Sport.pl

Mundialowy Ciachomierz: Wielki Finał: Hiszpania - Holandia

VIVA ESPANA !!! CAMPEONES !!! CAMPEONES !!! Jesteśmy pijane ze szczęścia i nie tylko ze szczęścia. Krzyczymy z radości, choć od wczoraj doszczętnie straciłyśmy głos. Płaczemy razem z Ikerem, razem z Pique, Puyolem Xavim, Villą i resztą naszych chłopaków, choć myślałyśmy, że już wszystkie łzy szczęścia wypłakałyśmy. A ta niżej podpisana dziękuje, za jedną z najpiękniejszych chwil swojego życia.

 


Co pamiętamy z samego meczu? Właściwie to nic oprócz uczucia, że jeśli Hiszpania nie strzeli zaraz gola to rozniesiemy w cukier puder wszystko i wszystkich. Że nasze serce tego nie wytrzyma i trzeba będzie pod redakcję wzywać ambulans. Że zejdziemy na zawał tu i teraz. A później to już tylko to, że bardziej kochać Hiszpanów niż my teraz kochamy się nie da. Co powie na to Mundialowy Ciachomierz po raz ostatni w swej karierze?

 



CIACHA NA TAK:

 

+ Fabio Cannavaro w idealnie skrojonym garniturze, ze swoim jeszcze bardziej idealnym, firmowym uśmiechem numer cztery o nazwie "boski" i złotym Pucharem Świata w ręce. Czy tylko jednej ciachowej redaktorce na ten widok dech zaparło w piersiach?

 


+ Arjen Robben długo, długo nic .bramka i Casillas. Oprócz tego, że zazdrościmy mu tego sam na sam z Ikerem, ten pan ma nasz "pełen szacun" za tak świetną grę i bycie, jedynym, który stwarzał swojej drużynie szansę na coś więcej.

 

 


+ Jesus Navas. Cały mundial zachwycałyśmy się jego niesamowitymi oczętami, ale wczoraj po prostu przeszedł samego siebie. To cud, że nie zahipnotyzował Holendrów na tyle, że nie zaczęli sami strzelać goli dla Hiszpanii i jeszcze ściągać z nich koszulki. My na ich miejscu byśmy tak zrobiły, zaraz po kilku mniej odpowiednich rzeczach.


+ szalik Berta van Marwijka. Był niebieski sweterek, przyszedł czas na kolejny szczęśliwy talizman - symbol niezwyciężonego Jose zawiązany ciasno pod szyją. Co z tego, że się nie sprawdził, trener Holendrów wyglądał naprawdę "speszial".

 

 

+ parady Casillasa. Czy tylko nam się wydaje, czy Ikerek jakby niesiony naszymi modlitwami wyczyniał prawdziwe w bramce, a wokół niego unosiła się różowa aura boga? Nawet nie mrugnął na widok zakoli Robbena zaledwie kilka metrów przed sobą.

 

+ gol Iniesty. Właściwie, to nawet nie wiemy, jak to się stało. Spokojnie obgryzałyśmy sobie paznokcie, umierałyśmy z nerwów, a Hiszpanie jak gdyby nigdy nic podawali sobie piłkę. Następne, co pamiętamy to ogłuszający krzyk zewsząd, grupowy wybuch radości i my wykonujące dziki taniec radości z nieznanej tożsamości Hiszpanem. Ponoć to był ładny gol.

 

 

+ Iniesta, a może raczej San Andres, Iniesta Wielki I albo Największy Bohater Ciach Od Czasu Golden Bals (w skrócie NBCODGB). To było NIE-SA-MO-WITE, kochany!
+ Iniesta po raz drugi - nigdy go jakoś specjalnie nie doceniałyśmy, ale po tym, co zrobił wczorajszego wieczora pragniemy wyjść za niego za mąż, mieć gromadką bladych dzieci i przez resztę życia podstawiać mu pod nos gazetę i kapcie, gdy będzie wracał z treningu.

 

+ Iniesta ściągający koszulkę po zdobytej bramce. Pomijamy już zdobioną ręcznie podkoszulkę (wszak w wielkiej sprawie i pamięci Daniego Jarque) i brak klaty - nieprzepisowe ściąganie trykotu po strzelonym golu jest najlepszą cieszynką na tym świecie i wszystkich światach równoległych. Bo historia lubi się powtarzać, prawda, kibicki Barcelony?

 

 

 


+ Torres nie w pozycji "na Torresa" pod koniec meczu. Jakkolwiek nie denerwowałoby nas jego wylegiwanie na murawie (chce się chłopak opalić, czy co?) przez większość mundialowych spotkań, o tyle w tym momencie przyłączyłybyśmy padając na ziemię, zginając seksownie prawą nóżkę i łapiąc się za głowę, by zaraz potem rozpocząć z nim wspólne odliczanie sekund do końcowego gwizdka.

 

 

 

+ Iker Casillas padający na murawę i płaczący ze szczęścia - to już na zawsze będzie jeden z najbardziej wzruszających momentów naszego życia.

 

 

+ sznurki Pique, które koniec końców okazały się szczęśliwym amuletem, ba! bohaterami Mistrzostw Świata i chyba powinnyśmy się obrazić, że nie otrzymały oddzielnego złotego medalu. Co tam wuwuzele, symbolem mundialu a.d.2010, który będziemy wspominać po latach będzie mała biała kokardka wystająca spod spodenek Gerarda. Już tęsknimy!

 



+ ekstatyczna radość Hiszpanów. Bo nikt na świecie nie cieszy się piękniej, radośniej, bardziej widowiskowo i kolorowo, bardziej szalenie i CIACHOWO. Niczego bardziej nie pragniemy niż znaleźć się dokładnie w środku tej euforycznej mieszaniny, gdzieś pomiędzy Cescem a Villą., Torresem a Ramosem, spoczywając na rękach Busquetsa i Xaviego, z Pique ''na Pique'' nad głowami

 

 

+ piękny gest Sergio Ramosa. Na Ciacha na koszulce przyjdzie czas kiedy indziej.

 


+ piegi Torresa na tle pucharu. Mamy teorię na podstawie której odcień złota zdobiącego Puchar Świata został odtworzony na bazie ich barwy. A im dłużej patrzymy na to zdjęcie, tym jesteśmy tego pewniejsze.

 


 


+ ośmiornica Paul. Kochana, różowe akwarium z ciasteczkami dla ośmiornic już czeka w naszej redakcji!

 

CIACHA NA NIE:

 

- szkliste oczy Sneijdera. Pomimo, że w chwili, gdy ukazała go kamera byłyśmy w trakcie wznoszenia trzeciego toastu "za wysokie czoło Iniesty", ten widok po prostu nie mógł nie złapać nas za serce. I rozszarpać go na strzępy. Ten mały, krnąbrny, niezłomny, bohaterki człowieczek płacze? Czy ktoś może nas i jego przytulić?

 

 

 

-że wygrany jest tylko jeden. Faworyci, faworytami, Hiszpanie, Hiszpanami, ale mimo wszystko twierdzimy, że to niesprawiedliwe, że po tak zaciekłej stu-dwudziestominutowej walce, w którą piłkarze obu drużyn włożyli całe swe ciachowe serca, nie może być dwóch zwycięzców. Zwłaszcza, jeśli przegranymi są Holendrzy, widok tych pięknych załamanych twarzyczek i pomarańczowych łez na nich nie pomaga nam się cieszyć ze zwycięstwa.

 

- fakt, że nie ma nas teraz w Hiszpanii, by poczuć to szaleństwo i nie było nas wczoraj w hiszpańskiej szatni i nie świętujemy tego sukcesu tak jak powinnyśmy, a może raczej z tym, z kim powinnyśmy. W końcu to NASZA drużyna!


OCENA: brak. W takich meczach jak ten, nawet liczby nie są w stanie wyrazić radości zwycięzców i smutku przegranych i Mundialowy Ciachomierz musi spasować. Nie był to może najbardziej emocjonujący finał MŚ w historii (a przynajmniej w opinii osób postronnych), choć mało brakowało w powstałby nowy chwyt karate ?nade Jonga? i doszło do niszczycieli nerwów/gipsów/włosów - karnych. Lecz, czy dla kogokolwiek w tej chwili ma to jak najmniejsze znaczenie?

 

I jeżeli jesteśmy nieznośnie szczęśliwe, chorobliwie podekscytowane i okropnie subiektywne musicie nam wybaczyć - dziś jest jedyny w naszym życiu dzień, w którym porzucamy nasz naczelny róż i widzimy wszystko na czerwono. Może z wyjątkiem nieba, które jest kropka w kropką jak oczy Navasa.


P.S. Pusta butelka po szampanie w górę, komu jest przykro, że to już koniec tego pięknego mundialu?

 

Marina

Więcej o: