MUNDIALEJRO: Reprezentacja Australii

...a może raczej powinnyśmy powiedzieć Reprezentacja Zjednoczonego Królestwa Klat? Owszem, owszem, dobrze przeczytałyście i tym samym trafiłyście prosto do torsowego raju.

 

M

Mundialejro: Australia A może raczej powinnyśmy powiedzieć Reprezentacja Zjednoczonego Królestwa Klat? Do żółto-zielonych trykotów Australijczyków powinno się doszyć po malutkim ciasteczku przy piersi i wypuścić ich na boiska RPA jako Reprezentację Ciach Gdyby nie to, że tak nieprzyzwoicie nam się to podoba, z pewnością oświadczyłybyśmy, że takie zagęszczenie apetycznych torsów na metr kwadratowy jest co najmniej nieprzyzwoite. Do żółto-zielonych trykotów Australijczyków powinno się doszyć po malutkim ciasteczku przy piersi i wypuścić ich na boiska RPA jako Reprezentację Ciach. Trener: Pim Verbeek. Ma przed sobą trudne zadanie, bo zmierzyć się z legendą Gussa "nałogowo się uśmiecham" Hiddinka, po którym to w spadku otrzymał kadrę narodową Australii. Zadanie tym trudniejsze, że wcześniej raczej wielkich cudów z wielkimi drużynami nie dokonywał, a zajmował się raczej trenowaniem zespołów z zaplecza holenderskiej ligi oraz Korei Południowej. Jak jednak pokazują ostatnie speszialne wydarzenia, dobry image to klucz do sukcesu, a skoro tak się sytuacja przedstawia, to Pim zawojowanie boisk RPA ma w kieszeni. Największa osobowość: Któż inny mógłby nią zostać, jeśli nie zdobywca pierwszego gola w historii Australii na mistrzostwach świata, czyli Tim Cahill? Któż inny jest na tyle słodki, że ofiarnie kilkadziesiąt razy w roku wyprawia się na drugi koniec świata, by zjawić się na każdym (nawet tym towarzyskim i mało ważnym) meczu kadry narodowej? Któż inny tak wymiata w swoim klubie (Evertonie)? I wreszcie: któż jest prawdziwym liderem Kangurów w szatni i na murawie? ale przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, że komy jak komu, ale Australijczykom zdobycie bramki wcale nie jest potrzebne do odsłonięcia torsu. Doświadczenie zawodowe: Hm...jakby to ładnie i zgrabnie ująć? Reprezentacja Australii nigdy zwierzęciem mundialowym nie była? Do MŚ zakwalifikowała się zaledwie dwukrotnie. Pierwszy raz dawno, dawno temu 1974 roku, nie zdobywając wtedy żadnego, nawet maleńkiego gola. A za drugim razem, w 2006 r., w osiągnięciu jakiekolwiek sukcesu Kangurom przeszkodził sędzia. Arbiter prowadzący ich spotkanie przeciw Włochom w 1/8 finału w 95. minucie spotkania podyktował karnego dla ich przeciwników. Hm...coś nam mówi, że po tym meczu żaden z "Kangurów" koszulki nie zdjął.

Bo...

 


Gdyby nie to, że tak nieprzyzwoicie nam się to podoba, z pewnością oświadczyłybyśmy, że takie zagęszczenie apetycznych torsów na metr kwadratowy jest co najmniej nieprzyzwoite.

 


Gdyby nie trener Pim Verbeek (z całym szacunkiem, panie Verbeek), pomyślałybyśmy, że nasz upragniony Ciacholand wreszcie się zmaterializował.

 


Gdyby nie obecność żółto-zielonych trykotów w miejsce różowych, doszłybyśmy do nich po malutkim ciasteczku przy piersi i wypuściły na boiska RPA jako Reprezentację Ciach.

 


Gdybyśmy właśnie w niej nie siedziały za zwykłym, krajowym biurkiem, z pewnością pomyślałybyśmy, że Ambasada Ciach mieści się w Australii.

 


Gdyby nie to, że jesteśmy nieomylne i wszechwiedzące z pewnością rzekłybyśmy: "kto by pomyślał, że reprezentacja Australii może mieć tak ogromny ciachowy potencjał?".

 


Zatem mając świadomość wszystkich naszych "gdyby", poznajcie drużynę narodową Australii i dowiedzcie się jak bardzo i jak nieprzyzwoicie kangury (oraz zawartość ich koszulek) mogą być seksowne.

 


Trener: Pim Verbeek. Ma przed sobą trudne zadanie, bo zmierzyć się z legendą Gussa "nałogowo się uśmiecham" Hiddinka, po którym to w spadku otrzymał kadrę narodową Australii. Zadanie tym trudniejsze, że wcześniej raczej wielkich cudów z wielkimi drużynami nie dokonywał, a zajmował się raczej trenowaniem zespołów z zaplecza holenderskiej ligi oraz Korei Południowej. Jak jednak pokazuję ostatnie speszialne wydarzenia, dobry "image" to klucz do sukcesu, a skoro tak się sytuacja przedstawia, to Pim zawojowanie boisk RPA ma w kieszenu...

 




Klata
: Choćbyśmy chciały (a nie chcemy) nie jesteśmy w stanie wyróżnić jednego Austarlijczyka w tej kategorii. Bo "Kangury" strasznie nie lubią koloru i fasonu swych koszulek, za to strasznie lubią Ciacha. A przynajmniej tak sądzimy po częstotliwości w jakiej pozbywają się odzienia i chęcia z jaką to wykonują - drogie dziewczęta, ktoś tu popadł w najseksowniejsze z najseksowniejszych uzależnień. Grrr..

 


 

 


 

I ani myślimy wysyłać ich na odwyk.

 


Oczy: Jeszcze nigdy rozróżnienie granicy w której kończy się tęczówka, a zaczyna źrenica nie było tak trudne, ale w wypadku Harry'ego Kewella mogłybyśmy zająć się tym zawodowo. Dla dobra świata i ludzkości.  

 



Buźka: Lucas Neill. Faceci tacy jak on powinni tylko leżeć na naszych redakcyjnych biurkach, pachnieć, ładnie wyglądać i samym tym doprowadzać nas do ekstazy.  

 




Największa osobowość: Któż inny mógłby nią zostać, jeśli nie zdobywca pierwszego gola w historii Australii na Mistrzostwach Świata, Tim Cahill? Któż inny jest na tyle słodki, że ofiarnie kilkadziesiąt razy w roku wyprawia się na drugi koniec świata, by zjawić się na każdym (nawet tym towarzyskim i mało ważnym) meczu kadry narodowej? Któż inny tak wymiata w swoim klubie (Evertonie)? I wreszcie: któż jest prawdziwym liderem Kangurów, w szatni i na murawie?

 


A jeśli jeszcze nie wierzycie, że Tim to prawdziwy "fighter" spójrzcie tylko na to....

 



 


Gdyby występował w barwach innej reprezentacji z pewnością byśmy się obraziły, ale przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, że komy jak komu, ale Australijczykom zdobycie bramki wcale nie jest potrzebne do odsłonięcia torsu.

 



Doświadczenie zawodowe:

 


Hm...jakby to ładnie i zgrabnie ująć? Reprezentacja Australii nigdy zwierzęciem mundialowym nie była? Do MŚ zakwalifikowała się zaledwie dwukrotnie? Pierwszy raz dawno, dawno temu 1974 roku? Nie zdobywając wtedy żadnego, nawet maleńkiego gola? A za drugim razem....hmm...co zdarzyło się za drugim razem, to już zupełnie inna historia....

 


- Mistrzostwa Świata 2006, czyli "Bóg futbolu z pewnością nie jest Australijczykiem", a już na pewno arbiter prowadzący ich spotkanie przeciw Włochom w 1/8 finału nim nie był. Na Facebooku należy bez wątpienia do grupy "uśmiech Fabio Cannavaro doprowadza mnie do ekstazy". Skąd takie wnioski? Ano, zwyczajnie, słowo "pech" wydaje się mocno nie na miejscu, jeśli mówimy o podyktowaniu karnego w 95. minucie spotkania. Hm...coś nam mówi, że po tym meczu żaden z "Kangurów" koszulki nie zdjął.

 



 


Osiągnięcia:

 


- udział Harry'ego Kewella w kampanii reklamowej z bielizną w roli głównej, czyli "Ej, Cris, miej się na baczności, konkurencja kożuchów bynajmniej nie zakłada". Ciacha lubią takie reklamy. Bardzo, bardzo lubią takie reklamy. Oj, nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo.

 




- udział w "jednej z najlepszych reklam z udziałem reprezentacji narodowej w jakimkolwiek sporcie, jaką kiedykolwiek widziałyśmy".

 




Zawsze wiedziałyśmy, że ci faceci mają w sobie tą wewnętrzną dzikość. Mrrauu...

 


Umiejętności:



- żywiołowe reagowanie na boisku, w której to dziedzinie doktoratem może poszczycić się Nikita Rukavytsya:

 




i pomyśleć, że na co dzień wygląda tak słodko i spokojnie...

 




- doprowadzanie swej aparycji w strojach wizytowych do poziomu niebezpiecznie apetycznego...

 

 




Hobby:

 


- hodowanie dłuuuugich włosów. Panowie, jakby potrzebne Wam były jakieś asystentki w szatni, by przed meczem czesać, artystycznie zakładać opaski, zaplatać fantazyjne warkoczyki, układać koki, czy spinać w kucyki jesteśmy do waszej dyspozycji.

 


 

Marina

 

Chrup Ciacha też na Facebooku - zostań fanką!