Poniedziałkowe ciacha medalowe: poczwórne szczęście Austriaków

Jakżeby mogło być inaczej. Gregor Schlierenzauer, Wolfgang Loitzl, Thomas Morgenstern i Andreas Kofler wyglądają jak siłą, ale nie bez czułości wyrwani z raju największych słodkości.

 

 

Choć wczoraj humory miałyśmy mocno zwarzone, bo polscy skoczkowie zawiedli nasze rozbuchane chyba jednak nadmiernie oczekiwania, to już dziś pierwsze rozgoryczenie przeszło, a my w pełni możemy cieszyć oczy pupilkami z zachodnich landów. Skacząca fala w ich wykonaniu przypomina nam wprawdzie stado oszalałych żabek, ale nie sposób nie uśmiechnąć się na widok radości chłopców z sukcesu. Małysz z Ammanem Schlieriemu indywidualne laury odebrali, to wrócił z kolegami...

 

 


 

Z innymi medalistami wczoraj było wczoraj trochę ciężko, jako że dzień okazał się wybitnie nie-eventowy, ale zawsze czujne na posterunku Ciacha nie dały się zwieść i na bezrybiu wyłowiły takie dwa szczupaki...no, może bardziej płotki. Ale przynajmniej nie raki.

 

 

Oeystein Petersen i Petter Northug mieli nad innymi tę przewagę, że po pierwsze, są Norwegami, a do Skandynawów od wieków mamy wszak słabość niesłychaną, a po drugie - jeden z nich z daleka i po ciemku przypomina Patricka Swayze z jego najlepszego okresu oscylującego wokół ''Dirty Dancing''.

 

To smutne, że czasem musimy sięgać do tak absurdalnych argumentów, by w ogóle ze sportowców z Vancouver coś wycisnąć.

 

A na koniec - Aleksander Owieczkin, kapitan rosyjskiej drużyny hokeja, który nie jest (przynajmniej na razie) ciachem medalowym i w ogóle śmiemy wątpić, czy jest ciachem, ale zwrócił na siebie naszą uwagę jako najbardziej uparcie niewstawiająca sobie wybitej jedynki osoba publiczna. A przecież stracił zęba już tak dawno...

 


 


Nie zmienia to jednak faktu, że Sasza to prawdziwy twardziel i przystojny, wielki i krzepki mężczyzna o niewiarygodnym spojrzeniu. Szkoda, że zmusza nas, byśmy o tym zapominały.