MUNDIALOWE CIACHO: Dzień 16. - Andres Iniesta

Wybitny rozgrywający Hiszpanii strzelił wczoraj jednego z goli. Nie można nie pochylić się w obliczu kunsztu, pracowitości i niezawodności Andresa.

 

 

olalla: Blade lico piłkarza, przywodzące na myśl pewnego prowadzącego nocny tryb życia osobnika z Transylwanii, niekoniecznie dodające uroku zakola i fatalny styl ubierania się rzucają się w oczy automatycznie. Na szczęście, mocno zauważalne są tez umiejętności Iniesty, który potrafi zabłysnąć praktycznie w każdym meczu i jest bez wątpienia jednym z najlepszych zawodników na świecie. Nie tracąc przy tym ani odrobiny ze swej skromności i bezpretensjonalności. Mimo więc sporej dozy sceptycyzmu, z jaką traktuję fizyczność Hiszpana, zdecydowanie tytuł Ciacha Dnia się należy.





rybka: Zawsze się zastanawiałam, jak ktoś z tak nieskazitelnie bladą twarzą może być członkiem tak sniadej reprezentacji. A kiedy akurat nie analizowałam jego bladości to jego twarz wydawała mi się klasycznym przypadkiem twarzy maniakalnego mordercy - psychopaty, tudzież szalonego naukowca, który chce zawładnąć światem. Na hrabiego Drakulę też by się nadawał - z łatwością potrafię wyobrazić go sobie w płaszczu z wysokim kołnierzem, zaostrzonymi kłami i strużką krwi cieknącą po brodzie. To wszystko nie oznacza jednaki, iż nie uważam go za ciacho.

 

 

ruby blue: No nie patrzcie tak, nie co dzień strzela się setną bramkę mundialu. Przecież. Być może Torres po raz setny na tym mundialu położył się i wypiął pośladki, ale tym razem na miano Ciacha Dnia to za mało. Sama nie wierzę, że właśnie to napisałam.

 

 

Marina: Za Andreasem szalenie przepadam: miłe to to, sympatyczne, bezpretensjonalne i w ogóle niesamowicie dobre w tym co robi. Koneserką bladych Hiszpanów, malutkich oczek oraz wysokich czół jednak nigdy nie byłam i raczej nie będę, a jego malutka osoba już zawsze będzie ozdabiać dolne rejony mojej własnej klasyfikacji ciasteczek z La Furia Roja. Nie zmienia to jednak faktu, że bywają takie momenty, kiedy jedna bramka (o zaszczytnym numerze sto na mundialu!) przesądzająca o awansie Hiszpanii jest dla mnie cenniejsza nawet od garści piegów Torresa, uśmiechu Fabregasa i klaty Ramosa razem wziętych. Boże, nie wierzę, że to napisałam