Fabio Cannavaro niewinny!

A nie mówiłyśmy?

 

 

Kiedy w piątkowy poranek, jak grom z jasnego nieba, gruchnęła na nas zatrważająca informacja, że test antydopingowy Włocha dał wynik pozytywny, a w jego organizmie wykryto substancję (kortyzon) znajdującą się na liście środków zakazanych, z niedowierzania przecierałyśmy umalowane oczy (jakie tragiczne skutki miało to dla makijażu - nie będziemy nawet wspominać). Nie mogłyśmy nawet dopuścić do myśli faktu, że nasz idealny, nieskazitelny, wręcz święty(!) Il Capitano dopuścił się tak haniebnego czynu, jakim jest - z trudem potrafimy to wymówić - doping.  

 

Jak się jednak wczorajszego przepięknego dnia okazało, niepotrzebnie rwałyśmy sobie włosy z głowy, pisałyśmy petycję do Włoskiej Komisji Antydopingowej i głęboko zmartwione dzwoniłyśmy w środku nocy do Fabio, troskliwie pytając o samopoczucie, gdyż cała sprawa już się wyjaśniła. Na korzyść Canny. I Ciach. Bo to jednak była wina pszczoły i przeklętego uczulenia oraz biurokratycznego incydentu, a nie seksownego piłkarza Juventusu Turyn i jego apetycznej klaty. A zatem, nie przedłużając niepotrzebnie napięcia, oficjalnie ogłaszamy: ON JEST NIEWINNY!!! Czysty tak nieskazitelnie,  jak domowe stroje "Królewskich" i cnotliwy jak...hmm.. Ciacha. No dobra, może raczej Torresik. Jakże jednak mogło być inaczej?  

 

Wczoraj specjalne oświadczenie tej treści wydał sam Włoski Komitet Olimpijski, potwierdzając przytaczaną wcześniej przez sztab "Starej Damy" wersję wydarzeń: pszczoła - ukąszenie - zastrzyk (z kortyzonem) ratujący życie - poinformowanie ekipy medycznej reprezentacji - wysłanie stosownego pisma do komisji antydopingowej - i oczyszczając jednocześnie uroczego oskarżonego z zarzutów.  

 

Zgodnie z czym wyrażenie "Cannavaro+doping" możemy ponownie uznać za oksymoron i wyrzucić z naszego słownik raz na zawsze. Najlepiej od zaraz zacznijmy świętować pomyślność decyzji oraz to, że widmo zdyskwalifikowania Il Capitano odeszło w zapomnienie, zatem w środę, mimo wcześniejszych obaw, będziemy mogły podziwiać go w pełnej krasie na murawie w pojedynku z Cyprem.  

 

I nie żebyśmy się, ten, no, przechwalały, ale pamiętaj Fabio, kto zawsze i nieustannie w ciebie wierzył. My! I nasze kochane Czytelniczki też, czyż nie?