Mundialowy Ciachomierz: Holandia - Urugwaj

To był bardzo pouczający pierwszy półfinał: Urugwajczycy nauczyli nas jak gra się z sercem i do końca, Holendrzy, jakich bramkarzy na mundial nie powinno się zabierać, a Ciacha same siebie, że można krzyczeć, podskakiwać, piszczeć, wiwatować, tańczyć, płakać i bić brawo na raz.

 

 

Pouczający półfinał Mundialowy Ciachomierz: Holandia - Urugwaj Podczas półfinału MŚ Urugwajczycy nauczyli nas jak gra się z sercem i do końca, Holendrzy, jakich bramkarzy na mundial nie powinno się zabierać. To był bardzo pouczający pierwszy półfinał: Urugwajczycy nauczyli nas jak gra się z sercem i do końca, Holendrzy, jakich bramkarzy na mundial nie powinno się zabierać, a Ciacha same siebie, że można krzyczeć, podskakiwać, piszczeć, wiwatować, tańczyć, płakać i bić brawo na raz. A przynajmniej w czasie jednych 90 minut, które różowym atramentem pisana historia zapamięta następująco: Fernando Muslera w białym trykocie wyglądał naprawdę czarująco. Ha, przynajmniej jedno z nas ma już strój w którym pójdzie do ołtarza, teraz tylko my musimy dopasować sobie wiązankę do koloru jego rękawic. Strzał z przewrotki Martina Caceresa. Bardzo efektowny i bardzo efektywny. Nie zaowocował może golem, ale zamieszanie jakie wywołał pozwoliło nam rozpłynąć się nad Sneijderkiem z rozkoszną troską pochylającym się nad rannym. Gol Maxi Pereiry, choć po prawdzie jesteśmy rozdarte pomiędzy chęcią skazania go na tortury z bitą śmietaną w roli głównej a napisaniem hymnu pochwalnego na cześć jego brwi, za przedłużenie nadziei błękitnej części naszego serca. Docenić też należy pojawienie się Rafaela van der Vaarta, który nagrodę za otrzymanie tytułu "Najseksowniejszego Rezerwowego MŚ 2010" będzie sobie mógł postawić w domowej gablotce zaraz obok tej za "Najbardziej zapierający dech w piersiach lewy profil" Smuci natomiast nieobecność Luisa Suareza. Fakt, że opatulony po swój uroczy nos wyglądał słodko jak eklerek z bitą śmietaną, to jednak wolimy tą jego wersję bez czapki i bluzy w pakiecie, ale za to ze strzelaniem goli i odsłoniętymi udami gratis. Pierwszy półfinał w pełni nas emocjonalnie usatysfakcjonował. Były pośladki, grad goli, czyjeś blond włosy powiewające na wietrze i latające nad głowami koszulki. Czy wygrana Holendrów może kogoś dziwić? Na pewno te z Was, w które zejściu na ziemię boga Diego upatrywały wyższych niż półfinał czynów, na pewno nie te, które od początku wierzyły w magię zielonego spojrzenia i pomarańczowego kopniaka. My osobiście jak zawsze wierzyłyśmy w klaty, i tak, jesteśmy zdziwione, zawiedzione i rozzłoszczone, że pan Forlan swojej nie pokazał.

A przynajmniej w czasie jednych 90 minut, które różowym atramentem pisana historia zapamięta następująco:

 

 


CIACHA NA TAK:

 

 

+ Fernando Muslera, który w białym trykocie wyglądał naprawdę czarująco. Ha, przynajmniej jedno z nas ma już strój w którym pójdzie do ołtarza, teraz tylko my musimy dopasować sobie wiązankę do koloru jego rękawic.

 



 

 

+ strzał z przewrotki Martina Caceresa. Bardzo efektowny i bardzo efektywny. Nie zaowocował może golem, ale zamieszanie jakie wywołał pozwoliło nam rozpłynąć się nad Sneijderkiem z rozkoszną troską pochylającym się nad rannym.

 


 


+ gol van Bronckhorsta, z ukrytą dedykacją dla wszystkich tych, którzy wysyłali go już na piłkarską, czy też ciachową emeryturę.

 

 


 


+ gol Diego Forlana. Trzeba się nazywać "Diego", mieć na nazwisko "Forlan" i poetycko odrzucać blond grzywę, by ustrzelić takie cudo:

 




+ gole Sneijdera. Gdyby nie to, że tak bardzo lubimy Urugwajczyków z pewnością powiedziałybyśmy, że Muslera mógłby ucinać sobie takie drzemki w bramce częściej - wypinanie pośladków przez Wesley'a jest bezdyskusyjnie warte tej świeczki.

 

 


 

 

 


+ gol Robbena, czyli gładzenie się po łysinie staje się poważnym kandydatem na najdziwniejszą cieszynkę mundialu.

 

 


 

 

 


+ gol Maxi Pereiry, choć po prawdzie jesteśmy rozdarte pomiędzy chęcią skazania go na tortury z bitą śmietaną w roli głównej a napisaniem hymnu pochwalnego na cześć jego brwi, za przedłużenie nadziei błękitnej części naszego serca.

 

 




+ Diego Forlan za całokształt i za to, że za każdym razem, gdy kamera pokazywała jego oblicze myślałyśmy "Boże, jednak istniejesz i zesłałeś nam na ziemię mężczyznę idealnego, który zamierza nas zbawić przy pomocy klaty i blond loczków"

 


 

 


+ pojawienie się Rafaela van der Vaarta, który nagrodę za otrzymanie tytułu "Najseksowniejszego Rezerwowego MŚ 2010" będzie sobie mógł postawić w domowej gablotce zaraz obok tej za "Najbardziej zapierający dech w piersiach lewy profil"

 





+ Holendrzy wymachujący koszulkami. Bardzo epicko, bardzo ciachowo i bardzo...ładnie. Choć byłoby jeszcze bardziej epicko, bardziej ciachowo i ładniej, gdyby robili to w większym gronie i pod nieobecność swoich pomarańczowych podkoszulków.  

 

 

 

 


CIACHA NA NIE:

 

 


- holenderskie WaGs na trybunach. Bo, czy nie mógłby być na tyle uprzejme i usunąć się z naszego pola widzenia choć na czas mundialu, byśmy przez błogi miesiąc mogły zapomnieć o ich istnieniu i snuć plany uwiedzenia Rafaela van der Vaarta?

 

 



- nieobecność Luisa Suareza. Fakt, że opatulony po swój uroczy nos wyglądał słodko jak eklerek z bitą śmietaną, to jednak wolimy tą jego wersję bez czapki i bluzy w pakiecie, ale za to ze strzelaniem goli i odsłoniętymi udami gratis.  

 

 

 



- BRAK KLATY DIEGO FORLANA




OCENA: uczciwe 9.0

 


Bez ganiącego spojrzenia Berta van Marvijka przyznamy się, że pierwszy półfinał w pełni nas emocjonalnie usatysfakcjonował. Były pośladki, grad goli, czyjeś blond włosy powiewające na wietrze i latające nad głowami koszulki. Czy wygrana Holendrów może kogoś dziwić? Na pewno te z Was, w które zejściu na ziemię boga Diego upatrywały wyższych niż półfinał czynów, na pewno nie te, które od początku wierzyły w magię zielonego spojrzenia i pomarańczowego kopniaka. My osobiście jak zawsze wierzyłyśmy w klaty, i tak, jesteśmy zdziwione, zawiedzione i rozzłoszczone, że pan Forlan swojej nie pokazał.

 

 

Marina