MUNDIALOWE CIACHO: Dzień 23. - Sebastian Abreu

Po pierwsze: aż się wierzyć nie chce, że to już dwudziesty trzeci dzień Mistrzostw...Po drugie: ciacho troszkę naciągane, ale wybór osobników z podobnymi osiągnięciami był dziś nienormalnie szeroki. Po trzecie: ciacho na pocieszenie wędruje do Asamoah Gyana z Ghany.

olalla: Zaczynając od biednego reprezentanta Ghany - ciacho to może i nie w moi typie, ale jakie uczuciowe! Należą mu się teraz zresztą wszelkie wyrazy poparcia, bo futbol jest brutalny, a chłopak na pewno przestrzelony karny będzie przeżywał całe życie. Niech więc moc będzie z Tobą w tych trudnych momentach (i nie tylko), Asamoah!

 

 

Co do naszego głównego bohatera z kolei, to przyznaję, że to głównie moje uporczywe  naciski w tym przypadku moc sprawczą miały. Bo raz, jak może pamiętają najstarsze z naszych starych Czytelniczek, Sebastian czymś tam przypomina niezapomnianego Robin Hooda, któremu twarzy użyczył Michael Praed; bo dwa, koszulka ze zdjęciami pociech rozczuliła mnie bez reszty; bo trzy - Abreu i jego niebanalna fryzura bardzo mi się podobają po prostu. A jak fetyszysta uzębienia, zapomnieć nie mogę o Seby perlistym uśmiechu...

 

 

rybka: Jak byłam mała, to uwielbiałam mężczyzn z długimi włosami - mógł być nie wiadomo jak brzydki, ale jeśli miał długie włosy, zdobywał moje serce, do tego stopnia, że jako spadający z dywanu na podłogę osesek podczas euro 1996 zakochałam się w Karelu Poborskim.... Tak, w tym Karelu Poborskim...  A piszę o tym dlatego, gdyż te dziecięce fryzjerskie fascynacje odżyły podczas wczorajszego meczu Urugwaju z Ghaną gdy obserwowałam falujące w biegu włosy Sebastiana Abreu, który poza tym kompletnie nie jest w moim typie, ale któremu jako zwycięzcy z faworyzowanego przeze mnie Urugwaju wkładam niniejszym na owe magiczne włosy laur Ciacha Dnia. A co do pana Gyana - zawsze chciałam posłużyć się frazą "dramat tego zawodnika", i myślałam, że wczoraj nic nie jest w stanie przebić w tej kategorii Felipe Melo. On przebił.

 


Marina: Oho, mamy i kolejna ofiarę zarostu na mundialu. Bo, o ile jeszcze długie włosy łaskawie zaakceptuję, a nawet zgodzę się, że owszem pewnego niepowtarzalnego uroku seksownego Latynosa mu dodają, o tyle zupełnie nie mogę przeboleć zbędnego owłosienia na jego twarzy aspirującego do miana brody - jak można marnować taki potencjał kości policzkowych? Marina nie "lubi to". Ale i tak jest oczarowana - Abreu złapał mnie na to, na co zawsze ja słaba się łapie - ładne oczy i łzy szczęścia. Przerażająco skutecznie

 

 

ruby blue: W życiu nie przypuszczałabym, że takich podniet dostarczy mi pojedynek Urugwaju z Ghaną. Nawet jeśli z moim mundialowym ciachem numer dwa, boskim Diego na boisku. I od wczoraj ciachem numer trzy, tudzież ręką boga#2, Luisem Suarezem. W Abreu dostrzegam potencjał, mocno przysłonięty jednakże włosami. NIE! dla takiej długości włosów. Nie na mundialu ani nigdzie indziej...