Formułowe podsumowania ciachowe: wypadki, przejażdżki, Roberta przypadki

Same się sobie dziwiąc, chyba się cieszymy, że to już ostatnie podrygi obecnego formułowego sezonu.

 

 

Mimo że ostatnie wyścigi są całkiem ciekawe, mimo że walka o tytuł mistrzowski nie jest jeszcze rozstrzygnięta, a w Japonii tryumfował nasz trochę-bardziej-faworyt-niż-Jenson-Button, Sebastian Vettel. I nawet nie dlatego, że Jaime Algersuari rozbił się w miniony weekend wyścigowy dwa razy, a Kimi Raikkonen nadal nie ściął włosów (zmuszając Ciacha do bluźnierczego stwierdzenia o przydatności i uzasadnieniu estetycznym stosowania kasków), odczuwamy zniecierpliwienie tym, co się dzieje na torach.   

 

Wszystko przez króla pecha i nieszczęścia, żółtych flag i czarnych kotów migających przed oczami, ciężkich bolidów wyjeżdżających tuż przed nosem, deszczów, samochodów bezpieczeństwa i wszystkiego nie w porę- Bobby'ego K. Ten, który powiedział, że każdy pech się kiedyś kończy, nie oglądał najwyraźniej zbyt dużo wyścigów Formuły 1.

 

Ale. Kończąc już tym z malkontenckim tonem, mamy dla Was ciekawostkę wyjątkowo nie z toru, a dotyczącą wydarzeń tuż sprzed wyścigu. Pamiętacie jeszcze obrazki z dekoracji kierowców po Grand Prix Singapuru, w trakcie której Fernando Alonso i Lewis Hamilton stosowali wszystkie znane nam i nieznane, używane przez nas najczęściej w środkach komunikacji miejskiej techniki udawania, że się nie widzi niezbyt lubianego znajomego? Zapomnijcie o nich. Panowie najwyraźniej jakby trochę przysypali ziemią topór wojenny. Kiedy bowiem podczas parady kierowców przed wyścigiem zepsuł się pojazd wożący Lewisa, to właśnie Alonso zatrzymał się i zaprosił Hamiltona do swojego samochodu. A wcześniej niewzruszony przejechał obok ponoć wielki przyjaciel Brytyjczyka, Nico Rosberg. Wspólna przejażdżka i przyjazna pogawędka panów wyglądała tak:

 

 

A to ci dopiero.

 

ruby blue