MUNDIALOWE CIACHO: Dzień 2. - Steven Gerrard

I co z tego, ze nie upilnował Clinta Dempsey'a, Gabriel Heinze zasłużył bardziej, a Anglicy nie wygrali. Koszulka zdjęta? No to po co te krzyki?

 


 

 


Mundial: Steven Gerrard To Stevie G. uratował honor Synów Albionu Mundial: To Stevie G. uratował w sobotę honor Synów Albionu, składając nam - niedotrzymaną niestety - obietnicę wspaniałego piłkarskiego widowiska... Stevie G. jako niepoprawnym rozrabiaką, jednym z najzagorzalszych fanów Philla Collinsa na planecie, ikonicznym kapitanem ukochanego Liverpoolu, ma najlepiej marszczące się czoło Premier League i najciężej zrozumiały scouserski bełkocik w Anglii. Chłopak z sąsiedztwa, a zarazem wielki gwiazdor. Któż może uratować dumnych Synów Albionu z opresji pod nieobecność Becksa i Ferdinanda? Oczywiście - stary, dobry Stevie G., który to zdobył pięknego gola i wziął udział w jeszcze piękniejszej wymianie koszulek. Nastawiałam się na torpedy Rooney'a, przebłyski geniuszu Lamparda i ekwilibrystyczne popisy Petera Croucha, ale to Stevie G. uratował honor Synów Albionu, składając nam - niedotrzymaną niestety - obietnicę wspaniałego piłkarskiego widowiska... I choć Anglicy nie pokazali Amerykanom, kto tu rządzi, i kto wymyślił tę piękną grę (tak, tak, jestem stronnicza) to Stevie zasługuje na bezapelacyjne pochwały. Albo jedną pochwałę przynajmniej. A ten jego nieco zawstydzony uśmieszek po golu... Ta jego zdjęta koszulka - czy to pierwsza klata mistrzostw? Jednym, a właściwie dwoma słowami: "kapitan Ciacho". P.S. Gdybyśmy przyznawały drugie miejsce, głosowałabym na Gabriela Heinze, ale Argentynę stać chyba na więcej, prawda? No dobra, Anglię też, więc czy Wy też się zgadzacie, że sobotę sponsoruje słowo "niedosyt"?

Zważcie, że nawet koledzy mu do stóp padali:

 

 

 

 

olalla: Stevie G. jako niepoprawny rozrabiaka, jeden z najzagorzalszych fanów Philla Collinsa na planecie, ikoniczny kapitan ukochanego Liverpoolu, najlepiej marszczące się czoło Premier League i najciężej zrozumiały scouserski bełkocik w Anglii ma stałe serce w moim sercu i na mej prywatnej skali uwielbienia. Chłopak z sąsiedztwa, a zarazem wielki gwiazdor, w nurkowaniu się wprawdzie lubujący, ale na jego sztuczki jestem ślepa...Tym bardziej, że jednak jest niezawodny.


I tylko szkoda ze ta bazarowa blond milejdi przy boku.

 

 

 

 

Marina: Któż może uratować dumnych Synów Albionu z opresji pod nieobecność Becksa i Ferdinanda? Oczywiście - stary, dobry Stevie G., który to wczoraj zdobył pięknego gola i wziął udział w jeszcze piękniejszej wymianie koszulek. I tylko potwierdził, że jego mięsień okołobiodrowy może ostro zamieszać na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO, bo w mojej głowie już dawno zamieszał.

 

 

 

 

 

ruby blue:No to mamy pierwszego klopsa mistrzostw. Poniekąd bolesnego dla podpisanej, a z niewiadomych przyczyn kawałkiem serca nie zajętym przez Hiszpanię wspierającej reprezentacje Anglii redaktorki. Ale nie o tym ta piosenka. Stevie? Z wyglądu ot taki misiowaty Anglik prosto z krakowskiego rynku. Jak nie wypije za dużo i nie zaatakuje didżeja swoim kwadratowym gustem muzycznym, jest ok. I ta żona kupująca tanią wódę, te ideowe aresztowania. Poczciwy - tego właśnie przymiotnika szukałam.

 

 

 

 

rybka: Nastawiałam się wczoraj na torpedy Rooney'a, przebłyski geniuszu Lamparda i ekwilibrystyczne popisy Petera Croucha, ale to Stevie G. uratował honor Synów Albionu, składając nam - niedotrzymaną niestety - obietnicę wspaniałego piłkarskiego widowiska... I choć Anglicy nie pokazali Amerykanom kto tu rządzi, i kto wymyślił tę piękną grę (tak, tak, jestem stronnicza) to Stevie zasługuje na bezapelacyjne pochwały. Albo jedną pochwałę przynajmniej. A ten jego nieco zawstydzony uśmieszek po golu... Ta jego zdjęta koszulka - czy to pierwsza klata mistrzostw? Jednym, a własciwie dwoma słowami: "kapitan Ciacho"
P.S. Gdybyśmy przyznawały drugie miejsce, głosowałabym na Gabriela Heinze, ale Argentynę stać chyba na więcej, prawda? No dobra, Anglię też, więc czy Wy też się zgadzacie, że wczorajszy dzień sponsoruje słowo "niedosyt"?