MUNDIALOWE CIACHO: dzień 24. - Arne Friedrich

Ponieważ jeden z najwybitniejszych strzelców w historii Mistrzostw Świata w ogóle z polskimi przodkami jednak ością nam w gardle stoi, to dziś na ciacho wybieramy ładniutkiego Arne Friedricha.

 

 

Ciacho dnia: Arne Friedrich Dziś na Ciacho Dnia wybieramy ładniutkiego Arne Friedricha Na Ciacho Dnia wybieramy ładniutkiego Arne Friedricha, zdobywcę trzeciej bramki dla Niemiec w ćwierćfinałowym meczu z Argentyną olalla: Jako fanka Hiszpanów, najchętniej wybierałabym przy okazji każdego meczu Villę-wybawiciela na Ciacho Dnia, niemniej jednak przesyt zabija radość, a poza tym - nawet my mamy swoje reguły. Co do Arne, to chłopak zawsze mi się podobał - przystojny, wysoki, oczy łagodnego anioła bądź psychopatycznego mordercy z thrillerów ze zwrotem akcji na koniec. Moim zdaniem, jedno z największych ciastek niemieckiej reprezentacji. rybka: Jak dla mnie Ciachem Dnia mogłaby zostać nawet pani od prania koszulek w reprezentacji Niemiec, albo ostatni chłopiec do sznurowania butów - tak bardzo przepełnia mnie szczęście, duma, słodycz i niewysłowiona rozkosz po wczorajszym meczu. A Arne? Widziałam go kiedyś z bardzo bliska na treningu Herthy - było zimno, ale on miał fajny samochód i czapkę i uśmiechnął się do mnie, tak - do mnie właśnie. ruby blue: Mesuciątko, słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać. Uczesanie na kolumbijskiego plantatora tytoniu nie jest dobre. Dla ciebie, dla nas, dla nikogo. Za karę nie będzie dziś serduszek w Paintcie. Na osobę Friedricha natomiast zarówno mój Paint, jak i ja sama pozostajemy raczej obojętni, uznając, że niemiecki stoper prezentuje urodę co najwyżej przeciętną. Urzekł mnie jednak jego spontanicznie uroczy pad na murawę w charakterze cieszynki, widoczny na załączonym zdjęciu. Marina: Choć piszę z sercem krwawiącymi niebiesko-białą krwią i klawiaturą zalaną łzami, nie tylko Messiego, to jednak spróbuje się wzbić na wyżyny obiektywizmu, wymazując z pamięci, że na ten tytuł zasłużył sobie, grzebiąc moje marzenia o nagim Maradonie na ulicach Buenos Aires. A więc: ładny ma uśmiech (Aguero ładniejszy), nawet słodkie oczka (Higuain ma słodsze), urocze kędziorki na głowie (kucyk Romero lepszy), do twarzy mu z tym lekkim zarostem (Mascherano bardziej). Dobra nie wyszło, ale i tak nigdy nie lubiłam Niemców.

olalla: Jako fanka Hiszpanów, najchętniej wybierałabym przy okazji każdego meczu tego Villę-wybawiciela na Ciacho Dnia, niemniej jednak przesyt zabija radość, a poza tym - nawet my mamy swoje reguły. Co do Arne, to chłopak zawsze mi się podobał - przystojny, wysoki, oczy łagodnego anioła bądź psychopatycznego mordercy z thrillerów ze zwrotem akcji na koniec. Moim zdaniem, jedno z największych ciastek niemieckiej reprezentacji (kiedyś na czele stawiałam nieodżałowanego Torstena Fringsa...)

 

 

 

rybka: Jak dla mnie Ciachem Dnia mogłaby zostać nawet pani od prania koszulek w reprezentacji Niemiec, albo ostatni chłopiec do sznurowania butów - tak bardzo przepełnia mnie szczęście, duma, słodycz i niewysłowiona rozkosz po wczorajszym  meczu. A Arne? Widziałam go kiedyś z bardzo bliska na treningu Herthy - było zimno, ale on miał fajny samochód i czapkę i uśmiechnął się do mnie, tak do mnie właśnie. Czyż można nie kochać Niemców?

 

 

 

A, i znalazłam zdjęcie, jakie zrobiłam mu z ukrycia:

 

 

 

 

 

ruby blue: Mesuciątko, słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać. Uczesanie na  kolumbijskiego plantatora tytoniu nie jest dobre. Dla ciebie, dla nas, dla nikogo. Za karę nie będzie dziś serduszek w Paintcie. Na osobę Friedricha natomiast zarówno mój Paint jak i ja sama pozostajemy raczej obojętni, uznając, że niemiecki stoper prezentuje urodę co najwyżej przeciętną. Urzekł mnie jednak jego spontanicznie uroczy pad na murawę w charakterze cieszynki i to oto zdjęcie:

 

 

 

 

Oho, mój Paint się nieco ożywił.

 

 

Marina: Choć piszę z sercem krwawiącymi niebiesko-białą krwią i klawiaturą zalaną łzami nie tylko Messiego, to jednak spróbuje się wzbić na wyżyny obiektywizmu, wymazując z pamięci, że na ten tytuł zasłużył sobie, grzebiąc moje marzenia o nagim Maradonie na ulicach Buenos Aires. A więc: ładny ma uśmiech (Aguero ładniejszy), nawet słodkie oczka (Higuain ma słodsze), urocze kędziorki na głowie (kucyk Romero lepszy), do twarzy mu z tym lekkim zarostem (Mascherano bardziej). Dobra nie wyszło, ale i tak nigdy nie lubiłam Niemców.