AAAAAAAA Co za mecz! Co za zwycięstwo NIEMCÓW!!!

To. Był. Jak. Do. Tej. Pory. Naj. Lepszy. Mecz. Mistrzostw. Niemcy byli jak walec, który zmiótł Anglików z murawy. Tak, to prawda, że sędzia nie uznał gola Lamparda, ale patrząc na to jak grali Niemcy, pewnie niewiele by to zmieniło. A skończyło się 4:1.

 

 


Co to był za mecz! Niemcy byli jak walec, który zmiótł Anglików z murawy. Wynik: 4:1. To był jak dotąd najlepszy mecz piłkarskich mistrzostw świata. Niemcy byli jak walec, który zmiótł Anglików z murawy. Skończyło się wynikiem 4:1 dla Niemców. Zaczęło się jak w filmach Hitchcocka - od trzęsienia ziemi, a potem napięcie stopniowo rosło. Mecz Niemcy -Anglia od początku miał bardzo szybkie tempo, więc wydawało się nam, że Miroslav Klose strzelił na 1:0 na samym początku meczu. A to była 20. minuta. Minęła chwila i było już 2:0 - koronkową akcję Niemców wykończył nasz ulubieniec Poldi, strzelając między nogami Davida Jamesa. Ale Anglicy pokazali wielką wolę walki i zaczęło się robić gorąco pod bramką Niemców. Najpierw w 37. minucie gola na 1:2 strzelił Matthew Upson. A po chwili powinno być 2:2. Strzelał Lampard, piłka odbiła się od poprzeczki, a potem za linią bramkową. Wayne Rooney pokazywał sędziemu, o ile piłka odbiła się za linią. Ale sędzia tego gola nie uznał! - Zemsta za 1966 rok - pomyślałyśmy sobie (wtedy to uznanie wątpliwego gola w identycznych okolicznościach przyczyniło się do jedynego jak do tej pory mistrzostwa świata Anglii). W drugiej połowie Lampard huknął jeszcze w poprzeczkę, ale po kilkunastu minutach dwa kolejne ciosy zadali Niemcy, a dokładnie kolejny nasz ulubieniec, którego od dawna na Ciachach promujemy - Thomas Mueller. Gdy było 4:1, Anglicy jeszcze się starali, ale nie byli w stanie nic wskórać. Przypuszczałyśmy, że Niemcy, jak to Niemcy, mogą wygrać. Ale na pewno nie w takich rozmiarach. Szkoda nam Lampsy'ego, szkoda Gerrarda, szkoda Rooneya, który harował dla innych. Ale trzeba przyznać, że wygrała lepsza drużyna.

Zaczęło się jak w filmach Hitchcocka - od trzęsienia ziemi, a potem napięcie stopniowo rosło. Mecz od początku miał bardzo szybkie tempo, więc wydawało się nam, że Miroslav Klose strzelił na 1:0 na samym początku meczu. A to była 20. minuta. Minęła chwila i było już 2:0 - koronkową akcję Niemców wykończył nasz ulubieniec Poldi, strzelając między nogami Davida Jamesa. O ho, jak w meczu Niemców z Australią - pomyślałyśmy sobie.

 

 

 

 

 

 

Ale Anglicy pokazali wielką wolę walki i zaczęło się robić gorąco pod bramką Niemców. Najpierw, w 37. minucie gola na 1:2 strzelił Matthew Upson. A po chwili powinno być 2:2. Strzelał Lampard, piłka odbiła się od poprzeczki, a potem za linią bramkową. Tak, Wayne Rooney nie pokazuje tutaj sędziemu, że złowił "taaaaaaaaaką rybę", tylko o ile piłka odbiła się za linią.

 

 

 

 

 

 

Ale sędzia tego gola nie uznał! - Zemsta za 1966 rok - pomyślałyśmy sobie (wtedy to uznanie wątpliwego gola w identycznych okolicznościach przyczyniło się do jedynego jak do tej pory mistrzostwa świata Anglii). Lampsy mógł tylko zrobić tak:

 

 

 

 

 

 

 

 

W drugiej połowie Lampard huknął jeszcze w poprzeczkę, ale po kilkunastu minutach dwa kolejne ciosy zadali Niemcy, a dokładnie kolejny nasz ulubieniec, którego od dawna na Ciachach promujemy - Thomas Mueller. Gdy było 4:1 Anglicy jeszcze się starali, ale nie byli w stanie nic wskórać.

 

 

 

 

 

 

 

 

Przypuszczałyśmy, że Niemcy, jak to Niemcy, mogą wygrać. Ale na pewno nie w takich rozmiarach. Szkoda nam Lampsy'ego, szkoda Gerrarda, szkoda Rooneya, który harował dla innych. Ale trzeba przyznać - wygrała lepsza drużyna. Tylko zastanawiamy się teraz co zrobić z redaktorką rybką, która leży koło nas nieprzytomna ze szczęścia.

 

 

 

A Wy jesteście zadowolone z wyniku?