Sport.pl

Wyprzedaż Realu rozpoczęta

Nawet kieszeń Florentino Pereza nie jest tak całkiem bez dna. 

 

 

Tajemnicą nie jest i nigdy nie było, że od dawna finanse Realu Madryt nie mają się najlepiej. Choć to raczej zdecydowanie zbyt mało powiedziane, jeżeli weźmie się pod uwagę setki milionów euro "Królewskiego" długu. Nowy-stary prezes, Florentino Perez, miał ponoć wszystkiemu w magiczny sposób zaradzić i za swojej kadencji znacznie zmniejszyć zadłużenie. Panowie, mamy dla was jednak złą wiadomość: wzięliście niewłaściwego człowieka. No chyba, że kupno (tylko na rozgrzewkę!) dwóch największych gwiazd piłki nożnej za "skromną" kwotę 160 mln euro można uznać za oszczędzanie. I choć "Flo" powtarza, że to nic innego, jak inwestycja na przyszłość, która szybciej niż nam się wydaje się zwróci, w hurtowo kupowanych przez fanów gadżetach z nazwiskami nowych nabytków...bla bla bla..., to Perez sam chyba nie do końca temu wierzy i postanowił zorganizować małą sezonową wyprzedaż dla swoich kolegów po fachu, oficjalnie proponując im kupno aż dziewięciu wicemistrzów Hiszpanii.

 

Włodarze Galacticos przed kilkoma dniami wystosowali notatkę do kilku co poważniejszych klubów Premier League,  która mówi, iż w przyszłym sezonie niekoniecznie muszą widzieć w szatni na Santiago Bernabeu szanowne towarzystwo w składzie: Ruud van Nistelrooy, Klaas-Jan Huntelaar, Rafael van der Vaart, Mahamadou Diarra, Gabriel Heinze, Wesley Sneijder, Arjen Robben, Royston Drenthe oraz Javier Saviola. Decydenci z Madrytu zdradzili również, że całkiem miło by było, gdyby znalazł się ktoś, kto się biednymi, niechcianymi zgubami zaopiekuje - zakupi i na stałe ugości w swoich progach lub w razie braku chętnych na tę propozycją (w co osobiście nie potrafimy uwierzyć) - choć wypożyczy na krótszy okres czasu.

 

Ciacha są co najmniej równie zaskoczone jak Wy podobnymi wyborami menadżera Galacticos, ale pan Perez już dawno udowodnił nam, że posiada niezwykłą logikę zrozumiałą tylko dla siebie samego. I na nic nasze desperackie wymachiwanie różową flagą i ostrzegawcze napominania, że z samych rozkapryszonych, zarabiających krocie Haribo drużyny marzeń w żadnym razie nie da się zbudować i że w każdej szatni jest potrzebny niejeden skromny Xavi czy inny Iniesta, pracowicie harujący na sukces całego zespołu. Perez jednak z zabójczą determinacją przeprowadza punkt po punkcie swój Galaktyczny plan. Abyśmy tylko pod koniec sezonu nie musiały przypominać z satysfakcją: "A nie mówiłyśmy", czego naprawdę bardzo byśmy nie chciały.

 

Marina

 

Więcej o: