Sport.pl

Chelsea skrzywdzona, a reszta to Negredo - ciachowa środa z Ligą Mistrzów

Czy Jose Mourinho naprawdę miał w ustach smak triumfu? Wątpimy.

 

 

Istnieje bowiem całkiem spore prawdopodobieństwo, że Portugalczyk nadal ma jeszcze w ustach posmak angielskiej ryby z frytkami i zapach świeżego, wykąpanego Lamparda w nozdrzach. Poza tym, jak tu się cieszyć z wygranej, skoro coś zgrzyta, skoro są sugestie, że Twój zawodnik faulował, że powinien być karny dla - ukochanej, podkreślmy - drużyny przeciwnej. Niemniej jednak, wczoraj Specjalny Jose szczególnego żalu również nie okazywał, jako że jego podopieczni zdobyli dwa bardzo ładne gole. Nawet jeśli sami nie mogli uwierzyć, że do tego doszło (tak czy siak, brawo Cambiasso i Milito).

 

 

 

 

 

Gratulacje również, jak zwykle, dla Drogby, który jednak nie jest pod wrażeniem występu rywali. Dzięki niemu stanęło na zaledwie 1:2.

 

 

 

 

Przede wszystkim życzenia rychłego powrotu do zdrowia Petrowi Cechowi, który wczoraj doznał groźnie wyglądającej kontuzji. Oby nie było to zerwanie wiązadeł, o którym mówi dziś prasa, bo oznaczało by to baaaaaaaaardo długi (znów!) odpoczynek Czecha. Pechowiec z niego.

 

Co do drugiego meczu,który odbył się w Moskwie, to mogłybyśmy mówić wiele, ale po co, skoro jeden obraz (i jeden gol) tego pana jest wart więcej niż tysiąc słów. Panie i Panowie, specjalnie dla Was - Alvaro Negredo.

 

 

Grrr. I To właśnie za sprawą tego smacznego kąska hiszpańska drużyna z Rosji wyjechała może nie z tarczą w całości, ale na pewno bardziej z nią niż bez niej. Remis 1:1 daje bowiem już teraz przewagę Sevilli i niewiele już dzieli kolejny fantastyczny iberyjski zespół od występów na wyższym, ćwierćfinałowym szczeblu Ligi Mistrzów.

 

 

 

 

Byłoby jednak kłującą w oczy i sumienia niesprawiedliwością pominięcie drugiej bramki i w tym spotkaniu i jej wykonawcy. Chilijczyk Mark Gonzalez, ciacho z racji niesprzyjającej lokacji zapewne dotychczas słabo nam znane, złotymi zgłoskami i ładnym strzałem zapisał się...przede wszystkim w naszych sercach, na pewno w statystykach FIFA, może nawet w historii - o ile CSKA uda się jednak wykopać jakiś niezły wynik w Sewilli.

 

 

 

 

 

Chyba znów się zakochałyśmy - tylko w kim? Nie ma to tamto: wiosna idzie.

Więcej o: