Race, nerwy i heroiczny triumf Resovii - środa z Ligą Mistrzów siatkarzy

Przygryzając paznokcie i z napięciem wpatrując się w ekran obmyśłałyśmy właśnie triumfalny nagłówek obwieszczający pierwsze zwycięstwo Resovii w dwumeczu z CSKA Sofia, gdy nagle... zresztą, same dobrze wiecie, co stało się nagle...

 


 

 

 

Heroiczny triumf Resovii Ciacha z Asseco pokonały CSKA Sofia w Lidze Mistrzów siatkarzy Niezależnie od starań bułgarskich "kibiców" Resovia Asseco pokonała w meczu Ligi Mistrzów siatkarzy zespół CSKA Sofia. Rewanż za niespełna tydzień, 17 lutego. Przygryzając paznokcie i z napięciem wpatrując się w ekran obmyślałyśmy właśnie triumfalny nagłówek obwieszczający pierwsze zwycięstwo Resovii w dwumeczu z CSKA Sofia, gdy nagle poleciały race na boisko. No cóż, najwyraźniej tak promowany w Polsce związek frazeologiczny "siatkarski kibic" nie aplikuje się do Bułgarskich realiów, chociaż my same doskonale wiemy do jakich chorych pomysłów może doprowadzić pragnienie zwycięstwa ukochanej drużyny, choć akurat w naszym przypadku rzucanie petardami w telewizor okazuje się zazwyczaj równie mało skuteczne. Na szczęście, kiedy bułgarscy kibice postanowili zainterweniować Resoviacy mieli już w kieszeni dwa fantastyczne sety, wygrane pewnie i w pięknym stylu pomimo ogłuszającego dopingu fanatycznych Bułgarów. Zamieszanie związane z racami doprowadziło do ponad półgodzinnej przerwy w grze. Żeby jeszcze podkręcić i tak już gorącą atmosferę w bułgarskim Samokowie - po trzecim secie zgasło światło. No tak, to już na pewno sprawka żeńskiej części publiczności - która z Was nie chciałaby zostać z ciachami z Asseco przy zgaszonym świetle? Wszystko to jednak nie przeszkodziło Resovii w pokonaniu CSKA. Co prawda nie obyło się bez straty seta, a Bułgarzy wciąż się odgrażają: "Przegraliśmy mecz u siebie, ale jeszcze nie straciliśmy szansy na awans do następnej rundy. Będziemy walczyć do końca bez względu na wszystko. CSKA Sofia jest wciąż w grze. Jeszcze się nie poddaliśmy. - zapowiada buńczucznie Nikołaj Iwanow, kapitan CSKA". Ale my nie wyobrażamy sobie żadnego innego scenariusza niż awans Resovii i jej starcie z Klubowym Mistrzem Świata - Trentino. Zanim jednak nasze różowe fantazje ujrzą światło dzienne czeka nas jeszcze pojedynek rewanżowy - już za niespełna tydzień, 17 lutego. Nie możemy się doczekać.

Mniej więcej coś takiego

 

 

 


 

 

 

 

No cóż, najwyraźniej tak promowany w Polsce związek frazeologiczny "siatkarski kibic" nie aplikuje się do Bułgarskich realiów, chociaż my same doskonale wiemy do jakich chorych pomysłów może doprowadzić pragnienie zwycięstwa ukochanej drużyny, choć akurat w naszym przypadku rzucanie petardami w telewizor okazuje się zazwyczaj równie mało skuteczne.

 

 

 

 

Na szczęście, kiedy bułgarscy kibice postanowili zainterweniować Resoviacy mieli już w kieszeni dwa fantastyczne sety, wygrane pewnie i w pięknym stylu pomimo ogłuszającego dopingu fanatycznych Bułgarów. Zamieszanie związane z racami doprowadziło do ponad półgodzinnej przerwy w grze, ale nie na darmo przecież występuje się w takiej sesji:

 

 

 

 


 

 

 

 

Żeby wystraszyć się odrobinki dymu. A to właśnie widoczny powyżej Mikko Oivanen zdobył najwięcej punktów dla Asseco - 21.

 

 

 

 

Żeby jeszcze podkręcić i tak już gorącą atmosferę w bułgarskim Samokowie - po trzecim secie zgasło światło. No tak, to już na pewno sprawka żeńskiej części publiczności - która z Was nie chciałaby zostać z ciachami z Asseco przy zgaszonym świetle?
Wszystko to jednak nie przeszkodziło Resovii w pokonaniu CSKA, co jest zdecydowanie najlepszą wiadomością na dzień dzisiejszy, i cały nadchodzący tydzień. Co prawda nie obyło się bez straty seta, co prawda Bułgarzy wciąż się odgrażają...

 

 

 

 

- Przegraliśmy mecz u siebie, ale jeszcze nie straciliśmy szansy na awans do następnej rundy. Będziemy walczyć do końca bez względu na wszystko. CSKA Sofia jest wciąż w grze. Jeszcze się nie poddaliśmy. - zapowiada buńczucznie Nikołaj Iwanow, kapitan CSKA...

 

 

 

 

... ale my nie wyobrażamy sobie żadnego innego scenariusza niż awans Resovii i jej starcie z Klubowym Mistrzem Świata - Trentino. Zanim jednak nasze różowe fantazje ujrzą światło dzienne czeka nas jeszcze pojedynek rewanżowy - już za niespełna tydzień, 17 lutego. Nie możemy się doczekać. I nie, dziewczyny, wyrzućcie te petardy z kieszeni.