Sportowy alfabet Mariusza Wlazłego: od A do Z

Bo chyba nie tylko my umierałyśmy z ciekawości, co kryje się pod tym uroczym, pastelowym sweterkiem. I wcale nie chodzi nam o takie widoki, do jakich na naszym portalu przywykłyście. Niestety.

 

 

Alfabet Mariusza Wlazłego Jeśli na wakacje to do Międzyzdrojów Mariusz Wlazły został siatkarzem przez przypadek. Jako 11-latek trenował pływanie, aż któregoś dnia zastąpił kolegę na treningu siatkówki. I tak już zostało. B jak Bobas. 13 stycznia 2009 roku po raz pierwszy został ojciec - żona Paulina urodziła mu ślicznego synka, Arkadiusza. Oby urodę oraz talent odziedziczył zarówno po tatusiu, jak i tym, po którym odziedziczył swoje imię. C jak Cel życiowy. Naszym skromnym zdaniem i zapewne większości z Was, został już przez Wlazłego osiągnięty. Dlaczego ? Bo w tej rubryce napisał: "zostać na długo zapamiętanym przez społeczeństwo". Ha, chyba nie wątpisz Mariuszu, że kiedykolwiek uda nam się zapomnieć twój przesłodki, przeuroczy uśmiech? D jak Droga do siatkówki. Gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności, mógłby być dzisiaj drugim Michaelem Phelpsem. W wieku niespełna 11 lat regularnie ćwiczył pływanie, jednak na jednym z treningów siatkówki musiał zastąpić nieobecnego kolegę. Tak mu się to odbijanie spodobało, że na parkiecie został do dziś. H jak Hobby, czyli... odpoczynek. Sam zabójczo szczerze przyznaje. że po treningu kiedy ma czas tylko dla siebie, od razu kładzie się do łóżka i odpoczywa. Bo kocha spaaaać. Nie ma się zresztą co dziwić, dziewczęta, my osobiście po rozegraniu jednego takiego meczu, jakich Mariusz rozgrywa mnóstwo co chwilę, nie wstałybyśmy z łóżka przez następne kilka lat. Motto. Nieco buńczucznie brzmiące, ale za to jak pasujące do całego życiorysu Mariusza - " Co nas nie zabije, to nas wzmocni". I jak idealnie pasuje do nieszczęsnej kontuzji sprzed TYCH Mistrzostw Europy. Wakacje. Gdzie? Najlepiej w Międzyzdrojach, bądź Zakopanem. Z kim? ''Z ukochaną rodzinką'' w komplecie. Oczywista oczywistość, nawet te najbardziej optymistyczne z nas nie spodziewały się odpowiedzi: ''Z redakcją Ciach i innymi ciachami''.

Absurdalne plotki. Mariusz kilkanaście miesięcy temu nieźle się zdziwił, kiedy śledząc jedno z forów internetowych na swój temat, niespodziewanie dowiedział się, że jest ojcem ślicznej córeczki Madzi, ważącej 3100 gramów i mierzącej 51 centymetrów. Czego to ludzie nie wymyślą...i żeby to chociaż miało jakiś związek z jego ciachowatością.

 

Bobas. 13 stycznia 2009 roku po raz pierwszy został ojciec - żona Paulina urodziła mu ślicznego synka, Arkadiusza. Oby urodę oraz talent odziedziczył zarówno po tatusiu, jak i tym, po którym odziedziczył swoje imię.  

 

Cel życiowy, naszym skromnym zdaniem i zapewne większości z Was, został już przez Wlazłego osiągnięty. Dlaczego ? Bo w tej rubryce napisał: "zostać na długo zapamiętanym przez społeczeństwo". Ha, chyba nie wątpisz Mariuszu, że kiedykolwiek uda nam się zapomnieć twój przesłodki, przeuroczy uśmiech?

 

Droga do siatkówki. Gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności, mógłby być dzisiaj drugim Michaelem Phelpsem. W wieku niespełna 11 lat regularnie ćwiczył pływanie, jednak na jednym z treningów siatkówki musiał zastąpić nieobecnego kolegę. Tak mu się to odbijanie spodobało, że na parkiecie został do dziś. Drogi tajemniczy kolego, jeśli to czytasz, wiedz, że co najmniej kilkaset tysięcy kobiet w Polsce jest ci za to ogrooomnie wdzięczne.

 

Emo. Bo fryzura jaka jest, każdy widzi.  

 



Fotografia, jedna z jego większych pasji. W każdej, z nie tak znowu licznych, wolnych chwil, bierze aparat do reki i pstryka fotki, tak, że do dziś uzbierała się z tego niezła kolekcja zdjęć. Hm...chętnie byśmy ją obejrzały.

 

Gry komputerowe. Bo faceci, to faceci, każdy z nich lubi się w nie bawić. Nie inaczej jest z jednym z najprzystojniejszych i najzdolniejszych polskich siatkarzy. Mario jest prywatnie oddanym fanem ''Maxa Payne'a''. jeśli nie wiecie, to nie chcecie wiedzieć, co to za gra.  

 

Hobby, czyli... odpoczynek. Sam zabójczo szczerze przyznaje. że po treningu kiedy ma czas tylko dla siebie, od razu kładzie się do łóżka i odpoczywa. Bo kocha spaaaać. Nie ma się zresztą co dziwić, dziewczęta, my osobiście po rozegraniu jednego takiego meczu, jakich Mariusz rozgrywa mnóstwo co chwilę, nie wstałybyśmy z łóżka przez następne kilka lat.  

 

Interesujące ujęcie. Bo co dwie gołe klaty, to nie jedna.  

 

 

 

Panią na drugim planie pozwolimy sobie z premedytacją zignorować.

 

Jedzenie. Jego żona nie ma z nim najgorzej, gdyż zaspokoić jego kulinarne potrzeby wcale nie jest znowu tak trudno, a wręcz przeciwnie. Na idealny posiłek Wlazłego składają się: kurczak oraz...szklanka soku pomarańczowego.  

 

Królik. Mariusz w swoim mieszkaniu Bełchatowie skrywa przeurocze zwierzątko - maleńką, długowłosą królicę miniaturkę, o bliżej nie znanym nam imieniu. Podobno jest śliczna, choć i tak urodę swojego właściciela będzie jej trudno przebić.

 

Literatura. Tutaj jest, prawie że siatkarskim odpowiednikiem Wayne'a Rooney, bo choć więcej niż jedną książkę w swoim życiu przeczytał, to dziś już nie jest to raczej jego ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, a nawet więcej - unika ich jak ognia, niezgrabnie tłumacząc się szkolną traumą. Ale zapewne po tytuł "Ciacha. Historia prawdziwa" nie zawahałby się sięgnąć.

 

Motto. Nieco buńczucznie brzmiące, ale za to jak pasujące do całego życiorysu Mariusza - " Co nas nie zabije, to nas wzmocni". I jak idealnie pasuje do nieszczęsnej kontuzji sprzed TYCH Mistrzostw Europy.  

 

 

Niegrzeczne fanki. Bo choć zaznacza, że w większości zdarzają się te uprzejme i miłe, to często trafia też na mniej grzeczne. Kiedy biedny Mariuszek jest zmuszony pędzić do czekających na niego kolegów i przeprasza swoje wielbicielki, że musi zaprzestać rozdawania autografów oraz pozowania do zdjęć, oddane wyznawczynie wydają się niezbyt zadowolone i rzucają przykre uwagi o nieprzyjemnej treści, między innymi, że ''jest chamem i gwiazdorem'', a tych ostrzejszych osobiście sam woli nie cytować. No, drogie Panie, mamy nadzieję, że to Was nie dotyczy, inaczej byśmy się pogniewały.  

 

Osobowość. Szampon to trudny charakterek. Jest bardzo, bardzo, bardzo uparty, więc jak się na coś uweźmie, to nie ma rady. No i ambitny (choć, jak sam przyznaj,e często mu to w życiu przeszkadza) oraz pracowity (ale gdzieżby zaszedł w sporcie bez tych cech?). Co więcej, jest to wesoły (trudno nie zauważyć - ileż dystansu do siebie wymagał słynny już, kolorowy sweterek w serek?), sympatyczny i pogodny chłopak (bo jakżeby mu się bez tego udało zostać ulubieńcem Ciach?).

 

Powody do śmiechu. Ich najczęściej dostarczają mu występy kabaretów (które uwielbia), niektóre sytuacje w Polsce i...żarty kolegów z drużyny. Hej! Kogoś tu pominięto! A my i nasze cięte riposty oraz prześmieszne, błyskotliwe dowcipy?  

 

Rytuał przedmeczowy. Zawsze, ale to zawsze, przed każdym spotkaniem bez wyjątku, robi sobie przynajmniej dwugodzinną drzemkę, by zregenerować siły, później bierze prysznic, pije kawę na przebudzenie, przegląda najnowsze teksty na ciacha.net i jest gotowy oraz naładowany energią na czekający go mecz.

 

Szampon. Słynna ksywka i słynna historia ze słynnymi szamponami w roli głównej. Kiedy był jeszcze młody i beztroski, czyli na obozie z drużyną 18-latków, Mario wypowiedział głośno pewne, w zamierzeniu żartobliwe, słowa.  Miał jednak pecha, bo koledzy wzięli ową deklarację całkiem serio i natychmiastowo kazali mu przejść od słów do czynów. Jeśli więc powiedział "a", musiał powiedzieć "b" - zacisnąć zęby i ów szampon wypić, bo takie właśnie wyzwanie postawił sobie Wlazły, a potem musiał je wykonać. Piękna, wzruszająca historia, choć mimo wszystko idąc z duchem czasu, powinnyśmy ochrzcić go "Sweterkiem". Nie pytajcie dlaczego.  

 

Towarzyszka życia - Paulina Drewicz. Zanim 17 czerwca 2006 biorąc ślub doprowadzili wspólnie do zbiorowej rozpaczy przedstawicielki płci pięknej na całym globie, byli parą już od kilku lat. Najprawdopodobniej połączyła ich wspólna pasja - Paulina również jest siatkarką, a przez dłuższy czas wspólnie występowali w Skrze Bełchatów. W szczegóły tej znajomości jednak nie będziemy się zagłębiać, nie lubimy zbytnio łamać serca sobie i naszym kochanym Czytelniczkom.  

 

 

Ulubiona muzyka. Choć to zależy od nastoju, to najczęściej zalicza do niej hip hop, rock i pop. Ha, to się nazywa rozbieżność. Zaś jeśli chodzi o konkretnego wykonawcę, jest ogromnym fanem 50 Centa.  

 

Wakacje. Gdzie? Najlepiej w Międzyzdrojach ("ciche miejsce, idealne na wakacyjny relaks"), bądź Zakopanem (lubi chodzić po górach). Z kim? ''Z ukochaną rodzinką'' w komplecie. Oczywista oczywistość, nawet te najbardziej optymistyczne z nas nie spodziewały się odpowiedzi: ''Z redakcją Ciach i innymi ciachami''.

 

Złość. Na szczęście u Wlazłego nie powodują jej ani natarczywe fanki, ani nadmiar koloru różowego, ale, jak to często w wypadku wielkich talentów sportowych i nie tylko bywa, do szału doprowadza go zwykła ludzka niemoc. Lubi sobie wtedy porządnie krzyknąć i przekląć. Z nami możesz przestać się kontrolować, Mariusz.

 

Marina