Świńska grypa w PSG

Bo bycie ciachem wcale nie gwarantuje odporności na typowo ludzkie przypadłości. 

 

 

Te z Was, które z niecierpliwością i radością oczekiwały na wielki hit tej kolejki ligi francuskiej, pojedynek pomiędzy Paris Saint Germain a Olympique Marsylia, mogły poczuć się zdecydowanie mocno rozczarowane. Wszak nie było nam dane w niedziele podziwiać ani boskiej klaty Mahamadou Nianga, ani słodkiej buźki Lucho , ani innych zapierających dech w piersiach obrazków, jakich ujrzeć się spodziewałyśmy, gdyż owo spotkanie na szczycie zostało niespodziewanie...odwołane!  

 

I jeżeli jeszcze nie zaczęłyście się martwić, to właśnie powinnyście - sprawa jest o wiele bardziej poważna, niż by się mogło wydawać. Data rozegrania meczu nie została wcale przesunięta, bo piłkraze obrazili się na Ciacha i odmówili wyjścia na murawę, ale stało się tak z powodu epidemii "świńskiej grypy" w szeregach zespołu ze stolicy Francji. Zapewne znany wam dobrze z mediów wirus AH1N1 niespodziewanie wdarł się do szatni PSG i zaatakował niczego nie przeczuwających piłkarzy. Pierwszymi ofiarami byli Ludovic Giuly i Mamadou Sakho, a wczoraj do tego mało zaszczytnego grona dołączył Jeremy Clement. Na tym jednak nie koniec: choroba wciąż się rozprzestrzenia i jej objawy zaobserwowało u siebie już kilku kolejnych zawodników, na informację o czym Ciacha popadły w stan wysokiego zaniepokojenia. Czy jest na sali lekarz?

 

Chyba jednak jest, gdyż w zaistniałej, delikatnie mówiąc, sytuacji ekstremalnej zdecydowano się poddać cały sztab zespołu 72-godzinnej kwarantannie. Co będzie potem - się zobaczy. Drugi, nowy termin rozegrania meczu nie został jeszcze wyznaczony - piłkarz mogą więc bez zbytecznego stresu kurować się, zdrowieć oraz nabierać sił na ewentualne spotkanie. My zaś pragniemy poinformować szefostwo klubu, że gdyby zaszła taka potrzeba, żeby piłkarzami zaopiekowało się kilka uroczych pielęgniarek, to owszem, znamy kilka takich w różowych fartuszkach. 

 

Marina