Na dobry (?) początek dnia: Guardiola na ciepło

Ale też niestety na smutno. Co wprawdzie nie zakłóca przyjemności estetycznej, ale stoi nieco w opozycji do głównej idei naszego porannego cyklu, czyli pobudzania Was za pomocą ciachowych przystojniaków do radosnego wyskakiwania z łóżka... I co my z tym fantem zrobimy?

 

 

 

 

Mamy kilka wyjść: 1. rozkoszować się smutnym Pepem jak dziełem sztuki, a dzieło sztuki jak wiadomo nie ma wewnętrznych przeżyć, a jedynie ich zewnętrzne manifestacje pobudzające zachwyt widza - czyli nas... 2. Smucić się razem z Pepem i Barceloną i płakać nad rozlanym meczem, czyli przegraną 1:2 z Sevillą w Pucharze Króla - stąd znak zapytania w naszym tytule, na który możecie odpowiedzieć przecząco, postawić kreskę na nadchodzącym dniu i zakopać się z powrotem w pościeli. 3. Jeżeli nie lubicie ani Guardioli, ani Barcelony możecie napawac się jego smutkiem i z satysfakcją pokrzykiwać: "yes, yes, yes, w końcu przegrali jakiś mecz, teeraz wiecie jak ja i moja Odra czujemy się co tydzień" - wtedy odpowiadacie twierdząco na znak zapytania, i dzień zainaugurowany widokiem przygnębionego Guardioli będzie dla Was rzeczywiście dobry.

 

 

 

 

To jak, którą opcję wybieracie?