Sport.pl

Wstrząsające marzenie Lampsa

I dlaczego JT mógłby być niezbyt zadowolony, gdyby się o nim przypadkiem dowiedział.

 

 

 

 

Szokujące marzenie Lampsa JT mógłby być niezbyt zadowolony, gdyby się o nim przypadkiem dowiedział. Frank Lampard wyjawił wszem i wobec, że marzy o grze z Wayne'm Rooney'em. Co na to John Terry? Jeżeli w waszym bliskim otoczeniu znajduje się postać przystojnego kapitana The Blues, czym prędzej zatkajcie mu uszy, zasłońcie oczy, skutecznie odwróćcie uwagę (Wy już dobrze wiecie jak), albo najlepiej odsuńcie jak najdalej od ekranu komputera. To co teraz wyjawimy nie będzie dla niego ani miłe, ani przyjemne. A w najgorszym wypadku wyjście tej prawdy na jaw mogłoby się zakończyć separacją, a nawet (o Boże!) definitywnym rozwodem? Zanim jednak ten koniec ciachowego świata nastąpi, a JT&FL staną się tylko samym Johnem Terry i samym Frankiem Lampardem jesteśmy zobowiązane wyjawić Wam przyczynę całego zamieszania. Londyn, 15 sierpnia 2009 roku, słońce właśnie zachodzi na horyzontem, kiedy do stojącego nieopodal dziennikarza podchodzi wyglądający świetnie jak zwykle, pomocnik Chelsea, druga połówka JT, Frank Lampard. I wtedy, zupełnie niespodziewanie, ku zaskoczeniu wszystkich wokoło, oznajmia spektakularnie: "Wayne jest najbardziej utalentowanym graczem, z jakim kiedykolwiek grałem...". No to pojechałeś po bandzie, Lampsy. Okej, rozumiemy, podziw dla kolegi z reprezentacji, malutka jego reklama na rynku transferowym i te sprawy, ale czy przypadkiem o kimś nie zapomniałeś? Niestety o pomyłce nie mogło być mowy, co boleśnie, acz skutecznie udowadniają nam jego dalsze słowa. Jakie słowa? Nieokiełznany potok wręcz ociekających lukrem komplementów pod adresem Rooneya: "Wayne jest niewiarygodny" lub też: "Dostałby się do jakiegokolwiek klubu na świecie", "Marzę o grze z Rooney'em". Skontaktujemy się z Wami, drogie Czytelniczki, jak tylko zakończymy naszą intensywną terapię z naszym osobistym psychoanalitykiem, odzyskamy nasze zszargane zdrowie psychiczne, a wszystko w Ciacholandii wróci do normy. Czyli za jakieś sto lat.

Jeżeli w waszym bliskim otoczeniu znajduje się postać przystojnego kapitana The Blues, czym prędzej zatkajcie mu uszy, zasłońcie oczy, skutecznie odwróćcie uwagę (Wy już dobrze wiecie jak), albo najlepiej odsuńcie jak najdalej od ekranu komputera.

 

To co teraz wyjawimy nie będzie dla niego ani miłe, ani przyjemne. A w najgorszym wypadku wyjście tej prawdy na jaw mogłoby się zakończyć separacją, a nawet (o Boże!) definitywnym rozwodem?

 

Zanim jednak ten koniec ciachowego świata nastąpi, a JT&FL staną się tylko samym JT i samym FL jesteśmy zobowiązane wyjawić Wam przyczynę całego zamieszania.

 

Londyn, 15 sierpnia 2009 roku, słońce właśnie zachodzi na horyzontem, kiedy do stojącego nieopodal dziennikarza podchodzi wyglądający świetnie jak zwykle, pomocnik Chelsea, druga połówka JT, Frank Lampard. Kosmyki włosów seksownie powiewają mu na wietrze, a on w między czasie zalotnie uśmiecha się do obserwujących z ukrycia całą sytuację Ciach.

 

I wtedy, zupełnie niespodziewanie, ku zaskoczeniu wszystkich wokoło oznajmia spektakularnie: Wayne jest najbardziej utalentowanym graczem z jakim kiedykolwiek grałem....

 

No to pojechałeś po bandzie, Lampsy. Okej, rozumiemy, podziw dla kolegi z reprezentacji, malutka jego reklama na rynku transferowym i te sprawy, ale czy przypadkiem o kimś nie zapomniałeś? Niestety o pomyłce nie mogło być mowy, co boleśnie, acz skutecznie udowadniają nam jego dalsze słowa.

 

Jakie słowa? Nieokiełznany potok wręcz ociekających lukrem komplementów pod adresem Rooneya: Wayne jest niewiarygodny lub też: Dostałby się do jakiegokolwiek klubu na świecie.

 

Nie, nie, stop!

 

Wychodzimy, nie możemy tego więcej słuchać, decydujemy. W tych ciężkich chwilach czujemy się nadzwyczaj solidarne ze zdradzonym w chwili obecnej Johnem Terry'm. Jednak na odchodnym do uszu dochodzi nam coś, czego wcale usłyszeć nigdy byśmy nie chciały -......

 

"Marzę o grze z Waynem Rooneyem".

 

WR&FL? Chyba raczej WTF?!

 

Dziękujemy nie mamy nic więcej do powiedzenia, skontaktujemy się z Wami, drogie Czytelniczki, jak tylko zakończymy naszą intensywną terapię z naszym osobistym psychoanalitykiem, odzyskamy nasze zszargane zdrowie psychiczne, a wszystko w Ciacholandii wróci do normy. Czyli za jakieś sto lat.

 

P.S. Nie wiemy czy wiecie, ale jedna z nas czuje jakąś niewytłumaczalną, głęboką sympatię do Wayna Rooneya, graniczącą nawet z podejrzaną afektacją. Jej zadowolonego uśmiechu też nie jesteśmy w stanie znieść....

 

Marina

 

 

P.S. Poszukująć odpowiednich zdjęć do tego artykułu, natrafiłyśmy na coś takiego:

 

 

Więc może słowa Franka są tylko formą wyrafinowanej zemsty? "Jeśli Ty z Becksem, to ja z Rooneyem"? 

Więcej o: