Jak Jenson Button świętował mistrzowski tytuł?

Przypomnijmy tylko, że wyjątkowo nie było u jego boku nieodłącznej dotychczas Jessiki.

 

 

Znacie tę historię. W celach utrzymania lepszej koncentracji i kondycji fizycznej przed decydującym wyścigiem Jenson postanowił, że Jessica zostaje w domu. I tak jak przypuszczałyśmy, nienajlepiej to znosił. Szczególnie ciężko było po katastrofalnych dla niego sobotnich kwalifikacjach, w których, przypomnijmy, zajął dopiero 14. pozycję.

 

 - Po kwalifikacjach czułem się chory, ponieważ to było niesamowicie trudne. Bez Jessiki, byłem tutaj sam ze sobą - prawdę mówiąc, zapytałem chłopców, czy przyszliby i zostali w moim pokoju ostatniej nocy, ponieważ wiedziałem, że to będą trudne godziny - wyznaje Jenson. Myślicie, że, mimo wszystko, miał miejsce tradycyjny masaż stóp?

 

W noc kolejną nastrój świeżo upieczonego mistrza świata musiał być lepszy. Całonocne świętowanie umożliwił mu zresztą Rubens Barichello. Jak to? A tak, że pożyczył mu swój prywatny odrzutowiec, by Anglik mógł wrócić do kraju dopiero w poniedziałkowy poranek, a nie zwykłymi liniami używanymi przez śmiertelników już w niedzielę wieczorem, by zdążyć na imprezę PR-ową sponsora. A Jenson i tak nie skorzystał, bo podczas gdy cała ekipa Brawna świętowała, on po godzince zaledwie udał się do swojego pokoju hotelowego, bo, jak stwierdził, wolał ten wieczór spędzić w samotności.

 

- Każdy z nas świętuje w inny sposób, dla mnie najlepszym było po prostu zrelaksować się w spokoju. Rozmawiałam długo przez telefon z moją dziewczyną, mamą i resztą rodziny i tak do czwartej nad ranem, leżałam na łóżku z wielkim uśmiechem na twarzy - relacjonuje brytyjski kierowca.

 

Z drugiej strony, gdyby Jessica była jednak na miejscu, relacja ta wyglądałaby pewnie identycznie, z tym że obydwoje uśmiechaliby się i relaksowali do czwartej rano razem. Nie ma już więc co narzekać na nudną, niedostarczającą nam żadnych najmniejszych ploteczek i zupełnie niewinną imprezę Buttona.   

 

ruby blue