Jak wygrać ze Słowenią ? - siedem niezawodnych sposobów

Czas wziąć sprawy w swoje ręce, drogie Panie. 

 

 

Jak wygrać ze Słowenią? czy również i w Waszym głowach to pytanie rozbrzmiewa tak często, że czujecie się prawie jak selekcjoner polskiej reprezentacji? To mecz o być albo nie być na przyszłorocznym mundialu w RPA, a mając w pamięci nasze mecze o wszystko, czujemy paraliżujący lęk przed dzisiejszym wieczorem. Na samą myśl, że może nam się nie udać, niemiłosiernie nas mdli, nie czekając więc na nadchodzącą katastrofę same postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce i rozwiązać ten palący problem. Z doświadczenia wiemy, że pozostawienie ważnych spraw facetom prawie nigdy nie wychodzi nikomu na dobre - urządziłyśmy zatem redakcyjną burzę różowych mózgów i na efekty nie trzeba było długo czekać - sprawa jest prostsza niż przypuszczałyśmy.

 

Wybaczcie, ale z rozpędu nasz "Ciachowy Plan Doskonały Zlikwidowania Słoweńców" (w skrócie CPDNZS) pomnożył się razy siedem. Nie martwcie się jednak, to raczej wróży nam dobrze, siódemka podobno przynosi szczęście.

 

1. Wariant uczciwy. Co prawda, zgodny z wszelakimi zasadami fair play i innymi pierdołami, ale zupełnie nie odnoszący pożądanych skutków w wypadku "Biało-czerwonych". Powiedzmy sobie szczerze, walka do ostatniego tchu, gryzienie trawy, zostawienie płuc i serca na boisku, zakończone efektownym zwycięstwem raczej nam nie wychodzi. Nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy nam bardzo zależy.  

 

2. Wariant ciachowy. Co Wy, kochane dziewczęta, na to, by zorganizować naszym reprezentantom w tempie natychmiastowym w pełni profesjonalną, rozbieraną sesję zdjęciową? Oni się rozbiorą, ponętnie uśmiechną, my porobimy parę fotek do naszego rodzinnego albumu, a potem panowie wybiegną na boisko i zdobędą komplet punktów. Prosimy się nie śmiać, ta teoria ma silne podłoże naukowe: Fabio Cannavaro po sesji prawie nago na okładkę Cosmo, wkrótce po tym został mistrzem świata, David Beckham po owocnej współpracy z Armanim i jego bielizną trafił do Milanu, nie wspominając już o naszych siatkarzach i słynnym kalendarzu, tylko patrzeć jak w ostatnich miesiącach im idzie. To jak będzie, panowie ?

 

3. Wariant "na litość". Uwierzcie nam, prostszego w wykonaniu sposobu na pokonanie Słoweńców nie znajdziecie. Wystarczy tylko zorganizować im małą projekcję filmową pt. "Biało-Czerwoni A.D.2009" ze zmontowanymi scenami z eliminacji do Mistrzostw Świata w RPA, ze szczególnym uwzględnieniem dwumeczu z Irlandią Płn. oraz horroru ze Słowacją. Ewentualnie, dla lepszego efektu, dorzuciłybyśmy coś z Euro 2008 (może karny w meczu z Austrią?), bądź ostatecznie kilka urywków z blamażu z Ekwadorem na mundialu w Niemczech. Nie ma innego wyjścia - po tym dziele nasi rywale nie będą mieli ochoty nas dobić, musieliby być bez serca. Zmartwieni więc naszym okrutnym losem i ogarnięci współczuciem na pocieszenie strzelą dwa samobóje. Z góry dzięki, chłopcy.

 

4. Wariant "przyjacielska rada". Michale Żewłakowie, oto zadanie bojowe dla ciebie: stojąc w tunelu przed wyjściem na murawę wdaj się w krótką przyjacielską pogawędkę z kapitanem Słoweńców i niby to mimochodem napomknij, że bądź co bądź Polacy celowo uzbierali tak skromny dorobek punktowy, bo na mundial od początku jechać nie chcieli. Bo zbyt duża przestępczość. Bo stanowczo za wysokie temperatury. Bo za daleka droga i kilkunastogodzinny lot samolotem wcale się wam nie widzi. Bo Ciacha i tak pozostaną w swojej redakcji, a wy ich opuszczać wcale nie macie zamiaru. Kapitan Słowenii po konsultacji z kolegami na pewno dojdzie do wniosku, że co jak co, ale oni tymi "frajerami", którzy pojadą do RPA, być nie zamierzają, a nawet więcej - zrobią nam na złość, byśmy i my tam w końcu trafili i sprezentują nam swoją beznadziejną grę na boisku z bonusowym kompletem punktów. My jesteśmy za.

 

5. Wariant ryzykowny - szantaż. A co byście powiedziały na to, gdyby na krótko przed meczem nasz kapitan przeszedł na trybunę honorową i uciął sobie krótką pogawędkę z Michelem Platinim i lekko zasugerował, że albo odda Polakom walkowera w tym meczu (brzydkie koszulki Słoweńców będą tym oficjalnym powodem), albo z Euro 2012 na naszych pięknych stadionach i atrakcyjnych polskich kibicek na trybunach nici. Co prawda, jeśli Misiek nie będzie w nastroju do negocjacji, Polska może wylecieć z hukiem z UEFA, ale przecież kto nie ryzykuje ten nie wygrywa, prawda?

 

6. Wariant randkowy. Sprawa jest prosta, panowie: zdobywacie nazwę i adres hotelu w którym przed meczem stacjonują rywale, dopisujecie numery pokojów wraz z nazwiskami poszczególnych graczy i dostarczacie do naszej redakcji. Uczynne i gotowe na wszystko rzesze fanek zrobią zaś sobie wycieczkę krajoznawczą po Mariborze, połączą przyjemne z pożytecznym i już postarają się, by Słoweńcy nie zjawili się na przedmeczowym treningu, a podczas samego spotkania nie w głowie im były założenia taktyczne trenera, a już tym bardziej strzelenie gola. Ma się swoje sposoby.

 

7. Wariant ekstremalny. Uprowadzić kadrę narodową Hiszpanii i pod groźbą zgolenia im ich nowych, ukochanych zarostów zmusić do włożenia biało-czerwonych trykotów i wybiegnięcia na murawę w Słowenii. Jakbyście tego jeszcze nie zauważyły, Torresik to zaginiony brat bliźniak Smolarka, a Puyol jest prawie identyczny jak Jacek Krzynówek. Na nasze szczęście, wielu sędziów ma znaczne problemy ze wzrokiem i jeśli tylko Leo Beenhakker skorzysta z naszej pomocy w pojmaniu zakładników, wynik 20:0 powinien być tylko formalnością.

 

Teraz zaś nie pozostaje nam nic innego, jak na pięknym różowym pergaminie wydrukować nasze propozycje nie do odrzucenia i czym prędzej przefaksować do Maribory, do ośrodka naszej reprezentacji. Już oczami wyobraźni wyobrażamy sobie, jak piłkarze zbierają się na radzie drużyny, Mariusz Lewandowki odczytuje nasze słowa, a później, nie mogąc się zdecydować na jeden z wariantów, urządzają głosowanie. Na angielski przetłumaczyłyśmy tylko numer drugi, żeby przypadkiem Roger i Ludo nie mieli wątpliwości, na co oddać swój cenny głos.  

 

Żarty jednak na bok. Polska reprezentacja MUSI dziś wygrać, nawet jeśli miałaby w tym celu zaparkować swój klubowy autokar w bramce przeciwników, a swoją wynieść na trybuny. Cel uświęca środki, a dziś nasz cel to zdrowie psychiczne Ciach i honor polskiego futbolu.   

 

Marina