Cesc Fabregas a gotowanie

Mrożąca krew w żyłach relacja z akcji gotowania obiadu przez młodego Hiszpana.

 

 

Przestroga dla dzieci i piłkarzy-amatorów samodzielnego pichcenia: pozostawiony na rozgrzanym palniku kuchenki garnek (z zawartością lub bez) po pewnym czasie zacznie się palić! A stąd już tylko krok do mini lub maksi-pożaru, przerażenia sąsiadów, grupy strażaków na głowie i kompromitujących informacji na Ciachach.

 

Tak bowiem mniej więcej wyglądała ostatnia przygoda Cesca z łyżką i patelnią. W miniony weekend, sąsiadów Fabregasa wprawiły w zaniepokojenie wydobywające się z mieszkania piłkarza kłęby ciemnego dymu. Po chwili namysłu, drżący o życie i zdrowie kanonierskiego asa, świadkowie zdarzenia wezwali brygadę straży pożarnej. Tylko po to, jak się okazało, żeby ci przyjechali, zapukali do drzwi ogarniętego żywiołem domostwa i...zastali zawstydzonego gwiazdora, tłumaczącego się z nieudanej próby gotowania - czego, do tej pory nie wiemy.

 

Już wyobrażamy sobie tę speszoną minkę winowajcy, te przepraszające oczka...Cała sytuacja skończyła się, na całe szczęście, bez ofiar i bez prób gaszenia nawet. Nas tylko nurtuje jedna kwestia - dlaczego sąsiedzi samodzielnie wcześniej nie spróbowali zakołotać do Cescowych bram? Czy naprawdę do takich wyczynów potrzeba aż jednostek specjalnych? Czyżby blask sławy Hiszpana z dala oślepiał wszelkich zbliżających się do apartamentów naszego bohatera śmiałków? A może po prostu Fabregas nie cieszy się sympatią wśród lokalnej społeczności?

 

Pytania te (i wiele innych) musimy pozostawić bez odpowiedzi.

 

olalla