Trochę nudno i bez niespodzianek, ale klaty są - czyli środa z Ligą Mistrzów

Po wtorkowym spektaklu tysiąclecia, zaprezentowanym publiczności przez Chelsea i Liverpool, nic już nie mogło zaskoczyć. Tym bardziej, że w środę wygrywali faworyci, także i nasi, których o tryumfy dużo już wcześniej posądzałyśmy. Chcecie więcej szczegółów? Proszę bardzo - uczta dla oka (i nie tylko) poniżej.

 

 

FC Porto - Manchester United 0:1

 

Choć pan Szpakowski zaciekle budował dramaturgię, co i rusz przypominając, że żadna angielska drużyna na stadionie w Porto jeszcze w Lidze Mistrzów nie wygrała, to jednak przewaga Manchesteru United była ewidentna. szczególnie w pierwszej połowie, kiedy to jedyny taki Żelik na planecie zapakowął w siatkę teoretycznych współbratymców bramkę, po której z wrażenia aż przysiadłyśmy. Niesamowita siła uderzenia z , bagatela, 36 metrów oraz coraz dziwniejszy wygląd C-Rona (ta fryzura+nienaturalnie naciągnięta skóra twarzy+idealne ciało cyborga) pozwalają nam myśleć, że Portugalczyk jest naprawdę wyjątkowym stworzeniem i to niekoniecznie  tym sensie, w jakim on lubi o sobie myśleć. Niemniej, chylimy czoła, także przed jakby mniejszym niż zwykle pajacowaniem, nurkowaniem, symulanctwem. Gratulacje zatem dla ManU, również dla Giggsy'ego, który musiał niezwykle poświęcać się wczoraj dla dobra drużyny.

 

 

 

Arsenal Londyn - Villareal CF 3:0

 

Przyznamy się bez bicia - nie wiedzieć czemu (wrodzony fatalizm, wynikający z położenia geopolitycznego naszego kraju?), przed spotkaniem byłyśmy bardzo niespokojne o korzystny dla "Kanonierów" wynik. Miotane złymi przeczuciami zasiadłyśmy przed teleodbiornikami...i jakże rozkosznie odczuwałyśmy stopniowe rozpływanie się w nicość złowróżbnych myśli.Łukasz Fabiański był bezbłędny, Theo Walcottowi nie przeszkadzał nawet wąsik, Adebayor jak zwykle szalał w uniesieniu, Robin van Persie zachwycał każdym krokiem obydwu swoich wspaniałych nóg, a C-Fab po prostu był i spisywał się wybornie. Cała reszta "Gooners" zresztą też. Marynarzom "Żółtej Łodzi Podwodnej" współczujemy, bo nie dość, że bez Senny i Cazorli, to od pewnego momentu już tylko w dziesiątkę przyszło im mierzyć się z doskonale dysponowanymi londyńczykami. Ale to już prawda znana o lat - biednemu zawsze wiatr w oczy. O czym tu jednak mówic, skoro gracze Villarealu wyglądają tak:

 

 

a chłopcy z Arsenalu tak:

 

 

I aż się wierzyć nie chce, że kolejny krok to półfinały i walka potęg. Arsenal z Manchesterem, Chelsea z Barceloną - to będzie hit. Powiało grozą.

 

olalla