Z cyklu: ciacha niedoceniane - Neil Robertson zwycięża w Grand Prix w Glasgow

Właściwie nie tyle niedoceniane a zdecydowanie za mało na naszych łamach eksponowane. Bo o walorach tego australijskiego snookerzysty nikt nas nie musi przekonywać. Gorzej z dyscypliną przez niego uprawianą.  

 

 

Będziemy z Wami szczere -  snooker nie jest dyscypliną spędzającą nam sen z powiek i paznokcie z palców. Mimo, że o jego potencjale same się już mogłyśmy przekonać. Prawdopodobnie, gdyby nie nasze wierne i oddane czytelniczki, w ogóle nie dowiedziałybyśmy się, że gdzieś w Szkocji odbywa się właśnie turniej Grand Prix, w którym Neil poczyna sobie wyśmienicie. A właściwie poczynał bo turniej zakończył się w niedziele efektownym zwycięstwem Robertsona nad  Ding Junhuiem 9 -4 (cokolwiek miałoby to oznaczać).

 

Mogłybyśmy w tym miejscu oczywiście podać statystyki meczu i krótki przegląd sukcesów sportowych Neila okraszonych wycinkami z historii snookera, ale wolimy sypnąć paroma ciekawostkami dotyczącymi blondwłosego i leworęcznego Australijczyka. Otóż, mimo sukcesów osiąganych w tej dyscyplinie, jest ona jednocześnie przyczyną konieczności dokonania najtrudniejszego wyboru w całym jego, jak przyznaje życiu, a mianowicie zostawienie rodziny i przyjaciół w rodzinnym kraju i przeprowadzka na Wyspy Brytyjskie, kolebkę sookera. Gdyby nie sport, zostałby grafikiem komputerowym, albo kucharzem, bo świetnie gotuje. Jego ulubiony film to Skazani na Shawshank, a wśród najchętniej słuchanych muzyków wymienia Timbalanda, Metallicę i Guns & Roses. I ,dodając już całkowicie od nas, nosi fajne sweterki. A wiecie, że w dzisiejszych czasach wcale o to nie łatwo.

 

A czy blondwłosy chłopczyk z Australii podoba się i Wam?

Czy podoba Ci się Neil Robertson?