Zimowe podsumowania ciachowe: w drodze do Vancouver

Są już prawie wszyscy przedstawiciele zimowych dyscyplin. Od poniedziałkowego bezrobocia ratują nas jedynie skoczkowie narciarscy.

 

 

Chociaż również i ich szeregi podczas ostatnich zawodów Pucharu Świata w niemieckim Willingen były dość konkretnie przerzedzone i uszczuplone o kilku zawodników jeszcze teraz doszlifowujących olimpijką formę z dala od konkursowego zgiełku i rumoru. Takowy odpuścił sobie chociażby nasz powracający do topowej dyspozycji Adaś czy Simon Ammann. Nieobecność tego ostatniego skrupulatnie wykorzystał Gregor Schlierenzauer dopisując sobie do klasyfikacji generalnej Pucharu kolejne 100 punktów za zwycięstwo w sobotnim konkursie indywidualnym. Wywalczone wcale nie w atmosferze sielanki i Oktoberfestu.

 

 

- Miałem na górze problem z wiązaniem, dzięki Bogu, był tam technik, który był mi w stanie szybko pomóc. Bardzo trudno było mi po tym wszystkim utrzymać koncentrację. Te zawody były dla mnie bardzo motywujące. Teraz lecę do domu, gdzie odpocznę jeden dzień, a już w poniedziałek udaję się do Vancouver - opowiadał po zawodach ucieszony Gregor.

 


Zawody drużynowe, jak uczy doświadczenie lat ostatnich, są z definicji dla nas eventem raczej smutnym. Nie inaczej było w niedzielnym konkursie, a fakt wystawienia do niego rezerwowego składu nie wiele radości tutaj wnosi. Zawiódł zwłaszcza nieźle spisujący się indywidualnie Grzegorz Miętus, przy którego wczorajszym ''skoku'' ośmioletnia siostra jednej z nas wymownym gestem pomięła naprędce wydrukowaną okolicznościową flagę Polski. Do Vancouver się wyprostuje.

 


A żeby nie kończyć w zupełnie minorowych nastrojach, mamy dla Was materiał filmowy o Gregorze Schlierenzaurze (bo o kimże innym) zawierający (uwaga spoilery!) kawałki ze skoczkiem projektującym ubrania i surfującym. Nie, nie po Internecie.

 

 

 


Przy ostatnim uśmiechu westchnęły nawet największe Gregorowe sceptyczki w redakcji.

Więcej o: