MUNDIALOWE CIACHO : Dzień 27. - Giovanni van Bronckhorst

Mówili, że ten pan nic już na murawie nie wskóra. Wczorajszy gol choć na chwilę zamknął usta zwolennikom wczesnej emerytury van Bronckhorsta, a nas zauroczył. Dla oburzonych fanek Urugwaju, nominacje pocieszenia wraz z uściskiem na ''do widzenia''.

 

 

Bronckhorst też ciacho Van Bronckhorst autorem najpiękniejszego gola na mundialu. Wtorkowy gol choć na chwilę zamknął usta zwolennikom wczesnej emerytury Giovanniego van Bronckhorsta. A mówili, że ten pan nic już na murawie nie wskóra. Mówili, że ten pan nic już na murawie nie wskóra. Wtorkowy gol choć na chwilę zamknął usta zwolennikom wczesnej emerytury van Bronckhorsta, a nas zauroczył. Dla oburzonych fanek Urugwaju nominacje pocieszenia wraz z uściskiem na "do widzenia". Giovanni to jeden z najbardziej powalających uśmiechów w holenderskiej piłce nożnej i chyba w światowym futbolu w ogóle. Choć zawodził na początku turnieju, pod koniec rozgrzał się na tyle, by zapewnić chyba najpiękniejszego jak do tej pory gola w RPA. Koszulkę do dziś dnia zdejmuje jak naładowany energią entuzjastyczny żółtodziób.

 

 

olalla: Giovanni to jeden z najbardziej powalających uśmiechów w holenderskiej pilce nożnej i chyba w światowym mundialu w ogóle, a przede wszystkim jeszcze całkiem sprawne nogi kopacza. Choć zawodziły raczej na poczatku turnieju, pod koniec rozgrzały się na tyle, by zapewnić, moim zdaniem, najpiękniejszego jak do tej pory gola w RPA. GVB stary, ale jary, jak widać - choc po zewnętrzności to nie widać. Koszulkę zdejmuje jak naładowany energią entuzjastyczny żółtodziób.

 

 


Do Ciacha pocieszenia mianuję (naprawdę, nie mogę kolejny raz Diego Forlana?) Edinsona Cavaniego. Może i nie wybitny z niego zawodnik, ale przymiotnikiem tym na pewno posłużyłabym się, gdyby obrał zawód modela. Kolejne ciche ciacho, które odchodzi zanim dobrze rozbrzmi.

 

 

 

 

 

 

 

Marina: Ile lat bym nie sięgnęła wstecz do swoich futbolowych wspomnień, pamiętam jedno: była reprezentacja Holandii, był i van Bronckhorst: pomarańczowy trykot, okazałe kruczoczarne brwi, szczenięce spojrzenie i usta warte grzechu. Z tym, że grzechu niekoniecznie mojego, bo choć słabość do tego pana mam niesłychaną, to w konkurencji ze swoimi kolegami z zespołu nigdy nie wypadał imponująco, a i teraz, choć strzelona bramka niewątpliwej urody dodaje, nie ma z nimi szans. Cóż, taki już los piłkarzy holenderskich żyjących w erze wszystkich Ibrahimów Afellayów tego świata.

 

Do Ciacha Pocieszenia mianuję FERNANDO MUSLERĘ. Kto by pomyślał jeszcze pierwszego dnia mundialu, kiedy to oglądając mecz z Francją zastanawiałam się, co to za licha chłopczyna stoi w bramce Urugwaju i dlaczego nikt jej porządnie nie nakarmi, że dziś będę umierać z tęsknoty za tą niezgrabną grzywką, patykowatymi rękoma, przeuroczym uśmiechem i wszystkim innym co tyczy się mojego ulubionego "chłopka-roztropka" tych Mistrzostw? Albo, że będę członkinią jednoosobowego fanklubu "spojrzenia spod półprzymkniętych powiek Fernando Muslery"?

 

 

 

 

 

 


emilia: Jest mi smutno. Niech mi tu przyjdzie Diego i zrobi tak:

 

 

 

 

Nawet sobie mogę tak samo nogę złamać. Dla Diego, dla całego Urugwaju, dla tego, jak oni pięknie walczyli. No dobra, chyba nie Urugwaj mam tu opiewać. Tylko nie wiem, czy w przypadku van Bronckhorsta jest co opiewać. Może i jest przystojny, wielkie mi rzeczy. I na twarzy, jak dla mnie, zdecydowanie zbyt, hmm, pomarańczowy. Idę dalej płakać po
Diego.Zawołajcie mnie, jak Mesut będzie (nie)śpiewał hymn.

 

 

 

rybka: Jak byłam to mała zbierałam naklejki z piłkarzami do albumu Panini. Miałam całą reprezentację Holandii z jednym jedynym pustym miejscem opiewającym na nazwisko Giovanni van Bronckhorst. Puszczając wodze wyobraźni imaginowałam sobie jak piękny musi być ktoś o tak cudownie południowym, włoskim imieniu zestawionym z tak szorstkim północnym nazwiskiem, i wiele się nie pomyliłam, taki bowiem jest właśnie Giovanni: południowo - północny, liryczny i chropawy, dziwnie przystojny i niepokojąco pociagający... Nie poszłabym z nim "na kino, kawiarnie i spacer", ale jeśli miałabym akurat wakat na stanowisku: główny aktor niegrzecznych fantazji sennych to...

 

 


Jeśli chodzi o Ciacho Pocieszenia to po pierwsze: to ja pierwsza odkryłam Muslerę. Ja, ja, ja i mam a to dowody fotograficzne, o proszę, zdjęcie z 16.11.2008, kiedy to byłam na tym meczu.

 

 

 

 

 

 

 

To Muslerka, we własnej osobie, a że moja cyfrówka nei robi najlepszych zbliżeń? Oj czepiacie się.

 

 


Po drugie: skoro Muslerka stał się już dobrem ogólnodostępnym, to ja do Ciacha Drugoplanowego mianuję Luisa Suareza. Dla mnie ten pan jest bezsprzecznym bohaterem, Winkelriedem, Konradem, ręką Boga i czym tam sobie jeszcze chcecie, i to jemu zawdzięczamy możliwość oglądania Diego i kolegów w meczu o trzecie miejsce. Tak więc ja podpisuje się pod tym:

 

 

 

 

 

 

 

I pod tym:

 

 

 

 

 

 

 

Tak sobie biedaczysko słodko wczoraj marzł.