Sport.pl

Sportowy alfabet Xabiego Alonso: od A do Z

Xabierze Alonso Olano, strzeż się! Ciacha właśnie zgodnie postanowiły, że będziesz wprost idealnym kandydatem do tego, by rozebrać cię na czynniki pierwsze we wtorkowy poranek. Za wszystko możesz winić, między innymi, to zdjęcie, które znacznie nas do tego zachęciło. 

 

 

Auto. Kocha prowadzić, nic dziwnego zresztą - my też byśmy to kochały gdyby w naszym garażu stało przepiękne Audi 3.  

 

Barcelona. Wbrew baskijskiemu pochodzeniu, Xabi czuje się bardzo związany ze stolicą Katalonii, a wszystko dlatego, że w dzieciństwie mieszkał tam wraz z rodziną przez całe sześć lat, kiedy jego ojciec grał w barwach "Dumy Katalonii".

 

Czytelnik. Uwielbia czytać książki, a już szczególnie te poświęcone kulturze starożytnego Egiptu i dlatego gorąco wszystkim poleca do obowiązkowej lektury "La ley del desierto" i "La justicia del visir egiptologas" autorstwa Christiana Jaqsa.

 

Dziwne przesądy. Cóż, być może w tym tkwi cała tajemnica jego sukcesu, ale fakt, że Xabi Alonso przed każdym meczem wszystkie ubrania zakłada  dokładnie(!) w takiej samej kolejności, bo twierdzi że przynosi mu to szczęście, nigdy nie przestanie nas dziwić. A już na pewno zawsze będziemy się zastanawiać, co zakłada jako pierwsze.

 

Edukacja. Co doprawdy rzadko spotykane we współczesnym futbolu na tak wysokim poziomie, Xabi (niezniechęcony faktem, że kolega Stevie dostał dyplom wyższej uczelni w bonusie) w przerwie między kolejnymi meczami znajduje czas na studiowanie na uczelni biznesowej. Równocześnie przyznaje, że naprawę nie jest mu łatwo pogodzić obydwa niezwykle czasochłonne zajęcia, za co Ciacha jeszcze bardziej go podziwiają. Wszak inteligentni mężczyźni podobają nam się jeszcze bardziej.  

 

Finanse. Jak widać, kryzys finansowy nie omija również ciach, nawet bogatych ciach i dotkliwie daje się we znaki urokliwemu Hiszpanowi. Tym gorzej, że trafił na takiego wykształconego biznesmena, który głupi nie jest i zdaje sobie sprawę z nagłego pomniejszenia majątku: - Naturalnie my, piłkarze, także o tym myślimy, nie jesteśmy głupi. Kiedy wartość twojego kontraktu spada o 30 procent, nie możesz być szczęśliwy - i Xabi szczęśliwy nie jest, bo przez kryzys jego pensja uszczupliła się z 92,200 tys. tygodniowo do 76,700 tys. Normalnie nic, tylko się załamać.  

 

Galacticos. Jak połowa piłkarzy Premier League i przynajmniej trzy czwarte "The Reds" znalazł się na "krótkiej" liście życzeń króla okienka transferowego, Florentino Pereza. Xabiego jednak nie skusiły ani wielkie pieniądze, ani rodzinny kraj i legenda "Galacticos". Oświadczył, ze w najbliższym czasie nigdzie z Liverpoolu nie wybiera. Mądre posunięcie.

 

Hiszpania. Choć na mistrzostwach Europy 2008 na murawie pojawiał się głównie z ławki rezerwowych, to jednak ma też swój znaczny udział w późniejszym sukcesie całej reprezentacji. W ostatnim grupowym spotkaniu z Grecją rozegrał cały mecz z opaską kapitańską na ramieniu, dzielnie zastępując zmęczonych kolegów.  

 

''Inni". Nie, ''Gladiator", nie komedie romantyczne z Julią Roberts, tylko właśnie horror z Nicole Kidman pod tytułem "Inni" jest jego ulubionym filmem. Powiedzieć, że odetchnęłyśmy z ulgą, to mało.  

 

Jedzenie. Xabi jest prostym facetem, nie dla niego wymyśle specjały i inne oryginalne dania, a do szczęścia (przynajmniej kulinarnego) potrzebna jest jedynie grillowany homar. Xabi, nie chcemy się chwalić, ale takiego homara jakiego my robimy, to nie robi nikt. Inna sprawa, ze z prostota ma to niewiele wspólnego.

 

Kumpel. Od dzieciństwa jego najlepszy przyjacielem jest inny piłkarz, Mikel Arteta. Panowie poznali się grając jako juniorzy w klubie o wdzięcznej nazwie, ''Muszlowa Plaża'' (Playa de la Concha) i od zawsze marzyli o wspólnej grze w Realu Sociedad. Pragnienia tego nie udało się im jednak spełnić, Mikel dostał dużo bardziej kuszącą propozycję z Barcelony i został zmuszony opuścić swojego wiernego przyjaciela, który samotnie dołączył do wymarzonego klubu. Co ciekawe, dziś przyjaźń obu piłkarzy wystawiana jest na próbę każdorazowo w derbach Liverpoolu - Arteta gra obecnie w drużynie lokalnego rywala "The Reds", Evertonie. A tak swoją drogą, Xabi mógłbyś nas z kolegą zapoznać, widzimy w nim naprawdę, ale to naprawdę wielki potencjał.   

 

Lingwistyczne umiejętności. Z racji miejsca urodzenia i późniejszej gry w Realu Sociedad, płynnie posługuje się baskijskim dialektem, a jego przeprowadzka do Liverpoolu zaowocowała znajomością angielskiego. Całkiem niezłą, jak miałyśmy okazję się przekonać

 

Marzenia. Największym jego marzeniem było zdobycie z Realem Sociedad tytułu Mistrza Hiszpanii, co mimo jego szczerych chęci się nie udało i w La Liga udać się jakoś nie mogło. Zresztą, to nawet dobrze, Xabi przyrzekł, że jeśli tak się stanie to z euforii...ogoli się na łyso. To by było doprawdy nieciekawy i nieciachowy widok, jak by wyglądał nasz Xabi-lew bez charakterystycznej grzywy i zarostu, dlatego w zamian gorąco polecamy realizację innych marzeń: odwiedzenie Australii lub ponowna wizyta w Irlandii.

 

Nagore . Hiszpanie widocznie już tak mają, bo tak jak Fernando Torres, tak i Alonso poznał wybrankę swojego serca we wczesnym dzieciństwie. Xabi i Nagore spotkali się "dopiero" osiemnaście lat temu w San Sebastian i od tego czasu zdążyli się już całkiem dobrze poznać. Choć para nie zalegalizowała swojego związku, to nie mamy co liczyć na inny finał tej historii, zwłaszcza, że w marcu 2008 roku przyszedł na świat ich pierwszy potomek - synek Jon, którego tatuś z dumą prezentuje na Anfield Road po każdym meczu. My natomiast ze swojej strony możemy mieć w pełni uzasadnione pretensje do naszych ojców, że w weekendy nie zabierali nas na hiszpańskie place zabaw, byśmy mogły wówczas poznać miłość swojego życia.

 

Osobowość. Xabi jest spokojnym, sympatycznym facetem, który jednak jest niesamowicie uparty i usilnie dąży do wyznaczonego sobie celu. Jest odporny na presję, ale nienawidzi, gdy życie jest niesprawiedliwe (my też!). Dobra wiadomość dla Was wszystkich: Hiszpana naprawdę nietrudno jest doprowadzić do śmiechu, gdyż, jak przyznaje, śmieszą go nawet kiepskie dowcipy. Xabi, my znamy kilka, naprawdę, ale to naprawdę słabych.

 

Pepe Reina jest najwierniejszym, najbardziej oddanym i największym fanem swojego kolegi z szatni, a jego zalety mógłby wymieniać bez końca. - To bardzo spokojny, cudowny facet a przy tym bardzo przyjacielski i pomocny. Ma wszystko: klasę, pasję, przegląd sytuacji boiskowej. Tak jak powiedziałem: wszystko - zachwala Pepe. A Ciachom nie pozostaje nic innego, jak podpisać się pod stwierdzeniem przemiłego kolegi-bramkarza obiema rękami.  

 

Rodzina. Ku naszej niemałej uciesze, Hiszpan posiada starszego brata Mikela, który mimo to spokojnie mógłby uchodzić za jego brata bliźniaka. Zwłaszcza, że podobnie jak jego bardziej popularny brat zajmuje się piłką nożną i jest po prostu najprawdziwszym hiszpańskim ciachem. 

 

 

 

Sport. Od czasu do czasu lubi zabawić się w Rafaela Nadala i poszaleć na korcie, jednakże z reguły należy do kanapowych kibiców i uwielbia z ojcem oglądać w telewizji kolarstwo i piłkę nożną.

 

Talent wokalny. Jeśli stanieje coś, czego w przeciwieństwie do urody, talentu, pieniędzy i wielu wielu innych rzeczy nasz kochany Xabier nie posiada, to z pewnością są to umiejętności wokalne. O jego poważnych brakach w tym aspekcie boleśnie przekonałyśmy się zresztą jako jurorki w prestiżowej Ciachowej Liście Przebojów, gdyż udziału w której nieuważnie zaprosiłyśmy Hiszpana, czego nazajutrz nasz wrażliwy słuch muzyczny szczerze żałował.  

 

Upodobania muzyczne. W swoim iPodzie ma piosenki hiszpańskiego zespołu "Las letras de Sabina" oraz, jak to ładnie ujął "trochę klasyki", czyli utwory Nirvany i Queen. To się nazywa różnorodność.   

 

Wzory do naśladowania. Jak dla każdego małego chłopca, tak i dla Alonso idolem od najmłodszych lat był sam ojciec, nic zresztą dziwnego, skoro on również był piłkarzem, występował w Barcelonie i w każdej wolnej chwili był osobistym trenerem syna. Poza kręgami rodzinnymi Xabi podziwiał szczególnie Pepa Guerdiolę oraz Ronaldo Koemana, dlatego tym bardziej dziwi nas, dlaczego mały piłkarz nie zechciał szkolić swoich umiejętności w słynnej szkółce "Dumy Katalonii", La Masia.

 

Zdjęcie. Każdorazowo oglądając je nie możemy zdecydować się, czy wolałybyśmy być na miejscu Xabiego, czy może jednak Steviego. Jedno jest pewne: prawdopodobnie byłybyśmy tam bardziej na miejscu niż jeden ze zbędnych panów. Popularyzacja zjawiska JT&FL w Lidze Angielskiej coraz bardziej zaczyna nas niepokoić.  
 

Więcej o: