Fabregas ma Barcelonę we krwi

I seksapil. I słodycz. I ciachowatość, czego zapewne zapomniał dopowiedzieć autor powyższych słów, czyli Xavi.  

 

 

Ale trzymajmy się meritum, dziewczęta: o przenosinach Cesca Fabregasa do Barcelony słyszymy nie od dziś, to nie tylko ulubiony temat mediów na całym świecie, ale również i samego zainteresowanego, który pytany o zmianę klubu, odpowiada, że jeżeli kiedykolwiek, że jeżeli w ogóle, że jeżeli przypadkiem, to tylko i wyłącznie - Blaugrana. Oczywiście, nic w tym dziwnego, w końcu to Katalończyk, wychowanek klubu i jeden z najprzystojniejszych najlepszych piłkarzy na świecie, pasowałby tam wręcz idealnie. Podobnego zdania co Ciacha jest również kolega Cesca z reprezentacji Hiszpanii, niejaki Xavi Hernandez, którego od dziś również możecie z powodzeniem nazywać ambasadorem Fabregasa w Barcelonie.

 

Reprezentant "Dumy Katalonii" wydaje się tym być sprawą wyraźnie rozgorączkowany i gorąco apeluje do swoich szefów, by czym prędzej się za ściągnięcie Fabregasa na Camp Nou zabrali, a najlepiej już w najbliższym okienku transferowym wykupili go z Londynu. "Po co te emocje?"," Po co ten pośpiech?" - zapytacie. Xavi już grzecznie wyjaśnia: bo Barcelona to przeznaczenie Cesca. Bo nawet sobie nie zdajemy sprawy, jak bardzo chciałby z nim grać. Bo C-Fab ma Barcelonę we krwi. Bo jest fenomenalnym piłkarzem. Bo świetnie się rozumieją. Jeszcze jakieś pytania, dziewczęta? Tak też myślałyśmy.

 

Co więcej, w tych zapewnieniach nie przeszkadza mu nawet fakt, że w razie realnego zakupu, będzie on jego rywalem w podstawowym składzie Barcelony - obaj są pomocnikami i to grającymi na podobnych pozycjach. Jednak i na ten zarzut ma Xavi satysfakcjonującą nas odpowiedź : - W meczach reprezentacji zawsze świetnie się rozumiemy, mimo tego, że wszyscy powtarzają, że nie możemy grać razem. Finał Euro 2008 pokazał, że to nieprawda - tłumaczy. No tak, przyjaźń i seksowni koledzy przede wszystkim.

 

My oczywiście nic przeciwko tej przeprowadzce nie mamy, choć może tylko troszkę obawiamy się, jak zareagujemy na tak ciachowy skład na murawie, grający tak magiczną piłkę (nie wspominając o potencjalnym wówczas osłabieniu ukochanych Kanonierów). Zastanawia nas raczej coś innego, a mianowicie ta niespotykana wcześniej gorliwość Xaviego. Czy stało się coś, o czym nie wiemy? Czyżby poczuł się nagle w zespole samotny? A może zwyczajnie tęskni za kolegą z kadry narodowej? Cóż, chyba pomału zaczynamy go rozumieć, jakby była możliwość transferu Fabregasa do naszej redakcji też nie przebierałybyśmy ani słowach, ani w czynach, ani innego rodzaju środkach, byle tylko dopiąć swego. 
 
 
 
 

Marina