Z cyklu: Mam Talent - Łukasz Kadziewicz

Bo ten do dobierania odpowiednich sweterków i prostowania włosów to  dopiero przedsmak tego, co potrafi Kadziu.

 

 

I. Zmiana uczesania.

 

I nie mamy tu bynajmniej na myśli genialności owych uczesań, gdyż co do tego nie raz, nie dwa, miałyśmy wątpliwości, lecz samo zjawisko częstotliwości ich zmieniania, które występuje tutaj na skalę światową. Najprawdopodobniej jedyne czego nie oglądałyśmy na jego uroczej główce to ciacho. Choć i tego stuprocentowo pewne być nie możemy.

 






II. Wypinanie pośladków

 

Nie wystarczy mieć zgrabną i jędrną pupę, lecz trzeba ją jeszcze odpowiednio wyeksponować oraz zaprezentować szerszemu gronu odbiorców. Powiedzieć, że Kadziewicz to potrafi, to jak stwierdzić, że Roger Federer, owszem, umie grać w tenisa. Drogie Panie, usiądźcie wygodnie, zróbcie zbliżenie, patrzcie i podziwiajcie....

 

 

Jeśli tylko zrobi z tego swój codzienny zwyczaj, to myślimy, że jakąś Nagrodę Nobla (pokojową - do postawienia w pokoju) będzie dało się wykombinować.

 

III. Reżyseria


Mając w zanadrzu konkurencję w osobie samej najwyższej ekscelencji kina siatkarskiego, Krzysztofa Ignaczaka, trzeba mieć niemało odwagi i umiejętności, by w ogóle wziąć do ręki kamerę. Kadziewicz raczej tremy nie miał, co zresztą wydaje się w pełni uzasadnione; dialogów, zdjęć, scenografii i kostiumów mógłby pozazdrościć mu sam Woody Allen.




 



Hm...autoprezentacja roznegliżowanego reżysera a la Kadziu może być momentem przełomowym w światowej kinematografii.

 


IV. Kłótnie

 

Dobra, dobra, pewnie powiecie: "Kto nie ma do tego talentu, niech pierwszy rzuci ciastkiem", lecz w wypadku tego pana chodzi o coś więcej niż zwykły talent, chodzi o prawdziwy dar. Możemy śmiało przypuszczać, że kłóci się nawet przez sen, bo to facet z serii tych niepokornych i temperamentnych, czego zresztą nie omieszka przypominać nam, sędziom i kolegom z drużyny na każdym kroku:

 



 






Grrr.... Zły Łukasz.

 

Jeśli więc chcecie, by wasza misternie układana fryzura wyszła ze spotkania z Kadziem bez szwanku, lepiej nie wdawajcie się z nim ostre dyskusje. Choć, z drugiej strony, same nie miałybyśmy nic przeciwko małej wymianie zdań z Łukaszem Kadziewiczem. Wszak wiadomo, co w kłótniach jest najlepsze...

 

V. Taniec.

 

Mówiłyśmy w zeszłym tygodniu, że naszym ulubionym rodzajem tańca jest flamenco? To był błąd, oczywiście chodziło nam o salsę. Salsę w wykonania Łukasza Kadziewicza. Już wiemy, na co spożytkował przerwę w grze w naszej reprezentacji - oczywiście na wycieczki do Brazylii i zaawansowany kurs salsy solo. Ale szaaa, nie wiedzieć czemu sam robi z tego wielką tajemnicę. Raz tylko na treningu słysząc muzykę nie zdołał powstrzymać swoich bioder...

 





Właśnie założyłyśmy "Oficjalny Polski Fanklub ruchu bioder Łukasza Kadziewicza". Zapraszamy do zapisów w komentarzach!

 

Marina