Łukasz Fabiański jest najgrzeczniejszym chłopcem na świecie

Dowód poniżej.

 

 

Broniący naszej bramki golkiperzy są jak ogień i woda. Porywcza natura tego pierwszego, czyli Artura Boruca, na dobre mu raczej nie wyszła. Przyszedł zatem czas na miłą sercu odmianę, czyli  Łukasza Fabiańskiego - oazę spokoju, skromności i opanowania (który, nota bene, niebawem - 18 kwietnia -obchodzi urodziny, z którego to powodu zawczasu życzymy sto lat). Do tej pory "Fabian" zawsze pozostawał w cieniu: w reprezentacji - Artura Boruca, w klubie - Arsenalu Londyn - Manuela Almunii. Dziwnym zbiegiem okoliczności (darem losu?) przyszło mu teraz zastępować równocześnie ich obu. Najpierw, po katastrofalnych błędach Boruca, został bramkarzem numer 1 naszej kadry, teraz, po kontuzji Almunii, stał się pierwszym bramkarzem Arsenalu. W drugim przypadku (w pierwszym ocenić nie sposób, bo podczas meczu z San Marino niewiele miał kontaktu z piłką) zaprezentował się znakomicie, otrzymując nawet od dziennika The Sun najwyższą notę.

 

Srodze musiał się jednak zawieść każdy, kto spodziewał się usłyszeć od Łukasza jakieś zadziorne wypowiedzi w rodzaju - "teraz moja kolej". Przeciwnie, Łukasz w wywiadzie dla wyżej wymienionego brytyjskiego tabloidu podkreślał, że nie czuje się gotowy do tego by grać jako nr 1. Oczywiście, jak na dobrze wychowanego chłopca przystało, komplementując przy tym Almunię. - Zawsze fajnie jest grać, ale niekoniecznie w takich okolicznościach. Życzę jak najlepiej Manuelowi i mam nadzieję, że szybko wróci do gry - czy i na to, że Hiszpan szybko odbierze Łukaszowi miejsce w bramce?

 

No cóż, wielu podłych oszczerców wytyka Fabianowi (zwanemu Bambi) tą bezinteresowną życzliwość i gotowość do oddania ostatniej koszuli, tudzież możliwości robienia własnej kariery, twierdząc, że jest zbyt spolegliwy. Ale my wiemy, że miękkie serce naszego bramkarza to szczere złoto. 

 

bint