Nuuuudyyy, czyli wtorek z Ligą Mistrzów

Liczyłyśmy na rzeź niewiniątek, a zapachniało sensacją. Sensacja nie zdecydowała się jednak pójść na całość i skończyło się remisem. W dodatku wczorajszy wieczór w Lidze Mistrzów sponsorowała cyferka "1", która nie jest naszą ulubioną cyferką jeśli chodzi o piłkarskie rozgrywki. Ale przynajmniej Puyol pokazał klasę klatę.

 

 


Nuuudyyy z Ligą Mistrzów Liczyłyśmy na rzeź niewiniątek, a zapachniało sensacją Wtorkowy wieczór w LM sponsorowała cyferka "1", która nie jest naszą ulubioną cyferką jeśli chodzi o rozgrywki. Barca-Stuttgart 1:1, Olympiakos-Bordeaux 0:1. Wtorkowy wieczór w Lidze Mistrzów sponsorowała cyferka "1", która nie jest naszą ulubioną cyferką jeśli chodzi o piłkarskie rozgrywki. Ale przynajmniej Puyol pokazał klasę klatę. Woń sensacji rozniosła się w 25. minucie spotkania w Stuttgarcie, kiedy to Cacau, ten sam, który w weekend zdobył 4 gole w ligowym meczu z Kolonią, strzelił gola Barcelonie. Na wyrównanie struchlałe fanki Barcy musiały czekać na Zlatana i aż do 52. minuty, po której wynikł nie uległ już zmianie. Wbrew pozorom Ciacha nie są zadowolone z takiego rozstrzygnięcia. Remis stawia Barcę w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem na Camp Nou, więc równie dobrze mogłaby wygrać i nie iść na zgniłe kompromisy. Z perspektywy fanek Stuttgartu wygląda to równie nie zadowalająco - co z tego, że wbiliśmy gola Wielkiej Barcelonie, skoro w meczu u siebie zjedzą nas na śniadanie i za miesiąc nikt już nie będzie pamiętał jak heroicznie im się opieraliśmy? O drugim meczu wieczoru mamy niezbyt wiele do powiedzenia - ot, Olympiakos strzelał i strzelał, ale to Bordeaux okazało się lepsze, choć żadnego worka z golami nie rozwiązało. Agencje fotograficzne nie toną w zdjęciach Gourcuffa niestety, choć przecież był on jednym z najjaśniejszych punktów Bordeaux, i nie mamy tu na myśli jego powalającej urody, a formę sportową. Michała Żewłakowa oglądałyśmy tylko na ławce i najprawdopodobniej po raz przedostatni w tej edycji LM.

Woń sensacji rozniosła się w 25. minucie spotkania w Stuttgarcie, kiedy to Cacau, ten sam, który w weekend zdobył 4 gole w ligowym meczu z Kolonią, zrobił coś takiego:

 





 



Na wyrównanie struchlałe fanki Barcy musiały czekać na Zlatana i aż do 52. minuty, po której wynikł nie uległ już zmianie. Wbrew pozorom Ciacha nie są zadowolone z takiego rozstrzygnięcia. Remis stawia Barcę w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem na Camp Nou, więc równie dobrze mogłaby wygrać i nie iść na zgniłe kompromisy. Z perspektywy fanek Stuttgartu wygląda to równie nie zadowalająco - co z tego, że wbiliśmy gola Wielkiej Barcelonie, skoro w meczu u siebie zjedzą nas na śniadanie i za miesiąc nikt już nie będzie pamiętał jak heroicznie im się opieraliśmy?


 



No chyba, że mylimy się jeszcze bardziej niż przypuszczałyśmy i w marcu czeka nas jeszcze jedna, baaaaardzo niespodziewana niespodzianka? (Nie, nie poprawiajcie nas. Wiemy, że niespodzianka zawsze jest niespodziewana)

 

 

 

 

O drugim meczu wczorajszego wieczoru mamy niezbyt wiele do powiedzenia - ot, Olimpiakos strzelał i strzelał, ale to Bordeaux okazało się lepsze, choć żadnego worka z golami nie rozwiązało. Agencje fotograficzne nie toną w zdjęciach Gourcuffa niestety, choć przecież był on jednym z najjaśniejszych punktów Bordeaux, i nie mamy tu na myśli jego powalającej urody, a formę sportową. Michała Żewłakowa oglądałyśmy tylko na ławce i najprawdopodobniej po raz przedostatni w tej edycji LM. W skrócie było tak: (zwróćcie uwagę na zapierającą dech w piersiach oprawę kibiców Olimpiakosu)

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Ale nic to Drogie Dziewczęta - dzisiaj będzie ciekawiej. Nawet jeśli będą same bezbramkowe remisy, nawet jeśli żadna drużyna nie odda ani jednego strzału na bramkę, nawet jeżeli piłkarze usiądą po turecku i będą przez 90. minut recytować "Pana Tadeusza" - to i tak samo studium min Jose Mourinho zapewni nam godziwą rozrywkę na cały wieczór:

 

 

 

 


 

 

 

 

rybka