Adebayor niegrzecznie prowokuje

''Słodka zemsta Emanuela A.'', odcinek pierwszy.

 

 

Na początek, pytanie na rozgrzewkę : jak najlepiej zemścić się na byłym klubie, z którego bardzo, ale to bardzo chciałeś jak najszybciej odejść i wymusiłeś to wiecznym marudzeniem i użalaniem się, jak tam ci źle i niedobrze? Czyż nie odpowiedziałybyście zgodnie: "Chrzanić to, że zemsta najlepiej smakuje na zimno - w pierwszej konfrontacji obu zespołów strzelam przepięknego, efektownego gola i ostentacyjnie z niego się cieszę (na przykład poprzez zdjęcie koszulki)"? Dobra odpowiedź, grzeczne dziewczynki, jednak Emanuel Adebayor, jako niezwykle kreatywna jednostka, postanowił dodać coś od siebie - a mianowicie pozbawił przeciwnika jednego z większych atutów, masakrując twarz najprzystojniejszego piłkarza w drużynie. Gola, owszem, także strzelił, owszem, był on efektowny, owszem, Emmanuel ostentacyjnie z niego się cieszył, z tą tylko różnicą, że nie przed tą właściwą trybuną, nie przed tymi właściwymi kibicami.

 

Ale zacznijmy od początku, w sobotę, w ramach 4. kolejki Premier League, Manchester City zmierzył się z Arsenalem Londyn i reprezentant Togo po raz pierwszy od transferu do "The Citizens" (za 25 mln funtów nawiasem mówiąc) stanął naprzeciw swoich byłych kolegów. Obyło się jednak bez dyplomatycznych uścisków dłoni i uprzejmych pogawędek, a Adebayor wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego przystąpił do realizacji planu "patrzcie co straciliście i żałujcie, frajerzy". Ofiary? Robin van Persie i godność kanonierskich kibiców. 

 

W drugiej połowie spotkanie, podobno "przypadkowo", podobno "starając się trafić w piłkę", Adebayor nadepnął na twarz słodkiego Robina van Persie, zapewniając tym samym sobie wściekłość Ciach po wsze czasy. Tak potraktować kolegę? Kopnąć? W tę przepiękną twarz? Naszego ukochanego holenderskiego pupilka? No to przesadziłeś, Emmanuel. Sam biedny poszkodowany jest zresztą podobnego zdania. - Zrobił to celowo, cieszę się, że nie doznałem groźniejszego urazu, niewiele brakowało, by trafił mnie w oko - powiedział Robin po meczu, a nas tylko jego partnerka oraz rozległa wpływowość szejków powstrzymały od natychmiastowego lotu do Londynu, by opatrzyć rany naszego przystojnego poszkodowanego i przytulić na pocieszenie oraz późniejszego udania się do Manchesteru i uprzejmie pokazania panu Adebayorowi, z kim zadarł i kto tu jest specjalistą od słodkiej zemsty. 

 

Na szczęście, jak domniemamy, na wyręczenie nas w tym drugim przynajmniej znalazła się spora grupka chętnych. W 80. minucie antybohater meczu podwyższył rezultat na 3:1 i niesiony falą radości przebiegł murawę, by swoje trafienie mógł świętować z kibicami...Arsenalu. Broń Boże nie Manchesteru, którego barwy obecnie prezentuje. Stare przyzwyczajenia, czy może brzydka prowokacja?- Poniosło mnie. Przepraszam - tak nieskładnie tłumaczył się Togijczyk. 

 

Bądźmy jednak spokojne, na zwykłym "przepraszam" i ostrej naganie Ciach cała ta nieprzyjemna sprawa nie powinna się zakończyć - oba niepokojące incydenty zauważyła i zanotowała angielska federacja piłkarska, która obiecała uważnie im się przyjrzeć i w razie czego wystosować odpowiednią karę dla sprawcy. A jakby panowie pytali nas o zdanie, to ze swojej strony proponowałybyśmy karne sprzątanie szatni na Emirates Stadium oraz czyszczenie i polerowanie korków van Persiego przed każdym meczem tego sezonu. Jakieś inne, ciekawe propozycje, dziewczęta?

 

P.S. Bogu dzięki, że Adebayor nie wyładował swoich emocji na niezwykle kruchym i wrażliwym ciachu, Tomasie Rosicky'm, który po wielu (zbyt wielu) miesiącach przerwy spowodowanych przewlekłą kontuzją wreszcie powrócił na murawę i swoją osobą znacznie zwiększył nasze wrażenia estetyczne z sobotniego meczu. 

 

Marina