Sport.pl

Real za burtą, czyli Środa z Ligą Mistrzów

Gdybyśmy żyły w latach 30-tych na ulicach roiłoby się od małych gazeciarzy w ogromnych czapkach wrzeszczących w niebogłosy: "Sensacja! Dodatek nadzwyczajny! Real odpada z Ligi Mistrzów! Po raz szósty z rzędu! Klątwa 1/8! Prezes Perez w dzikiej furii! Sensacja!". Ponieważ jednak dziś prawdziwych gazeciarzy już nie ma, to o sensacji powrzeszczymy sobie my.

 

 


No bo dla nas jednak jest to sensacja - i nie zmienia tego fakt, iż po raz szósty z rzędu dzieje się to samo - Real odpada w 1/8, albowiem byłyśmy naprawdę przekonane, że w tym roku musi być inaczej. Że wszystko tylko nie odpadnięcie Realu w 1/8 i nie z Lyonem. No bo na co było te 250 milionów euro, te buńczuczne zapowiedzi, ci najlepsi piłkarze świata? Czy po to, aby na 15.minut przed końcem pozwolić zamordować wszelką nadzieję nogami młodziutkiego, filigranowego (i całkiem ciachowego musimy przyznać) Bośniaka?

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Nie chciałybyśmy wiedzieć co dzieje się w głowach i sercach zawodników i fanów Realu, nie chciałybyśmy znaleźć się w ich szatni po meczu (tak, po raz pierwszy w historii Ciacha przyznają, że nie chciałyby znaleźć się w męskiej szatni), nie chciałybyśmy na ich miejscu czytać dramatycznych nagłówków hiszpańskich gazet, sypiących sól na rany i rozdzierających szaty....

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Nam jest po prostu przykro i smutno, niezależnie od naszych prywatnych sympatii klubowych. Przykro, bo tak klub jak Real naprawdę zasługuje na coś więcej niż 1/8 finału. Smutno, bo perspektywa Ligi Mistrzów bez wypakowanych ciachami Królewskich nie jest już tak zachęcająca... No cóż, może to rzeczywiście klątwa?

 

 

 


Katastrofa na Santiago Bernabeu przyćmiła w naszych oczach nawet bezlitosne lanie jakie sprawiły biednemu Milanowi Czerwone Diabły na Old Trafford. Rozumiemy oczywiście, że murowanym kandydatem do awansu z tej pary był Manchester, ale żeby aż tak mścić się za te dwa gole, które rossoneri ośmielili się wbić Diabłom na własnym stadionie? I to jeszcze na oczach wyraźnie zadowolonego z powrotu w domowe pielesze Davida Beckhama?

 

 

 

 


 

 

Niekwestionowanym bohaterem meczu był, rzecz, jasna Wayne Rooney, zdobywca dwóch pierwszych goli, ale i tak uwaga całego świata koncentrowała się na Davidzie Beckhamie, i to jego zdjęciami spływają obficie agencje fotograficzne. My wybieramy dla Was to: David w geście solidarności z kibicami protestującymi przeciwko polityce amerykańskiego właściciela klubu Malcolma Glazera:

 

 

 


 

 

 

I jeszcze drugi obrazek z tego meczu - smutny Filippo Inzaghi. Aż chciałoby się zawołać: "gdzie są niegdysiejsze śniegi?"

 

 

 


 

 

 

Zostań fanką różowego portalu Ciach także na Facebooku!

 

Więcej o: