Sport.pl

John Terry pogodził się z żoną?

Na to wygląda. Pogodzili się w Walentynki i będą żyli długo i szczęśliwie. Oby.

 

 


Terry pogodził się z żoną Na to wygląda. Pogodzili się w Walentynki i będą żyli długo i szczęśliwie. Oby. John Terry pogodził się z żoną w Walentynki i będą żyli długo i szczęśliwie. Śmieją się, trzymają za ręce i wyglądają jak świeżo upieczeni nowożeńcy. Tak przynajmniej donoszą tabloidy z całego świata, i chociaż doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że "prasa kłamie", to coś w tym musi być. Śmieją się, trzymają za ręce i wyglądają jak świeżo upieczeni nowożeńcy. Pierwszy raz w naszym różowym życiu widok ciacha szczęśliwego ze swoją WAG jest balsamem na nasze zbolałe serca. Tylko czy to wszystko nie jest zbyt piękne, aby było prawdziwe? John Terry zabrał swoją rodzinę na wakacje do Dubaju, żeby podreperować ich mocno nadwyrężone relacje i najwidoczniej mu się to udało. Fotoreporterom i paparazzim daje się przyłapać na uściskach, uśmiechach i przytulankach z żoną, którą poprosił w Walentynki o odnowienie przyrzeczeń małżeńskich. Nie zabrakło oczywiście luksusowych kolacji z homarem, szampanem i romantycznych rejsów jachtem w blasku księżyca lub zachodzącego słońca. Johnowi udało się ponoć także przekonać do siebie na powrót rodziców Toni - widziano ich, jak żartują i rozmawiają beztrosko. Wszystko wygląda zatem jak rodzinna sielanka nowożeńców. Tylko... czy to wszystko nie za szybko, nie za łatwo? To znaczy oczywiście cieszymy się bardzo ze szczęścia jednego z naszych ulubionych piłkarzy, martwimy się jednak, czy to wszystko nie jest li tylko pokazówką dla dziennikarzy?

Tak przynajmniej donoszą tabloidy z całego świata, i chociaż doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że "prasa kłamie", to jednak jak bardzo kłamać mogą takie zdjęcia?

 

 

 


 

 

 


 

 

 


 

 

 

Śmieją się, trzymają za ręce i wyglądają jak świeżo upieczeni nowożeńcy. Pierwszy raz w naszym różowym życiu widok ciacha szczęśliwego ze swoją WAG jest takim balsamem na nasze zbolałe serca. Tylko czy to wszystko nie jest zbyt piękne, aby było prawdziwe?

 

 

 

John Terry zabrał swoją rodzinę na wakacje do Dubaju, żeby podreperować ich mocno nadwyrężone relacje i najwidoczniej udało mu się to. Fotoreporterom i paparazzim daje się przyłapać na uściskach, uśmiechach i przytulankach z żoną, którą poprosił w Walentynki o odnowienie przyrzeczeń małżeńskich. Nie zabrakło oczywiście luksusowych kolacji z homarem i szampanem i romantycznych rejsów jachtem w blasku księżyca/zachodzącego słońca. Johnowi udało się ponoć także przekonać do siebie na powrót rodziców Toni - widziano ich jak żartują i rozmawiają beztrosko. Wszystko wygląda zatem jak rodzinna sielanka nowożeńców.

 

 

 

Tylko... czy to wszystko nie za szybko, nie za łatwo? To znaczy oczywiście cieszymy się bardzo ze szczęścia jednego z naszych ulubionych piłkarzy, martwimy się jednak, czy to wszystko nie jest li tylko pokazówką dla dziennikarzy?

Więcej o: