Niemców pamięci żałobny rapsod

Tak, właśnie Niemców. Na wychwalanie pod niebo Hiszpanów przyjdzie jeszcze czas, a na razie co najmniej ćwierć naszej redakcji roni gorzkie łzy nad klatą Schwieniego, niebieskim swetrem Loewa, słodkimi oczami Manuela N., uśmiechem Poldiego, drobną figurką Lahma, zmysłowym pięknem Mario Gomeza, itd,. itp...

 

 


Żałobny rapsod Kolejny dzień płaczemy po Niemcach Ćwierć redakcji roni łzy nad klatą Schwieniego, swetrem Loewa, oczami Manuela N., uśmiechem Poldiego, drobną figurką Lahma, zmysłowym pięknem Mario Gomeza... Na wychwalanie pod niebo Hiszpanów przyjdzie jeszcze czas, a na razie co najmniej ćwierć naszej redakcji roni gorzkie łzy nad klatą Schwieniego, niebieskim swetrem Loewa, słodkimi oczami Manuela N., uśmiechem Poldiego, drobną figurką Lahma, zmysłowym pięknem Mario Gomeza, itd,. itp... Wciąż nie możemy się otrzasnąć. Najgorzej obudzić się rano z niejasnym, ale bolesnym przeczuciem, że coś jest nie tak, że stało się coś bardzo niedobrego... I dopiero po kilkunastu sekundach w ledwo obudzoną świadomość trafiły brutalne obrazy: 73. minuta, Puyol, rozciągnięta, żółta sylwetka Neuera, ogłuszający ryk bezlitosnej radości dookoła, moje gorące łzy, kilkanaście minut desperackiej walki i... Niemców nie ma już w turnieju. To znaczy są, ale nie tam gdzie mieli być. Nieprzyjemne deja vu sprzed 4 lat, znów mecz o trzecie miejsce (w dodatku z bardzo ciachowym, głodnym zwycięstwa Urugwajem), i kiełkująca wątpliwość - czy ja kiedykolwiek dożyje widoku Niemców wznoszących w górę Puchar Świata? Bo chociaż byłam już na świecie gdy w 1990 roku podnosił go Klinsmann z kolegami, to przecież nie będę udawać, że cokolwiek z tego wydarzenia pamiętam... No dobrze, ale wystarczy tych sentymentalnych zwierzeń - zwracam się teraz do Was o słowa otuchy i zrozumienia, i zapraszam na liryczne pożegnanie naszych drogich Jungsów... Najsłodszej reprezentacji tych Mistrzostw. Nie mówię, że najciachowszej czy najlepszej, że posiadającej najpiękniejsze klaty lub największych przystojniaków, ale moim subiektywnym zdaniem - bezsprzecznie najsympatyczniejszej. No czyż oni nie są uroczy?

Najgorzej było obudzić się dzisiaj rano z niejasnym, ale bolesnym przeczuciem, że coś jest nie tak, że stało się coś bardzo niedobrego... I dopiero po kilkunastu sekundach w ledwo obudzoną świadomość trafiły brutalne obrazy: 73. minuta, Puyol, rozciągnięta, żółta sylwetka Neuera, ogłuszający ryk bezlitosnej radości dookoła, moje gorące łzy, kilkanaście minut desperackiej walki i... Niemców nie ma już w turnieju. To znaczy są, ale nie tam gdzie mieli być.  Bo mieli być w finale, miało być tak jak w tej reklamie...

 

 

 

 

 

 

...a jest nieprzyjemne deja vu sprzed 4 lat, znów mecz o trzecie miejsce (w dodatku z bardzo ciachowym, głodnym zwycięstwa Urugwajem), i kiełkująca wątpliwość - czy ja kiedykolwiek dożyje widoku Niemców wznoszących w górę Puchar Świata? Bo chociaż byłam już na świecie gdy w 1990 roku podnosił go Klinsmann z kolegami, to przecież nie będę udawać, że cokolwiek z tego wydarzenia pamiętam...

 

 


No dobrze, ale wystarczy tych sentymentalnych zwierzeń - zwracam się teraz do Was o słowa otuchy i zrozumienia, i zapraszam na liryczne pożegnanie naszych drogich Jungsów... Najsłodszej reprezentacji tych Mistrzostw. Nie mówię, że najciachowszej czy najlepszej, że posiadającej najpiękniejsze klaty lub największych przystojniaków, ale moim subiektywnym zdaniem - bezsprzecznie najsympatyczniejszej. No czyż oni nie są uroczy?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Solidaryzuję się stuprocentowo z tymi obliczami:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I zapraszam na Festiwal Smutnej Klaty Bastiana Schweinsteigera w galerii...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A teraz może pora na kilka weselszych obrazków:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

rybka

 

 

 

 

PS. Koniecznie zajrzyjcie do galerii - klata Schweiniego czeka na Wasze spojrzenia....