Jak skoczkowie austriaccy świętowali swój olimpijski sukces?

I co ma z tym wszystkim wspólnego bielizna amerykańskiej narciarki alpejskiej?

 

 

Ale po kolei. Pokazywałyśmy Wam wczoraj kilka zdjęć z przyjęcia powitalnego wszystkich reprezentantów Austrii, którzy z Vancouver wrócili z medalem. Dziś mamy dla Was obszerną relację wideo (ale nie martwcie się, żadna z naszych trzęsących się redakcyjnych rąk nie maczała w niej palców) z imprezy w Innsbrucku. Z tymże, o ile nie kręcą Was wyubierani od stóp do głów w kurtki i czapy chłopcy mówiący w obcych językach możecie sobie odpuścić. Nam i tak sporo radości sprawiło obserwowanie mimiki złotych skoczków ze wskazaniem na co nóż pojawiające się na ich twarzach uśmiechy.





A gdyby przypadkiem języki te nie były Wam obce, możecie powiedzieć nam o co chodziło Thomasowi Morgensternowi z tym ''F1 boliden'' i Vettelem. Jedna z nas będzie Wam wdzięczna do końca życia.

 

O wiele ciekawiej było natomiast na imprezie tuż po konkursie drużynowym, która miała miejsce w hotelu jeszcze w Kanadzie. Migawki z niej również mamy na taśmie:





Oczywiście, że mogłybyśmy w tym miejscu rozwodzić się nad tym, jak słodko wyglądają  skoczkowie w tych ich granatowych jakby mundurkach, ale mamy poważniejsze sprawy na głowie. Kim są i co tam robią owe dwie pannice? Winne jesteśmy Wam wyjaśnienie zagadki z początku dotyczącej bielizny narciarki alpejskiej, konkretnie samej Juli Mancuso, choć w zasadzie chodzi o jej siostrę, Sare. To ona właśnie jest jedną z pannic prezentujących przed kamerą swoje majtki. Dziewczyny, gdybyście czytały Ciacha, to wiedziałybyście, że na Gregorze kobieca bielizna nie robi wrażenia, a wręcz przeciwnie.

 

I co to ma być w ogóle, że do wpuszczania na imprezę austriackich skoczków z majtami w ręce wystarczy sławna siostra. Pfff.

 

ruby blue