Bardzo specjalny Diabeł

Czyli wspaniały "The Special One" o ambitnych planach na przyszłość.  

 

 

Czy sprawiła to wielce przygnębiająca porażka "Nerazzurrich" w spotkaniu z Chelsea ? Czy to efekt traumatycznego dla Jose rozwodu z małżonką? Chęć przygody? Pragnienie powrotu do Premier League? A może Pan Speszial po raz kolejny (który to już?) nas prowokuje i właśnie niezmiernie cieszy się na myśl o zamieszaniu tym wywołanym? Jedno jest pewne, odpowiedzi na te pytania w najbliższym czasie nie otrzymamy, a z powodu tych poniższych kilku zdań wypowiedzianych na konferencji prasowej, nie dane nam będzie spać przez kilka dobrych nocy.  

 

- Jeśli na Old Trafford będą chcieli, żebym zastąpił sir Alexa Fergusona, zrobię to - oznajmił doniośle "The Special One", a nam chwilowo odebrało mowę. No dobrze panie Mourinho, nie od dziś bynajmniej jest pan przymierzany do ławki trenerskiej na Old Trafford, nawet otrzymał pan specjalne (a może raczej weri speszial) błogosławieństwo od samego sir Alexa Fergusona, ale żeby od razu takie oficjalne deklaracje? No tak, mogłyśmy się domyśleć, to zupełnie w pana stylu. Jednak Portugalczyk, żeby nie być zupełnie gołosłownym oraz by zamknąć otwarte z wrażenia usta wszystkim niedowiarkom, nie omieszkał odpowiednio uzasadnić swoją, być może trochę szokującą, wypowiedź. - Uwielbiam Anglię. Tamtejsza liga [a również DD, JT, kochany Lamps i wielu innych  - przyp. red.] jest niesamowita. Ma niepowtarzalną atmosferę. A my mogłybyśmy od siebie dodać, że od kiedy z United odszedł Cris, zwolniło się trochę miejsca na wybujałe ego i Jose mógł tam przybyć już bez obaw, że ktokolwiek odbierze mu choć trochę gwiazdorskiego splendoru i wszechobecnej uwagi mediów.

 

Ciacha zatem z niecierpliwością czekają, aż swoje buńczuczne zapowiedzi JM wprowadzi w czyn i zdradzi kolejną ligę dla uwielbianej przez siebie angielskiej. Wszak nie mogłybyśmy odmówić sobie przyjemności obserwowania Jose, jak podejmuje kolejne wielkie życiowe wyzwanie - tym razem, teoretycznie niewykonalne zastąpienie manchesterskiego pół-boga i trenera-legendy, Fergiego. Nie mówiąc już o niezwykle ekscytujących i mrożących krew w żyłach pojedynkach nowo objętej drużyny z tą starą, acz darzoną przez niego wielkim sentymentem, "The Blues".

 

"The Special One", jak dobrze, że jesteś. Bez ciebie futbol to nie byłoby to samo.

 

Marina