Cytat dnia: piłkarz groził nauczycielce

Cytat dnia: "Odpowiedziałem, że jeśli nie dostanę najwyższej oceny, podrę jej (nauczycielce - przyp. red.) dziennik. Nie uwierzyła mi, więc wstałem i przedarłem dziennik na pół". A my myślałyśmy, że szykanowanie pedagogów jest praktykowane głównie w Polsce.

 

 

Groził nauczycielce Szkolny rozrabiaka! W latach szkolnych groził nauczycielce i rozrabiał. Dziś Andriej Arszawin jest grzeczny, a w dodatku siedzi głęboko pod pantoflem swojej małżonki Julii. A my myślałyśmy, że szykanowanie pedagogów jest praktykowane głównie w Polsce. I kto by pomyślał, że z takiego szkolnego łobuza wyrośnie taki piłkarz? Nasz dzisiejszy bohater, nawet jeśli był tak niegrzecznym chłopcem w młodości, to, jakimś sposobem, dawno przestał nim być (niestety przyczyna owej cudownej przemiany nie jest nam znana, ale pocieszamy się myślą, że jednak takowa istnieje - jest zatem nadzieja także dla Boruca). Z owego niegrzecznego chłopca wyrósł chłopiec nie tylko grzeczny, ale wręcz nieśmiały. W dodatku siedzący głęboko pod pantoflem swojej małżonki - niejakiej Julii. Jak zapewne domyśla się już większość z Was, owym szkolnym łobuzem jest Andriej Arszawin: - Rozwiązywaliśmy zadanie na matematyce. Moje rozwiązanie było poprawne, ale obok niego były jakieś gryzmoły. Nauczycielka powiedziała, że mimo poprawnego rozwiązania, obniży mi za nie ocenę. Odpowiedziałem, że jeśli nie dostanę najwyższej oceny, podrę jej dziennik. Nie uwierzyła mi, więc wstałem i przedarłem dziennik na pół. Wyrzucili mnie ze szkoły. Oczywiście, współczujemy małemu Andriejowi - przecież takie traumatyczne wydarzenia musiały odcisnąć swoje piętno ma wrażliwej psychice dziecka - ale jakoś trudno nam w tą historię uwierzyć. Bądź co bądź Arszawin nie wygląda na osiłka (i wydaje się wysoce prawdopodobne, że w dzieciństwie też na niego nie wyglądał), który szybciej niż mgnienie nauczycielskiego oka (jeszcze mniej prawdopodobne wydaje nam się by nauczycielka bezczynnie przyglądała się jak Andriej szarpie się z grubym - chyba jednak grubszym niż zeszyt - dziennikiem) rwie szkolne dokumenty. Czyżby próbował zaimponować kolegom? I jeszcze jedno - nie próbujcie tego na lekcjach. Nie zawsze znani, lubiani i utalentowani mogą służyć za wzorce postępowania.

I kto by pomyślał, że z takiego szkolnego łobuza wyrośnie taki piłkarz? A dokładnie...Artur Boruc? Wiecznie zaginiony w akcji Adriano? Nic podobnego. Nasz dzisiejszy bohater, nawet jeśli był tak niegrzecznym chłopcem w młodości, to, jakimś sposobem, dawno przestał nim być (niestety przyczyna owej cudownej przemiany nie jest nam znana, ale pocieszamy się myślą, że jednak takowa istnieje - jest zatem nadzieja także dla Boruca).

 

Z owego niegrzecznego chłopca wyrósł chłopiec nie tylko grzeczny, ale wręcz nieśmiały. W dodatku siedzący głęboko pod pantoflem swojej małżonki - niejakiej Julii.

 

Jak zapewne domyśla się już większość z Was, owym szkolnym łobuzem jest Andriej Arszawin, autor takiej oto zabawnej historyjki: - Rozwiązywaliśmy zadanie na matematyce. Moje rozwiązanie było poprawne, ale obok niego były jakieś gryzmoły. Nauczycielka powiedziała, że mimo poprawnego rozwiązania, obniży mi za nie ocenę. Odpowiedziałem, że jeśli nie dostanę najwyższej oceny, podrę jej dziennik. Nie uwierzyła mi, więc wstałem i przedarłem dziennik na pół. Wyrzucili mnie ze szkoły.

 

Oczywiście, współczujemy małemu Andriejowi - przecież takie traumatyczne wydarzenia musiały odcisnąć swoje piętno ma wrażliwej psychice dziecka - ale jakoś trudno nam w tą historię uwierzyć. Bądź co bądź Arszawin nie wygląda na osiłka (i wydaje się wysoce prawdopodobne, że w dzieciństwie też na niego nie wyglądał), który szybciej niż mgnienie nauczycielskiego oka (jeszcze mniej prawdopodobne wydaje nam się by nauczycielka bezczynnie przyglądała się jak Andriej szarpie się z grubym - chyba jednak grubszym niż zeszyt - dziennikiem) rwie szkolne dokumenty. Czyżby próbował zaimponować kolegom?

 

I jeszcze jedno - nie próbujcie tego na lekcjach. Nie zawsze znani, lubiani i utalentowani mogą służyć za wzorce postępowania. Szczególnie jeśli później pozwalają się sfotografować w takim kuriozalnym stroju.

 

 

 

bint