Formułowe podsumowania ciachowe: nocne życie formułowców

Grand Prix Singapuru to chyba najładniejszy wyścig w całym kalendarzu. Czy równie ciekawy? Powiedzmy.

 

 

Cienka czerwona linia: Nico Rosberg. Przejechanie linii, tudzież krawężnika oddzielającego wyjazd z alei serwisowej od toru, to wyczyn, którego nie jest nam dane za często w wyścigach oglądać. Udało się to wczoraj Nico Rosbergowi, który zamiast pewnego miejsca na podium do mety nie dowiózł ani jednego punktu. A do spółki z również ukaranym Sebastianem Vettelem, zapewnił spokojne zwycięstwo Lewisowi Hamiltonowi (który przechadzając się z Nicole Scherzinger zadał kłam powszechnie powtarzanym plotkom o rozpadzie związku).

 

Czasem słońce: Fernando Alonso. Większego szczęściarza w Formule chyba nie ma. Jego nazwisko pojawiało się w kontekście dwóch największych afer ostatnich lat (afera szpiegowska i crashgate) i z obydwu wyszedł bez szwanku i udowodnienia winy. Wczoraj, podobnie jak w ubiegłorocznym Grand Prix Singapuru, w wywalczeniu dobrej pozycji pomógł mu safety car (tym razem wyjeżdżający bez pomocy kolegi z teamu). Ale, oddając sprawiedliwość, samochód bezpieczeństwa sprzyjał też innym kierowcom. Poza jednym oczywiście.

 

Czasem deszcz: Robert Kubica. Jemu zawsze pod górkę, wiatr w oczy i safety car wyjeżdżający nie w porę. Bez cienia ironii. Na całe szczęście, w heroicznej walce o jeden punkt, górą był Kubica. Mimo że tuż za nim czaił się japoński samuraj i Kimi ''Zobaczcie jak bardzo mogę się oszpecić'' Raikkonen. W gronie pechowców znajdzie się również miejsce dla Sebastiana Vettela, który i tak mimo kary przejazdu przez aleję serwisową jakoś się punktowo wybronił. A jechał bez lusterka. Tak, nasza empatia dla niego jest duża.

 

Poszukiwacz zaginionej Arki: Nick Heidfeld. Czego będzie szukać niemiecki kierowca po wczorajszym wyścigu? Nam wydawało się, że w związku z nieciekawą  sytuacją obecnego teamu i swoją własną renomą, obiektem poszukiwań Nicka będzie nowy pracodawca. Ale QuickNick za swój najnowszy cel obrał sobie znalezienie mózgu dla Adriana Sutila. Dokładnie tak. Wszystko przez kolizję w której obaj uczestniczyli, zawinionej przez kierowcę Force India. Sutil przeprosił  i dostał karę po wyścigu, ale Nick i tak komentując zajście w słowach nie przebierał. Ciekawe jak będzie z przebieraniem ofert pracy po sezonie.

 

ruby blue