Sportowy alfabet Michała Bąkiewicza: od A do Z

Czy to przypadkiem nie na alfabet tego seksownego pana czekałyście z utęsknieniem od miesięcy? Cóż, wygląda na to, że wreszcie się doczekałyście.

 

 

A jak Anwil - klub koszykarskiej ekstraklasy, od którego propozycję gry dostał Michał w szczenięcych latach, kiedy to brał udział w koszykarskim turnieju. Ostatecznie jednak owej propozycji nie przyjął z duuużym wyprzedzeniem przewidując, że dziewczyny wolą siatkówkę od koszykówki.

 

B jak bracia. Bąku może się pochwalić posiadaniem aż dwóch starszych braci - Pawła i Roberta. Panów, niestety, bliżej nie znamy, ani też nie posiadamy ich portfolio, ale jakbyście kochani to czytali, nie zapomnijcie przysłać nam do redakcji paru słów o sobie, a najlepiej z towarzyszeniem fotek. Nasza niezawodna kobieca intuicja podpowiada nam, że ktoś spokrewniony tak blisko z Michałem B. po prostu musi być ciachem.  

 

C jak Cosmopolitan. I komentarz wydaje się zbędny...

 

 

D jak dekolt ciachowej redaktorki+Michał Bąkiewczicz+autograf = najszczęśliwsza chwila w całym różowym życiu Ciach  

 

 

E jak edukacja. Uwaga, dziewczęta! Mamy tu do czynienia z wyjątkowo ambitnym ciachem, któremu nie w głowie jedynie ulotna sportowa kariera, ale również daleka przyszłość - Michał jest absolwentem Politechniki Częstochowskiej na wydziale zarządzania i matketingu, co powinnyśmy docenić tym bardziej, że na swojej drodze do tego napotkał kilka przeszkód, które jednak nie przeszkodziły mu w osiągnięciu ostatecznego celu. Do kłód przez los pod smukłe nogi Michała rzucanych zaliczyć można, na przykład, podróżowanie z Olsztyna i z powrotem na uczelnię na wszelkie egzaminy i zaliczenia. Determinacja godna podziwu.  

 

F jak futbol. Zanim zaczął na poważnie zajmować się siatkówką, trenował właśnie piłkę nożną i ponoć to kopanie piłki, zamiast odbijania, całkiem nieźle mu szło za czasów szkolnych. Zainteresowanie tą dyscypliną zostało mu zresztą do dziś i kiedy tylko ma chwilę wolnego czasu, nie pogardzi obejrzeniem ligowego pojedynku. My zaś trochę żałujemy, że nie skierował swojej kariery na te tory, wszak jakby siatkówki nie wychwalać - nie ma w niej tej przepięknej prastarej tradycji pomeczowej wymiany koszulek.  

 

G jak głos. Bardzo bardzo przyjemny i bardzo bardzo seksowny. Czyż nie ?  

 

 

H jak hobby. W wolnych od treningów chwilach nie zajmuje się czymś takim znów arcyciekawym czy oryginalnym i, bynajmniej, nie skacze na bungee, nie trenuje tanga argentyńskiego i nie interesuje się mechaniką kwantową. Ale jak miliony ludzi na świecie, najczęściej poświęca czas na oglądanie telewizji, dobrych filmów, słuchanie muzyki, czytanie książek(!) oraz surfowanie po internecie. Michale, a jakbyś sobie kiedyś chciał trochę to wszystko urozmaicić, zapraszamy gorąco do naszej redakcji!  

 

I -  irracjonalne słodkie zdjęcie. Wykonane oczywiście podczas akcji siatkarzy w ramach fundacji "Herosi". Ach...

 

 

 

K jak kapitan. Na czas tegorocznej edycji Ligi Światowej Daniel Castellani mianował go na tę zaszczytną funkcję. I choć Misiek wzbraniał się przed nią rękami i nogami twierdząc, że on jest "człowiekiem od czarnej roboty", nie miał wyboru i liderem kadry musiał zostać. A skoro zawodnicy powinni brać przykład z kapitana, to...no, panowie, na co jeszcze czekacie, zdejmować nam tu koszulki, spodenki i pozować ma okładkę jakiegoś kobiecego pisma. Ale już!

 

L jak latanie. W przeciwieństwie do licznej grupy swoich kolegów z reprezentacji, nasz Michaś nie drży na dźwięk silnika samolotu, a nawet więcej, nie boi się W OGÓLE. Jest zdania, że tak jak do wszystkiego, tak i do wielogodzinnych lotów można się przyzwyczaić, a ostatnio nawet przyznał, że nawet je lubi. Co się zresztą dziwić, jakbyście spędzały z Winiarskim, Kurkiem i Bartmanem kilkanaście godzin w samolocie, też byście zapewne nie chciały lądować.  

 

M jak magiczne oczęta. Od których nie możemy oderwać oczu. Których spojrzenie powoduje, że w niecałą sekundę całe się rozpływamy. Przepiękne, magnetyczne, czekoladowe, jedne w swoim rodzaju.

 

 

N jak nalepszy przyjaciel - Wojtek Grzyb. Panowie poznali się już dość dawno temu, bo w SMS w Rzeszowie, gdzie wspólnie spędzili trzy lata, a później wspólnie występowali w AZS Olsztyn. I choć byli zmuszeni się rozstać, a dziś grają na co dzień w rywalizujących ze sobą drużynach, ich znajomość przetrwała i te trudności. I to się nazywa prawdziwa męska przyjaźń. Ale miejmy nadzieję, że do MB&WG im jeszcze bardzo daleko.  

 

O jak osobowość. Ognisty temperament to najprawdziwsza wizytówka Bąkiewicza i to, co Ciacha lubią w nim najbardziej. Żywiołowe reakcje, niekontrolowane wybuchy emocji, okrzyki złości/radości oraz ta (niesamowicie seksowna w jego wydaniu nawiasem mówiąc) sportowa złość - to cały nasz Michaś. A pomijając ten trudny charakterek, to również niebywale ''zdolny, pracowity, miły i skromny chłopak'', jak określił go szkoleniowiec polskiej reprezentacji. Dodajmy więc wszystko to do siebie, a otrzymamy najprawdziwszy ideał ciacha. Mniam

 

P jak pseudonimy, czyli Bąku, Miki oraz Misiek. Jakie one wszystkie przesłodkie i przeciachowe! Zgadnijcie, która z wyżej wymienionych ksywek to nasz niekwestionowany faworyt.  

 

R jak ręczna piłka. Chcecie "przypadkiem" natknąć się na Miśka? Koniecznie odwiedźcie halę "Relaks" w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie przychodzi on podziwiać popisy miejscowych szczypiornistów i szczypiornistek. A jeżeli zobaczycie rozemocjonowane, ubrane na różowo piękności z podnieceniem rozglądające się wokół, to tak, to my, też "przypadkiem" tam wpadłyśmy.  

 

S jak stan cywilny. Powiemy, a raczej napiszemy tylko jedno: K-A-W-A-L-E-R! Hmm...kiedy  to odjeżdża najbliższy pociąg do Bełchatowa?   

 

T jak Turniej Nadziei Olimpijskich. To właśnie jego organizatorom możecie dozgonnie dziękować, wszak gdyby nie impreza zorganizowana przez nich kilkanaście lat temu, nie byłoby Wam dane oglądać dziś Miśka na parkiecie - to właśnie na tym turnieju został dostrzeżony jego ogromny talent i to właśnie stąd trafił do Szkoły Mistrzostwa Sportowego.

 

U jak urazy. Oj, oj, w tym aspekcie Miki nie ma ani troszkę szczęścia, nie wiemy, czy to przez nadmiar cukru i słodyczy we krwi, ale kontuzje od samego początku kariery najwyraźniej uwzięły się na niego. Nie wierzycie? No to słuchajcie: przebył już operację kolana, poddał się zabiegowi kości piszczelowej, wybił kciuk w prawej ręce, miał zakrzepy w prawej dłoni, nie ominął go skręcony staw skokowy, jak również kontuzja pleców. Biedaczek.  

 

W jak wzrost. Michał to całe 197 cm boskiego ciała, ale gdy tylko odpowiednio wyskoczy, by zaatakować przeciwnika osiąga nawet 339 cm, a blokuje nawet te piłki o wysokości 328 cm.  

 

Z jak zaburzenia krążenia krwi - wspomniane już przy okazji literki U schorzenia, na które Michał cierpiał przez długie miesiące i która spędzała sen z powiek nie tylko jemu  i jego trenerom, ale i wszystkim jego fanom, w tym Ciachom. Ów tajemnicza choroba przydarzyła mu się w 2005 roku i wykluczyła z udziału w finale mistrzostw Polski, jak i w sezonie reprezentacyjnym. Jako że żaden z Polskich lekarzy nie potrafił zdiagnozować przyczyny bólu w ręce i jej niskiej temperatury, Raul Lozano znalazł Miśkowi najlepszych fachowców w samej Italii, którzy jednoznacznie stwierdzili, że są to zakrzepy w prawej ręce, które utrudniają przepływ krwi. Operację zatem wykonano pomyślnie, i choć z czarnymi rękawiczkami na rękach, Bąku mógł już w 2006 wrócić na parkiet, a Ciacha odetchnęły z ulgą.

 

Marina