Nowozelandzki mistrz taekwondo zakłada dom publiczny

Czyli niecodzienny sposób Logana Campbella na zdobycie pieniędzy.

 

 

Cóż, sportowcy (a przynajmniej niektórzy) nie raz dawali dowody tego, że do najstarszego zawodu świata sentyment mają szczególny. Nowozelandczyk postanowił więc jedynie ową relację wykorzystać, tudzież zrobić krok na przód i, zamiast na owych związkach pieniądze tracić, zdecydował się je pomnożyć. Jak? Otóż - ku rozczarowaniu pewnie sporej części fanek - nie samego siebie wystawiając na sprzedaż (co chyba też nie byłoby takim złym pomysłem), ale otwierając przybytek, w którym inni mogliby korzystać z usług pań do towarzystwa.

 

I bynajmniej myli się ten, kto myśli, iż to zamiłowanie do rozpusty pchnęło nowozelandzkiego mistrza taekwondo do takiego przedsięwzięcia (no może troszeczkę - wszak decydując się na taki interes musiał choć trochę lubić i znać tę branżę). Nie - twierdzi Nowozelandczyk - to bieda zainicjowała to posunięcie. Zdaniem Campbella, nie jest on po prostu w stanie, bez dodatkowych funduszy, przygotować się do Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku.

 

- Nie ma sensu, żebym jechał na Olimpiadę tylko dla statystyk, a jeśli pojadę, chcę walczyć o medal - tłumaczył  swoje działanie jednej z nowozelandzkich stacji telewizyjnych.

 

Niestety, może okazać się, że Campbell nie pojedzie do Londynu nawet dla statystyk. Jego pomysł nieszczególnie przypadł bowiem do gustu członkom Komitetu Olimpijskiego, którzy zapowiadają, że przez taką działalność może on w ogóle stracić szanse na reprezentowanie swojego kraju na Igrzyskach.

 

My, musimy przyznać, mamy mieszane uczucia - oczywiście, pewnie lepiej niż ktokolwiek inny rozumiemy potrzebę posiadania dodatkowych funduszy, jednak niekoniecznie zdobytych w taki sposób. Zdecydowanie preferujemy na przykład takie akcje.

 

bint