Wreszcie się zaciekawiło, czyli wyniki dnia 7.

Niesamowity mecz Argentyny z Koreą Południową, ciekawe - naprawdę nie sądziłyśmy, że to powiemy - starcie Grecji z Nigerią i jeszcze na deser Francja może nie na łopatkach, ale blisko tego stanu i historyczne zwycięstwo Meksyku... Oficjalnie przestajemy narzekać na Mundial.

 

 


A krwawiące rany po przegranych Hiszpanach złagodzili nam nieco gracze Argentyny - zwłaszcza ci, przynoszący chlubę Primera Divison. Hat - trick Gonzalo Higuaina to chyba coś, co musi trafić do rubryki "speszial" naszego mundialowego komentatora. I żeby nie było jednostronnie i przewidywalnie - Koreańczycy też strzelili gola - no, w sumie to nawet dwa, ale tego pierwszego nie będziemy im wypominać.

 

 

 

 

 

 

A potem miałyśmy precedens - po raz pierwszy na tych Mistrzostwach drużyna, która przegrywała - wygrała i w dodatku zdobyła swoje dwa pierwsze gole w historii występów na Mundialu, zadając tym samym kłam twierdzeniu jakoby Grecy skończyli się na Achillesie.

 

 

 

Na zakończenie zaserwowano nam pojedynek wicemistrzów świata z Meksykanami, którzy w pierwszym meczu z RPA nie zachwycili. Tylko myśl o słodkiej buźce Giovanniego dos Santosa powodowała, że tłumiłyśmy ziewanie na myśl o tym meczu, ale zaczeło się szybko, dynamicznie, z werwą i widowiskowo, potem zaś było już tylko lepiej, chociaż torchę dziwnie sie czujemy widząc tylu naszych dobrych znajomy z Premiership i Bundesligi tak sromotnie upokorzonych. Ale trudno, piłka jest okrągła i okrutna, a to idzie młodosć, świeżość i meksykańska fala!

 

 

 

Robi się więc naprawdę ciekawie i z drżeniem oczekujemy dnia następnego - Niemcy mierzą się z Serbią - będzie gorąco, będzie ciachowo, Sloweńcy z USA, a Anglia z Algierią. Gotowe?