Zimowe podsumowania ciachowe: edycja olimpijska

Nigdy nie zgadniecie o czym będzie mowa w dzisiejszym wydaniu.

 

 

Olimpijskie hity weekendu Czyli co było warto oglądać Kolejnych medalowych emocji miał nam dostarczyć niedzielny bieg biatlonowy, niestety, i tym razem Tomasz Sikora zaprzepaścił swoje szanse błędami na strzelnicy Jeżeli reprezentant Polski zdobywa medal na igrzyskach olimpijskich, to należy to celebrować, celebrować i jeszcze raz celebrować. Zwłaszcza, że sobotni srebrny medal Adama Małysza autentycznie nas wzruszył i przypomniał złote czasy małyszomanii przed wkroczeniem w jej irytujący etap. Powiedzmy sobie szczerze - Simon Ammann był w sobotę nie do pokonania i mniejsza o jego wiązania. Gregor Schlierenzauer z godną podziwu konsekwencją stosuje się do naszych dyrektyw, z Małyszem przegrywa, ale na podium zębem i tak błyśnie. Chociaż tym razem brązowy medal nie smakował już mu tak dobrze jak poprzednio. - Oczywiście to wspaniałe uczucie móc zdobyć trofeum w obu olimpijskich konkursach indywidualnych. Mimo to jestem dzisiaj trochę zawiedziony. Mój pierwszy skok nie był idealny. Gdyby było inaczej, wszystko byłoby jeszcze możliwe - powiedział po konkursie skoczek. Konkurs na dużej skocznie miał swoją jeszcze jedną pozytywną stronę: jedna z nas znalazła sobie nową tapetę na redakcyjny komputer. I to wcale nie ze względu na okulary Ammanna, których mu zazdrości. Kolejnych medalowych emocji miał nam dostarczyć niedzielny bieg biatlonowy, niestety, i tym razem Tomasz Sikora zaprzepaścił swoje szanse błędami na strzelnicy. A więcej szans nie będzie. - Jestem zawiedziony, rozczarowany. Biegowo przygotowany byłem perfekcyjnie, ale przegrałem medale przez strzelanie. Znów starałem się strzelać wolno, a i tak nie ustrzegłem się błędów. Znów wyrzucałem strzały za bardzo do góry. Nie umiem tego wytłumaczyć - opowiadał po zawodach bardzo smutny Sikora. Nie tylko on z biatlonowej czołówki miał w niedzielę powody do rozżalenia, bo całe podium zostało obsadzone zawodnikami, po których raczej nie można się było tego spodziewać. W nocy odbył się również hit w turnieju hokejowym, dlatego śpieszymy donieść, że gospodarze ulegli w nim reprezentacji USA 3:5. Jaki z tego wniosek? Taki, że Kanadyjczyk Sidney Crosby wielkim ciachem jest.

Jeżeli reprezentant Polski zdobywa medal na igrzyskach olimpijskich, to należy to celebrować, celebrować  i jeszcze raz celebrować. Zwłaszcza, że sobotni srebrny medal Adama Małysza autentycznie nas wzruszył i przypomniał złote czasy małyszomanii przed wkroczeniem w jej irytujący etap. Powiedzmy sobie szczerze - Simon Ammann był w sobotę nie do pokonania i mniejsza o jego wiązania. Gregor Schlierenzauer z godną  podziwu konsekwencją stosuje się do naszych dyrektyw, z Małyszem przegrywa, ale na podium zębem i tak błyśnie. Chociaż tym razem brązowy medal nie smakował już mu tak dobrze jak poprzednio.

 

- Oczywiście to wspaniałe uczucie móc zdobyć trofeum w obu olimpijskich konkursach indywidualnych. Mimo to jestem dzisiaj trochę zawiedziony. Mój pierwszy skok nie był idealny. Gdyby było inaczej, wszystko byłoby jeszcze możliwe - powiedział po konkursie skoczek.

 


Konkurs na dużej skocznie miał  swoją jeszcze jedną pozytywną stronę: jedna z nas znalazła sobie nową tapetę na redakcyjny komputer. I to wcale nie ze względu na okulary Ammanna, których mu zazdrości.

 




Kolejnych medalowych emocji miał  nam dostarczyć niedzielny bieg biatlonowy, niestety, i tym razem Tomasz Sikora zaprzepaścił swoje szanse błędami na strzelnicy. A więcej szans nie będzie.

 

- Jestem zawiedziony, rozczarowany. Biegowo przygotowany byłem perfekcyjnie, ale przegrałem medale przez strzelanie. Znów starałem się strzelać wolno, a i tak nie ustrzegłem się błędów. Znów wyrzucałem strzały za bardzo do góry. Nie umiem tego wytłumaczyć - opowiadał po zawodach bardzo smutny Sikora.

 

Nie tylko on z biatlonowej czołówki miał wczoraj powody do rozżalenia, bo całe podium zostało obsadzone zawodnikami, po których raczej nie można się było tego spodziewać.  Łącznie ze zwycięzcą, który jak nic również zapuszczał wąsy dla Małysza, Rosjaninem Ustjugowem.

 

 

Wczorajszą nocą odbył  się również hit w turnieju hokejowym, z którym coś  nam jakoś do tej pory nie po drodze, dlatego śpieszymy donieść, że gospodarze ulegli w nim reprezentacji USA 3:5. Jaki z tego wniosek? Taki, że Kanadyjczyk Sidney Crosby wielkim ciachem jest.

 




Zresztą, nie tylko on. Ale o tym kiedy indziej.