Wyznania Boruca

Zapomnijecie o "Wyznaniach" Świętego Augustyna, "Wyznaniach" Ushera, Wyznaniach Gejszy i Dzienniku nimfomanki. Oto pojawił się wywiad, który odmienił nasze życie, a przynajmniej nadchodzący weekend. Artur Boruc wyznaje "Rzeczposopolitej"

 

 

Wyznania Boruca Pojawił się wywiad, który odmienił nasze życie. Boruc wyznaje "Rzeczposopolitej" Zapomnijcie o "Wyznaniach" Świętego Augustyna, Wyznaniach Gejszy i Dzienniku nimfomanki. Oto pojawił się wywiad, który odmienił nasze życie W głębi duszy zawsze wierzyłyśmy, że całemu zamieszaniu wokół Boruca winne są "złe kobiety". W głębi serca nigdy nie przestałyśmy go kochać, szanować, kibicować jego poczynaniom. Teraz, po lekturze wywiadu do całej gamy naszych uczuć dołączyła jeszcze litość i chęć obrony Arcziego przed złym światem. Obszerny wywiad z Borucem zatytułowany jest iście po Borucowsku "Tylko Bóg mnie osądzi". Dowiadujemy się z niego między innymi, że Artur wcale nie jest jeszcze po rozwodzie, że żona go szantażuje, choć on dał jej pięć mieszkań w Warszawie (ile?!? Pięć? Pięć. Mieszkań. W Warszawie.), że wszystkiemu wcale nie jest winna Sara i że boiskowym kłopotom naszego bramkarza winne są kłopoty osobiste. "Na moją formę w meczu w Belfaście czy wcześniej w Bratysławie wpłynęła sytuacja osobista. - mówi Borsuk - Wszystko jedno czy wychodzisz właśnie grać dla reprezentacji, czy idziesz do fabryki na szóstą rano, pewnych sytuacji nie da się przeskoczyć, zapomnieć". Jakich sytuacji? "Szantażowania, grania na uczuciach. Chociażby takich jak wiadomość od żony, że nie zobaczę więcej swojego syna." Czy nie mówiłyśmy, że to zła kobieta? To nie koniec brudnych zagrywek Kasi. Jako instrumentu szantażu używa ona ich synka Aleksa, z którym pozwala się widzieć mężowi tylko pod ścisłą kontrolą. "Kiedy jadę z wizytą do syna, nie mogę z nim posiedzieć sam przez dziesięć minut. Jak wychodzę z nim na spacer, metr za mną idzie teściowa, bo boi się, że go porwę". Dalej Artur wyznaje, że jedyne czego w życiu żałuje, to właśnie ożenku z Kasią w tak młodym wieku Dla tych z Was, którym motylki zatrzepotały z radości mamy jednak złe wieści. Boruc kocha Sarę. Jej właśnie dedykowany jest słynny tatuaż. Łącząc się z nimi w bólu, pozostajemy w minorowym nastroju, aż do momentu ujrzenia jakiejś nagiej klaty.

W głębi duszy zawsze wierzyłyśmy, że całemu zamieszaniu wokół Boruca winne są "złe kobiety". W głębi serca nigdy nie przestałyśmy go kochać, podziwiać, szanować, zatrudniać w naszych niegrzecznych fantazjach, kibicować jego poczynaniom. Teraz, po lekturze wywiadu w "Rzeczpospolitej", do całej gamy naszych uczuć dołączyła jeszcze litość i chęć obrony Arcziego przed złym światem.

Arczi... jak już będzie Ci źle nie do wytrzymania, to nasza redakcja znajduje się w Warszawie, na Czerniakowie, na ulicy... ale przejdźmy do rzeczy.

 

Obszerny wywiad z Borucem zatytułowany jest iście po Borucowsku "Tylko Bóg mnie osądzi". Dowiadujemy się z niego mnóstwa ciekawych rzeczy, między innymi, że Artur wcale nie jest jeszcze po rozwodzie, że żona go szantażuje, choć on dał jej pięć mieszkań w Warszawie (ile?!? Pięć? Pięć. Mieszkań. W Warszawie.), że wszystkiemu wcale nie jest winna Sara (choć i tak jej nie lubimy), od czego tak naprawdę jest uzależniony, i że  boiskowym kłopotom naszego bramkarza winne są kłopoty osobiste.

 

"Na moją formę w meczu w Belfaście czy wcześniej w Bratysławie wpłynęła sytuacja osobista. - mówi Borsuk - Wszystko jedno czy wychodzisz właśnie grać dla reprezentacji, czy idziesz do fabryki na szóstą rano, pewnych sytuacji nie da się przeskoczyć, zapomnieć".

 

Jakich sytuacji? "Szantażowania, grania na uczuciach. Chociażby takich jak wiadomość od żony, że nie zobaczę więcej swojego syna. Ona wychodzi z założenia, że jest poszkodowana, i jej jedynym zajęciem jest zepsucie mi życia." Czy nie mówiłyśmy, że to zła kobieta? W dodatku pogłoski o rozwodzie są mocno przesadzone.

"Obiecała mi rozwód, ale później z wszystkiego się wycofała. Polskie prawo jest takie, że jeśli w rodzinie jest małe dziecko, to nie dostanie się rozwodu, gdy moja żona powie w sądzie, że mnie kocha. Nie potrafię sobie teraz ułożyć życia, wyciszyć się, tak jak chcę (...) Tak samo, jak nieprawdą jest, że to ja ją zostawiłem, bo zakochałem się w innej kobiecie. Kasia wyprowadziła się pierwsza, przed mistrzostwami Europy, powiedziała, że ma dość takiego życia."

 

To nie koniec brudnych zagrywek Kasi, którą zawsze uważałyśmy za uosobienie łagodności i dobrego serca, niemal ideał WAG. Jako instrumentu szantażu używa ona ich synka Aleksa, z którym pozwala się widzieć mężowi tylko pod ścisłą kontrolą. "Kiedy jadę z wizytą do syna, nie mogę z nim posiedzieć sam przez dziesięć minut.Jak wychodzę z nim na spacer, metr za mną idzie teściowa, bo boi się, że go porwę. Cała tamta rodzina uważa, że jestem niezrównoważony psychicznie, że jestem alkoholikiem". Czy Wy w takiej sytuacji potrafiłybyście zatrzymać Irlandię?

 

Dalej Artur wyznaje, że jedyne czego w życiu żałuje, to własnie ożenku z Kaisą w tak młodym wieku. Dla tych z Was, którym motylki zatrzepotały z radości mamy jednak złe wieści. Boruc kocha Sarę. "Czas, kiedy ją poznawałem, był najprzyjemniejszy w moim życiu" - mówi. I to jej właśnie dedykowany jest słynny, kontrowersyjny tatuaż. "Pod koszulką jest dalsza część - addicted to S, czyli od Sary. To był prezent dla niej na walentynki. Ludzie oczywiście widzą tylko "addicted", i chyba więcej nie chcą zobaczyć, bo tak się lepiej sprzedaje.".

 

Nie Artur, nie chodzi o to, że tak się lepiej sprzedaje. Chodzi o to, że tak mniej boli Twoje wielbicielki. Łącząc się z nimi w bólu, pozostajemy w minorowym nastroju, aż do momentu ujrzenia jakiejś nagiej klaty. Tymczasem pocieszamy się wstrząsniętym nie zmieszanym Martini i popisami Artura.