Zdjęcie dnia: cztery gole Arszawina

A Łukasza Fabiańskiego parad bez liku. Cieszymy się szczęściem Arsenalu.

 

 

Boski Arszawin Ustrzelał cały worek goli! W ostatnim meczu Andriej Arszawin strzelił aż cztery gole! Miał się chłopak z czego cieszyć! Szkoda tylko Fabiańskiego, który cztery gole puścił... Fajnie, że Polak nie załamał się po swoich fatalnych sobotnich urodzinach, kiedy to praktycznie z jego winy "Kanonierzy" odpadli z rozgrywek o Puchar Anglii. Tym razem Fabiański puścił aż cztery bramki, jednak nikt do Polaka pretensji nie miał. Tym bardziej, że liczba udaremnionych przez Łukasza prób znacznie przewyższała 4. Fajnie, że Arszawin już zupełnie zadomowił się w nowej drużynie, strzela bramkę za bramką i bije wszelkie rekordy - jak przyznał po spotkaniu, jeszcze nigdy nie wcześniej nie udało mu się zdobyć czterech goli w jednym spotkaniu. Fajnie, że Arsene Wenger może być dumny z jednego z najbardziej udanych transferów w swojej karierze - i chodzi tu właśnie o ściągnięcie Arszawina. Fajnie, że Andriej nadal mówi po angielsku pociesznie i z trudem - to przypomina nam, że nadludzie nie istnieją. Fajnie że kanonierska młodzież tak dobrze sobie radzi

Fajnie, że Polak nie załamał się po swoich fatalnych sobotnich urodzinach, kiedy to praktycznie z jego winy "Kanonierzy" odpadli z rozgrywek o Puchar Anglii. Tym razem wpuścił aż cztery bramki, jednak o nie nikt do Polaka pretensji nie miał. Tym bardziej, że liczba udaremnionych przez Ł-Faba prób znacznie przewyższała 4.

 

Fajnie, że Arszawin już zupełnie zadomowił się w nowej drużynie, strzela bramkę za bramką i bije wszelkie rekordy - jak przyznał po spotkaniu, jeszcze nigdy nie wcześniej nie udało mu się zdobyć czterech goli w jednym spotkaniu.

 

Fajnie, że Arsene Wenger może być dumny z  jednego z najbardziej udanych transferów w swojej karierze - i chodzi tu właśnie o ściągnięcie Arszawina.

 

Fajnie, że Andriej nadal mówi po angielsku pociesznie i z trudem - to przypomina nam, że nadludzie nie istnieją.

 

 

 

 

Fajnie że kanonierska młodzież  tak dobrze sobie radzi.

 

Ale NIEFAJNIE, że los odwrócił się od Liverpoolu i Torresa. We wczorajszym spotkaniu nie byli gorsi - tak po prostu wyszło. Niemniej, szanse na mistrzostwo Anglii z każdym kolejnym meczem "The Reds" topnieją. Mamy nadzieję, że coś z powrotem się odmieni, w przeciwnym razie już wkrótce będziemy mogły tylko rzewnie zapłakać. Z Torresikiem.

 

 

olalla