzieją wyglądają rewanżu w Poznaniu, który odbędzie się już za tydzień. Sparta, która w swojej historii już osiem razy uczestniczyła w elitarnych rozgrywkach, nie pokazała naprawdę nic wielkiego, no, może poza nieźle spisującym się bramkarzem Jaromirem Blażkiem, którego jednak ciężko nazwać ciachem. Ciachem okazał się natomiast młodziutki debiutant - Kamil Dygas, nieoczekiwanie zastępujący kontuzjowanego Tomasza Bandrowskiego. Lech stracił bramkę dopiero w 76. minucie w pechowych okolicznościach przyrody, a gola Erca Brabeca ciężko zaliczyć do kategorii "stadiony świata". Dlatego trochę smutno. Ale tylko trochę. Bo za tydzień okaże się, że thhiiiiiiiiiiiiiiiiiissss issssssssssssssss POOOOOOOOOOOOZNAAAAAAAAAAAAŃŃŃŃŃ!!!!!!

Bo przecież nie było ani tak, że Lechici przyszli na stadion i usłyszeli coś takiego:

 

 

 

 

 

 

 

 

Ani nawet takiego:

 

 

 

 

 

 

Ale po porstu, bardziej niż klasyka Starożytnej Grecji była to klasyka polskiego sportu, czyli: ''dobrze grali, ale przegrali''.  No naprawdę dobrze grali, a na pewno lepiej niż z Interem Baku, lepiej też - paradoksalnie - niż zwycięska Sparta, dlatego lekko tylko zmartwione Ciacha z nadzieją wyglądają rewanżu w Poznaniu, który odbędzie się już za tydzień. Sparta, która w swojej historii już osiem razy uczestniczyła w elitarnych rozgrywkach nie pokazała naprawdę nic wielkiego, no, może poza nieźle spisującym się bramkarzem Jaromirem Blażkiem, którego jednak ciężko nazwać ciachem.

 

 

 

Ciachem okazał się natomiast młodziutki debiutant, Kamil Dygas, nieoczekiwanie zastępujący kontuzjowanego tomasza Bandrowskiego.  Tak przynajmniej wnosimy po tym dosyć niewyraźnym zdjęciu:

 

 

 

 

 

 


Lech stracił bramkę dopiero w 76. minucie w pechowych okolicznościach przyrody, a gola Erca brabeca ciężko zaliczyć do kategorii "stadiony świata".

 

 

 

 

 

 

Dlatego trochę smutno. Ale tylko trochę. Bo za tydzień okaże się, że thhiiiiiiiiiiiiiiiiiissss issssssssssssssss POOOOOOOOOOOOZNAAAAAAAAAAAAŃŃŃŃŃ!!!!!!