MUNDIALOWE CIACHO: Dzień 1. - Rafael Marquez

Za bramkę należy mu się. Za wygląd - tym bardziej.

 

 

Wielokrotnie (ale wiecie, że na temat co po niektórych możemy mówić bez końca) już przez nas wspominany, zawsze pod niebiosa wychwalany, ostatnio nieco zaniechany, ale w ważkich chwilach odkopywany. Czyli Rafa Marquez, który w rezultacie sobotnich starć otrzymuje chlubny tytuł Mundialowego Ciacha numer jeden. To nie tylko puste słowa, nie tylko jednorazowy aplauz i zapewniamy,że owe odznaczenie będzie miało niebagatelne znaczenie w ostatecznym rozliczeniu.

 

Ale o tym przekonamy się pod koniec całego wielkiego zamieszania, wybierając Absolutne Ciacho Mundialu. A tymczasem zapoznajmy się z opiniami naszych redakcyjnych ciachekspertek:


olalla: Rafa zrobił wrażenie swoją niezwykle Meksykowi potrzebną bramką, ale także zestawem min, mówiącym: ''Wszystko, co czuję,wymalowane jest na mej twarzy''. Nie mówiąc już o ogólnej prezencji - choć nie w moim (bardzo szeroko pojmowanym) typie, to jednak mężczyzna atrakcyjny. W skali olallalowej: mocne 8 na 10, i niech tylko ktoś śmie protestować!

 

Marina: Najpierw pozbycie się legendarnego kucyka i przywdziania (naszym zdanie genialnej) krótkiej fryzurki, teraz zaś zrezygnowanie z roli stopera i wzięcie się za wyprowadzanie ataków Meksyku i zdobywanie pięknych bramek. No,no jak dalej tak dobrze mu pójdzie z pozytywnymi metamorfozami, nim się obejrzymy zobaczymy go klęczącego na progu naszej redakcji z pierścionkiem w dłoni. A, jakbyśmy zapomniały, Rafaelu, mamy zaszczyt uhonorować cię pierwszym w historii Orderem Imperium Ciachowych Bębenków Słuchowych - uciszenie wuwuzeli na błogie 60 sekund, było...niesamowite.

 

rybka: Jego zakręcone nad czołem loczki mogłyby być pewną rekompensatą dla zawiedzionych brakiem Ballacka fanek reprezentacji Niemiec, ale przecież nie w tym tkwi główna siła jego uroku, a raczej w tym, że przywodzi nam na myśl piaszczyste pustynie Meksyku, nas w takiej sukience, tęskny śpiew gitarry (koniecznie prze dwa "r") i siebie w czarnej pelerynie, na białym koniu, z silnym ramieniem, którym ratuje nas z opresji, tak jak wczoraj uratował swojej druzynie cenny punkt...

 

ruby blue: Strzelenie bramki w inaguracyjnym meczu mistrzostw, przeciwko gospodarzon i wuwuzelom, w dniu w którym wyrażenie "wysyp" jest ostatnim słowem, którym można by określić statystyki bramkowe, to - musicie przyznać - na starcie plus 100 do ciachowości. Kolejne 100 za wyśmienitą, jak na możliwości Rafy, fryzurę. Wynik równania jest prosty = ciacho dnia. Tak czy inaczej - nie podoba mi się ten pan.