Sport.pl

Dlaczego przegrana Polski wyjdzie nam wszystkim na dobre

Najnowsza, zaskakująco odkrywcza, choć nieco skandalizująca teoria Ciach.  Oraz - obiecujemy - ostatnia w ciągu i jedna z bardzo nielicznych w nadchodzących czterech latach okazji, by napisać o ludziach, którzy na to nie zasługują.

 

 

Może sprawił to poranny przegląd gorących fotek Davida Beckhama, może dzisiejsza kawa wcale kawą nie była, ale raczej jakimś wysokoprocentowym napojem, a może z racji swojej cudownej pracy czujemy się zobowiązane patrzeć na świat przez, jakżeby inaczej, różowe okulary. Nie mniej jednak, doszłyśmy do wniosku, że pora zaprzestać tych wszystkich ogólnonarodowych lamentów, narzekań i wylewania łez, bo tak naprawdę nie ma się czym smucić. Polska reprezentacja, owszem, zagrała beznadziejnie, owszem, nie awansowała na Mistrzostwa Świata w RPA i owszem, nie wystąpi w żadnym meczu o punkty ani w żadnym żadnym meczu w ogóle aż do spotkania na otwarcie Euro 2012, ale....jak się za chwilę dowiecie, według naszej najnowszej teorii, wszystko to nam prędzej czy później wyjdzie na dobre i w zasadzie to powinnyśmy się cieszyć. Dlaczego? Mamy na to dziesięć całkiem przekonujących argumentów.  

 

1. Gdybyśmy tylko wygrali oba te spotkania, istniałoby spore ryzyko, że trenerem naszej reprezentacji pozostałby, tym razem już na stałe, Stefan Majewski. Co nie widzi się ani Ciachom, ani kibicom, ani piłkarzom, ani komukolwiek innemu, wyłączywszy może samego Stefka, co też nie jest pewne, Latę i Jerzego Dudka.  

 

2. Stres związany z czyhającymi niebezpieczeństwami i wysoką przestępczością w RPA mógłby zaszkodzić urodzie Ludovicia Obraniaka i innych naszych reprezentacyjnych ciasteczek. A tego byśmy za żadne skarby nie chciały.

 

3. Dalej łudziłybyśmy się, że nasza kadra narodowa może coś na tych mistrzostwach osiągnąć, a rozczarować się lepiej późno niż później.  

 

4. Unikniemy prześladującego jak fatum naszą reprezentację, od lat sprawdzającego się na imprezach mistrzowskiej rangi scenariusza, którego mamy już po dziurki w nosie: nie będzie meczu otwarcia przegranego w fatalnym stylu.

 

5. Nie będzie przyprawiającego nas o zawał serca meczu o wszystko, przegranego w pełnych dramatyzmu okolicznościach, mimo zaciskania kciuków i usilnych starań zmęczonych motywacyjnymi okrzykami płuc polskich kibiców.

 

6. Nie będzie meczu o honor, który zwykle odbiera nam go doszczętnie.  

 

7. Zaoszczędzimy sobie wstydu na globalną skalę. Wszak nie chciałybyśmy widzieć miny Messiego po ujrzeniu "genialnych" podań naszych biało-czerwonych.  

 

8. I dwucyfrowych wyników na niekorzyść Biało-Czerwonych w przypadku trafienia do grupy z fenomenalną Hiszpanią.  

 

9. Nie będzie dylematów moralnych Ciach, czy podczas dwóch transmitowanych jednocześnie mundialowych spotkań wybrać to z beznadziejnie grającą, ale NASZĄ kadrą, czy to z pięknymi Anglikami i ich zapierającymi dech w piersiach zagraniami. Jeden problem z głowy mniej.  

 

10. Świadomość, że wraz z naszą reprezentacją sięgnęłyśmy już sportowego dna, że gorzej już być nie może, że doświadczyłyśmy największego poziomu beznadziejności, jest dziwnie pocieszająca. Pomyślcie tylko, drogie Panie, teraz kiedy już wiemy jakie to uczucie, już nic nie jest nam straszne, a co więcej teraz może być tylko lepiej.  

 

I tego się kurczowo trzymajmy, bowiem jeśli tak dalej pójdzie nawet tym z nas o największej wyobraźni i najróżowszych okularach może zabraknąć argumentów.

 

Marina

Więcej o: